Zawsze myślałam, że wiem o moim mężu wszystko. Pewnego dnia w jego gabinecie poczułam, że tylna ściana szafy jest luźna. Za nią krył się schowek. Leżały tam pożółkłe mapy, gotyckie teksty i świeża…

Zawsze myślałam, że wiem o moim mężu wszystko. Pewnego dnia w jego gabinecie poczułam, że tylna ściana szafy jest luźna. Za nią krył się schowek. Leżały tam pożółkłe mapy, gotyckie teksty i świeża...

Ostatnio Lena Seidler pokłóciła się z teściową tak, jak nigdy w życiu. Powodem był Tobias. Jej mąż zawsze był szczupły i wysportowany, ale w ostatnich miesiącach przybrał ogromnie, przekroczył sto dwadzieścia kilogramów, zaczęły mu skakać ciśnienie, ciągle narzekał na zmęczenie. Lena wprowadziła mu dietę.

Thumbnail

Pilnował każdego kęsa. Marlis Petersen dowiedziała się od syna, że żona go „głodzi”. Wpadła w szał. Najpierw nakarmiła Tobiasza, a potem zadzwoniła do Leny i wrzeszczała tak, że tamta nie mogła uwierzyć.

Groziła, że doprowadzi do rozwodu, jeśli Lena nie przestanie się znęcać nad mężem i nie zacznie go normalnie karmić. Lena była głęboko zraniona. Chciała tylko, żeby Tobiasz był zdrowy. Ale skoro tak, to koniec z dietą.

Co gorsza, zabolało ją, że Tobiasz poskarżył się matce. Następnego dnia Tobiasz poczuł się tak źle, że wezwali pogotowie. Ciśnienie ponad dwieście, arytmia. Zabrali go do szpitala.

Rano zadzwoniła teściowa. Lena podniosła słuchawkę z obawą i usłyszała skruszony głos. „Lena, nie jestem aniołem, ale umiem przyznać się do błędu. Przepraszam, nie powinnam była na ciebie krzyczeć.

Wiem, że kochasz Tobiasza i chcesz dla niego dobrze. Musimy porozmawiać. Przyjadę wieczorem, dobrze? ”

Lenie spadł kamień z serca.

Nienawidziła konfliktów. „Oczywiście, że pani przyjechać. Jest pani zawsze mile widziana. ”

Teściowa przyjechała z czarnym lasem wiśniowym i bukietem piwonii.

Wiedziała, jak godzić ludzi. Przy kawie przeprosiła jeszcze raz, spojrzała na Lenę ciepło i powiedziała:

„Wiesz, Lena, gdy Tobiasz studiował, poznał mnóstwo fascynujących kobiet. Myślałam, że wybierze kogoś niezwykłego, że będzie prowadził barwne życie. Ale teraz cieszę się, że ma przy sobie taką prostą, przewidywalną kobietę jak ty.

Przy tobie jest bezpieczny. A z jego wagą sobie poradzę. Za parę tygodni wszystko wróci do normy. ”

Lena zdziwiła się.

Normalna waga Tobiasza to dziewięćdziesiąt kilo. Nie wierzyła, że teściowa zdziała cuda. Ale milczała. Po kolacji Lena posprzątała i przypomniała sobie, że teściowa grzebała przy szafie w gabinecie Tobiasza.

Lena zawstydziła się, że tam panuje bałagan, i poszła sprzątnąć. Otworzyła szafę, wyjęła papiery i nagle poczuła, że tylna ściana jest luźna. Za nią znajdował się sekretny schowek. Lena nigdy o nim nie wiedziała.

W środku były stare mapy, pożółkłe strony w nieznanych językach, gotyckie teksty. A w plastikowej teczce — kartka z rysunkiem ruin oraz notatka od Marlis Petersen do Tobiasza: „Wygrałeś, synu. Poddaję się. Możesz na mnie liczyć.

Notatka była świeża. Lena zrozumiała, że to właśnie teściowa została przyłapana, gdy wkładała ją do schowka. Ale po co takie konspiracje? Przecież mogła powiedzieć Tobiaszowi wszystko ustnie.

Chyba trafiła na tę część życia teściowej, do której wstępu jej odmawiano. A skoro tak, to czy Tobiasz też ma przed nią tajemnice? To było przykre odkrycie. Lena postanowiła dowiedzieć się prawdy.

Następnego dnia obie kobiety spotkały się w szpitalu. Tobiasz był przygnębiony, co zupełnie do niego nie pasowało. Za to Marlis zachowywała się dziwnie radośnie. Rozłożyła przed synem jedzenie i powiedziała:

„Czas skończyć z lenistwem.

Za dużo siedzisz, dlatego jesteś gruby. Może czas zmienić życie? ”

Tobiasz nagle ożył. Oczy mu zabłysły.

„Mamo, mówisz poważnie? ”

„Nigdy nie byłam poważniejsza. Dla mnie i Leny najważniejsze jest twoje zdrowie. Możesz zmienić życie o sto osiemdziesiąt stopni, ale pod jednym warunkiem: wrócisz do dawnej wagi.

„Oczywiście, mamo! – zaśmiał się Tobiasz. – Będę znowu szczupły i wysportowany. Czekałem tylko na twoją zgodę.

Lena nic nie rozumiała. O jakich zmianach oni mówią? I dlaczego nie wspominają o niej ani słowem? Po wyjściu ze szpitala Lena wróciła do domu i postanowiła dokładnie przeszukać schowek.

Usiadła przy biurku męża, rozłożyła papiery, włączyła laptop, żeby tłumaczyć obce teksty. Wtedy usłyszała trzask otwieranych drzwi. „Lena, jesteś? ” – dobiegł ją radosny głos Tobiasza.

Lena zamarła. Przecież miał być w szpitalu. Wyszła mu naprzeciw. „Dlaczego wróciłeś?

Mieli cię wypisać dopiero za tydzień. ”

„Czuję się świetnie. Ciśnienie w normie, nastrój wyśmienity. Już po wszystkim.

Lena zrozumiała, że Tobiasz za chwilę wejdzie do gabinetu i zobaczy, co robiła. Postanowiła zaatakować pierwsza. „I to niby jest normalne, że ukrywasz coś przed żoną? – głos jej drżał.

– Dlaczego muszę sama wszystko odkrywać? W dobrych małżeństwach nie ma tajemnic. Ty chowasz w sekretnym schowku jakieś stuletnie rupiecie i knujesz za moimi plecami z Marlis. Chcecie się mnie pozbyć?

Co dla mnie szykujecie? Wypadek? Rozwód? ”

Tobiasz wybuchnął śmiechem.

Tak szczerym, jakiego dawno nie słyszała. „Ty mała wariatko. Dobrze, że mama tego nie słyszy. Jak mogłaś pomyśleć coś takiego?

„To wytłumacz mi wszystko! ” – nie ustępowała Lena. „Zaraz. Muszę zajrzeć do gabinetu, mam pilną sprawę.

Za późno. Lena powiedziała twardo: „Znalazłam schowek, gdy wycierałam kurz. Może od tego zaczniesz. ”

Twarz Tobiasza spoważniała.

Pobladł. Odsunął żonę i wpadł do gabinetu. Zamarł na widok rozłożonych papierów. „Lena, oszalałaś?

– krzyknął. – Nie masz pojęcia o historycznej wartości tych kartek. Nie wolno ci ich tak traktować! ”

„Pięknie.

Nie zamierzasz mi nic tłumaczyć. To chyba wiele mówi o moim miejscu w tej rodzinie. ” Lena wyszła obrażona. Miała nadzieję, że Tobiasz pobiegnie za nią, przeprosi, wyjaśni.

Ale on został przy papierach i ostrożnie je składał. Po kwadransie wróciła i zobaczyła, że zamyka schowek. „Jeśli nie masz mi nic do powiedzenia, wyjdę na spacer. ”

„Zaraz skończę.

Poczekaj chwilę. ”

Lena usiadła w starym fotelu w jego gabinecie. Tobiasz westchnął. „Lena, kiedym wracał, miałem zamiar powiedzieć ci wszystko.

Ale teraz widzę, że w schowku są też sprawy mojej matki. Bez jej zgody nie mogę ci nic zdradzić. Zaprośmy ją do nas. Jeśli uzna, że możesz poznać prawdę, to ją poznasz.

Marlis zgodziła się przyjść wieczorem. Lena przygotowała uroczystą kolację i postanowiła naciskać, dopóki nie dowie się wszystkiego. Przy stole mówili o byle czym. Wreszcie Marlis uśmiechnęła się sprytnie.

„Jesteś dzielna, Lena. Widać, że cię korci, żeby pytać. Tobiasz mi wszystko opowiedział. Chcesz poznać odpowiedzi?

„Czy mam szansę, aby mi pani zaufała i zdradziła, co pani i Tobiasz przede mną ukrywacie? ”

Marlis zaśmiała się. „Pytasz zbyt ostrożnie. Mów śmiało.

„Co pani i Tobiasz przede mną ukrywacie? O co chodzi z tym schowkiem? ”

„Ostrożnie, ale konkretnie. – Marlis spojrzała na syna.

– Ponieważ wkrótce i tak wszystko się zmieni, opowiemy ci całą historię. ”

I tak Lena poznała rodzinną tajemnicę. Przodkowie Marlis od pokoleń zajmowali się poszukiwaniem skarbów. Jej ojciec, znany historyk, przez lata badał, gdzie najemnicy, wycofując się sprzed sześciu wieków, zakopali zrabowane dobra.

Nie były to tylko klejnoty i złoto, ale też bezcenne manuskrypty, listy, dokumenty. Najcenniejszy skarb ukryto na samym końcu odwrotu. Problem polegał na tym, że wejście do skarbca było zabezpieczone klątwą. Wielu poszukiwaczy zginęło, próbując go zdobyć.

„Ojciec i ja znaleźliśmy formułę, która zdejmuje klątwę – mówiła Marlis. – Ale on zachorował i umarł. Potem urodził się Tobiasz. Nie było odwagi.

Aż wreszcie uznałam, że syn zasługuje na szansę. ”

Lena słuchała z niedowierzaniem. Była wychowana w świecie faktów, nie wierzyła w żadne czary. Jednak i mąż, i teściowa byli ludźmi wykształconymi, rozsądnymi.

Aż trudno było uwierzyć, że dają się zwieść przesądom. „Rozumiem – powiedziała ostrożnie. – A ta notatka w schowku? ”

„To moja zgoda dla Tobiasza.

Stara rycina pochodzi z czasów, gdy zakopano skarb. Nasza rodzina przechowuje ją od pokoleń. Dałam mu znak, że może działać. ”

Tobiasz dodał: „Przez lata marzyłem, żeby wyruszyć na poszukiwania.

Mama mi tego zabraniała, bo tylko ona znała formułę. Nie miałem odwagi jej sprzeciwić. Chyba dlatego tak przytyłem. Z rozpaczy.

„A teraz ruszamy – powiedziała Marlis. – Pojadą z nami ja, Tobiasz, nasz stary przyjaciel Günther Zeller i ty, jeśli zechcesz. ”

Lena aż podskoczyła. „Chcę!

Bardzo chcę! ”

„Pamiętaj, to nie wycieczka. Będziemy brnąć przez las bez ścieżek, grzęznąć w błocie, wykopywać skarb łopatami. Masz tydzień do namysłu.

Po tygodniu byli w komplecie. Günther Zeller, krzepki mężczyzna w średnim wieku, przyjechał z ogromnym plecakiem i metalowymi detektorami. Wyruszyli terenowym samochodem Tobiasza, potem piechotą przez las. Drugiego dnia postanowili zrobić krótki postój.

Lena pierwszy raz w życiu wypróbowała wykrywacz. Nagle usłyszała wyraźny sygnał. Wykopała trzy monety, których nikt nie umiał rozpoznać. Nie były złote, ale wszystkich to podnieciło.

„Dobry znak – mruknął Günther. – Jesteśmy na właściwym szlaku. ”

Dopiero późnym wieczorem dotarli do miejsca zaznaczonego na mapach. Rano okazało się, że mapy nie pasują do terenu.

Szukali i szukali, aż Marlis westchnęła:

„To duch tego miejsca nas zmylił. Przywieźliśmy mu dary, ale zapomnieliśmy je złożyć. ”

Lena pokręciła głową. Ale teściowa wyjęła butelkę wódki, żelki i pamiątkowe monety.

Wykopali trzy dołki pod młodą jodłą, wlali trunek, wsypali cukierki i monety. Marlis wypowiedziała słowa: „Dajemy ci dary, a ty daj nam złoto. Wybacz, że wcześniej zapomnieliśmy. ”

Po dziesięciu minutach mapa nagle się zgadzała.

Miejsce skarbu przesunęło się o pięćset metrów. Lena nie wiedziała, co o tym myśleć, ale fakt był faktem. Następnego dnia zaczęli kopać. Szybko trafili na pierwszy skarb: złoty pierścień z wielkim rubinem.

Marlis aż westchnęła. Potem znaleźli żelazną skrzynię, ale była pusta, tylko na dnie leżał piękny naszyjnik. Günther stwierdził, że to ofiara dla ducha skarbu. „Ktoś już tu był przed nami i wybrał wszystko, co wartościowe.

Przez kolejne dni wygrzebali z ziemi kilka skrzynek i garnków, ale w środku były tylko pojedyncze ozdoby, też ofiary. Najcenniejsza była brzozowa szkatułka z dobrze zachowanymi dokumentami. Marlis promieniała, bo dla niej to był prawdziwy skarb historyczny. Lena nie mogła jednak przestać myśleć o złocie.

Pewnego ranka, gdy pozostali spali, wzięła wykrywacz i poszła między krzaki. Nagle usłyszała dźwięk, który Günther nazwał „dźwiękiem złota”. Wykopała z pół metra zawiniątko ze zgniłej skóry. Kiedy je rozchyliła, w jej dłoniach zalśniło diadem wysadzane drogimi kamieniami.

Było przepiękne. I wtedy coś w niej pękło. Postanowiła, że diadem zatrzyma dla siebie. Nikt nie może go zobaczyć.

Ukryła go w wewnętrznej kieszeni kurtki. Podczas śniadania Günther zażartował: „I co, znalazłaś coś, Lena? ”

„Nie, nic. Szukałam, ale nic nie znalazłam.

” Nie patrzyła mu w oczy. Ale on patrzył na nią długo. Po tygodniu zakończyli prace. Wracali w milczeniu.

W domu przy porządkowaniu znalezisk Lena trzymała się z boku. Trzeciego dnia Günther zapowiedział wyjazd. Na pożegnalnej kolacji u Marlis wszyscy wspominali wyprawę. Nagle Günther wstał i wzniósł toast:

„Za to, że byliście ze mną.

I za to, że przypomnieliście mi, że nie zawsze można ufać ludziom. Czasem wydaje się, że mamy wokół siebie dobrych ludzi, a oni okazują się złodziejami. ”

Marlis oburzyła się: „O kim ty mówisz? ”

„Nie o tobie, Marlis.

Mówię o kimś, kto okradł swoich. ”

Wyciągnął przezroczystą torebkę. W środku leżały kawałki zgniłej skóry. „Co to jest?

” – zapytała teściowa. „Na to pytanie najlepiej odpowie Lena. – Günther patrzył na nią spokojnie. – To są resztki tego, w co owinięte było diadem, które Lena wykopała i ukryła.

Wszyscy spojrzeli na Lenę. Ta zaś zaśmiała się histerycznie. „Tak, mam diadem! Znalazłam go uczciwie i należy do mnie.

Chcę być bogata. Nie zamierzam oddawać go do muzeum. Sprzedam go i będę żyła jak królowa. ”

Tobiasz patrzył na nią z niedowierzaniem.

„Lena, co ty mówisz? To jest nasza wspólna wyprawa, wszystko należy do nas wszystkich! ”

„A wy jesteście głupi! – wrzasnęła Lena.

– Mogliście zatrzymać wszystko i żyć jak książęta, a wy chcecie oddawać do muzeum. Ja nie jestem taka jak wy. Ja wybieram siebie. ”

Marlis pobladła.

Zrozumiała, co się stało. Powiedziała cicho do Tobiasza:

„Ona już nie jest sobą. Duch skarbu ją pochłonął. Ci, którzy pierwszy raz znajdują coś bardzo cennego i nie są na to gotowi, tracą rozum.

To się nie leczy. ”

Günther dodał: „Zabranie jej diademu nic nie da. Ona już zawsze będzie w niewoli złota. Radzę ci, Tobiaszu, pomyśl o rozwodzie.

Weszli do salonu. Lena siedziała sama przy stole. Na głowie miała diadem, który świecił wszystkimi kolorami. Spojrzała na nich z góry.

Miała już inną miłość. Złoto.