Siedziałam przy biurku, gdy do mojego gabinetu weszła młoda, elegancka kobieta. Nie byłam umówiona, a ona przedstawiła się tylko jako Natalia. Po chwili ciszy zapytała, czy jestem zamężna. Gdy…

Siedziałam przy biurku, gdy do mojego gabinetu weszła młoda, elegancka kobieta. Nie byłam umówiona, a ona przedstawiła się tylko jako Natalia. Po chwili ciszy zapytała, czy jestem zamężna. Gdy...

Ewa nigdy nie przypuszczała, że poniedziałkowy poranek zacznie od kłótni o kolor kuchennych frontów. Stała przy dużym stole w swoim gabinecie z telefonem przy uchu i patrzyła na zdjęcia przesłane prosto z hali produkcyjnej. – Paweł, ja naprawdę nie wiem, jak mam to jeszcze powiedzieć. Klientka wybrała zgaszoną zieleń, spokojną, elegancką, a to, co widzę na zdjęciu, wygląda jak szafka do przedszkola.

Thumbnail

Po drugiej stronie zapadła chwila ciszy. – Ewa, ale numer koloru się zgadza. – Numer może i się zgadza, tylko efekt się nie zgadza. Przecież przy tym świetle ten lakier jest prawie jaskrawy.

Wyobrażasz sobie całą kuchnię za prawie 50 000 zł w takim kolorze? Wstrzymujemy lakierowanie. Zamówcie nową próbkę i nie puszczajcie reszty frontów, dopóki sama tego nie zobaczę. Wolę stracić dwa dni niż klientkę.

Odłożyła telefon i pokręciła głową. Dopiero 8:30, a ona już ma dość. Przez uchylone drzwi dobiegł ją śmiech Alicji z recepcji. Ewa też się uśmiechnęła.

Tak wyglądała większość jej dni. Siedem lat wcześniej wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Wtedy razem z rodzicami wynajęli niewielki warsztat na obrzeżach Wrocławia. Mieli dwie używane maszyny, starego dostawczaka i więcej odwagi niż pieniędzy.

Roman od początku zajmował się techniczną stroną firmy. Teresa pilnowała dokumentów, umów i rachunków. A Ewa robiła właściwie wszystko – rozmawiała z klientami, projektowała pierwsze kuchnie, szukała dostawców, a kiedy trzeba było, jechała razem z ekipą na montaż. Z czasem przyszły większe zamówienia.

Najpierw jedna kuchnia w nowym domu pod Wrocławiem, potem garderoba, później wyposażenie kilku mieszkań w jednej inwestycji. Zaczęli zatrudniać projektantów, monterów i stolarzy. Kupili własną halę produkcyjną, lepsze maszyny, samochody dla ekip. Teraz ich firma robiła kuchnie, szafy i całe zabudowy na wymiar dla klientów z całego Dolnego Śląska.

Ewa była z tego dumna. Nie dlatego, że dobrze zarabiali, choć na pieniądze rzeczywiście nie mogli narzekać. Najważniejsze było to, że stworzyli coś własnego. Kilka minut przed 9:00 zadzwonił telefon.

Na ekranie pojawiło się imię Leny. – Cześć, córeczko. – Mamo, nie przeszkadzam? – Jeszcze nie.

Za pół godziny mam spotkanie. Co się stało? – Nic. Tak tylko dzwonię.

Chciałam zapytać, jak się czujesz? Ewa od razu wyczuła ten ton. – Lena. Co?

Mów. Dziewczyna westchnęła. – Damian wrócił wczoraj późno. Ewa spojrzała przez okno.

– Nie wrócił. Wyjechał służbowo do Poznania. Po drugiej stronie zapadła znacząca cisza. – Aha.

Służbowo. – Lena. Nic nie mówię. – Właśnie słyszę.

– Mamo, ja po prostu mu nie ufam. Ewa zacisnęła usta. Ten temat wracał między nimi coraz częściej. – Studiujesz dziennikarstwo dopiero od kilku miesięcy, a już wszędzie węszysz sensacje.

– To nie ma nic wspólnego ze studiami. – Damian ma dużo pracy. – Jakiej pracy, mamo? – Lena.

Dobrze, już przestaję. Pogadamy wieczorem. – Jasne. Tylko nie złość się na mnie.

– Nie złoszczę się. Kocham cię. – Ja ciebie też. Rozłączyła się i jeszcze przez chwilę trzymała telefon w dłoni.

Prawda była taka, że słowa córki coraz częściej trafiały w miejsce, którego Ewa sama nie chciała dotykać. Damian rzeczywiście się zmienił. Kiedyś wracał o stałych porach, dzwonił, jeśli miał się spóźnić, potrafił przyjechać po Ewę do firmy tylko po to, żeby razem zjeść kolację gdzieś na mieście. Od kilku miesięcy niemal ciągle coś wypadało.

Spotkanie, klient, wyjazd, kolacja służbowa. Do tego telefon, który coraz częściej kładł ekranem do dołu. Ewa widziała to wszystko, tylko nie chciała wyciągać pochopnych wniosków. Byli małżeństwem od trzech lat.

Kiedy się poznali, ona miała 35 lat, Damian 28. Rodzice od początku patrzyli na ten związek z dystansem. – Jesteście na innych etapach życia – mówiła Teresa. – Ty już wiesz, czego chcesz, a on jeszcze będzie chciał coś wszystkim udowadniać.

Ewa wtedy tylko się śmiała. Po rozwodzie z pierwszym mężem przez kilka lat nikogo do siebie nie dopuszczała. Damian był pierwszym mężczyzną, przy którym znowu poczuła się naprawdę ważna. Był czuły, uważny, zabawny.

Umiał powiedzieć dokładnie to, czego potrzebowała. Z czasem jednak zaczął coraz częściej wspominać, że w ich wspólnym życiu nic tak naprawdę nie należy do niego. Dom na przedmieściach kupili kiedyś rodzice Ewy. Samochód, którym najczęściej jeździł Damian, też należał do niej.

Firma była rodzinna. – Czasami czuję się tu jak gość – powiedział jej kiedyś. Ewa próbowała wtedy obrócić to w żart. Ale on się nie roześmiał.

Teraz coraz częściej zastanawiała się, czy nie zlekceważyła czegoś ważnego. Kilka minut po 9:00 do firmy przyjechali rodzice. Roman jak zwykle nawet nie zdjął porządnie kurtki, tylko od razu poszedł na halę sprawdzić nowe prowadnice do szuflad. Teresa weszła do gabinetu Ewy z plikiem dokumentów.

– Widziałam te zielone fronty. Ewa, to koszmar. – Dziękuję. Wreszcie ktoś po mojej stronie.

– Jak ktoś to zamontuje klientce, sama pojadę i zdejmę. Ewa parsknęła śmiechem. Praca szybko pochłonęła ją bez reszty. Telefon od Leny, Damian, jego wyjazd do Poznania – wszystko zeszło gdzieś na dalszy plan.

Dopiero przed południem Alicja ostrożnie zajrzała do gabinetu. – Ewa, przyszła do ciebie młoda kobieta. – Była umówiona? – Nie.

Ewa oderwała wzrok od projektu. – W jakiej sprawie? Alicja zawahała się. – Powiedziała tylko, że osobistej i że naprawdę musi z tobą porozmawiać.

Podała nazwisko, nie tylko imię. – Jak ma na imię? – Natalia. – Dobrze, niech wejdzie.

Po chwili do gabinetu weszła młoda, elegancka kobieta. Natalia mogła mieć najwyżej 24 lata. Była wysoka, szczupła, starannie ubrana. Jasny płaszcz, delikatny makijaż, zadbane włosy.

Wszystko wyglądało na przemyślane, tylko dłonie ją zdradzały – zaciskała palce na pasku niewielkiej torebki tak mocno, że aż pobielały jej knykcie. – Dzień dobry. Dziękuję, że zgodziła się pani mnie przyjąć. Ewa wskazała krzesło po drugiej stronie biurka.

– Proszę usiąść. Natalia usiadła na samym brzegu. – Napije się pani wody? – Nie, dziękuję.

Ewa czekała. Przez kilka sekund dziewczyna patrzyła gdzieś w bok, jakby układała sobie w głowie pierwsze zdanie. – Alicja mówiła, że chodzi o sprawę osobistą – odezwała się w końcu Ewa. Natalia skinęła głową.

Znów cisza. Ewa nie poganiała jej. W pracy nauczyła się, że człowiek czasami potrzebuje chwili, żeby powiedzieć coś naprawdę trudnego. Natalia wzięła głęboki oddech.

– Czy pani jest zamężna? Ewa lekko zmarszczyła brwi. – Jestem z Damianem. Coś w środku Ewy drgnęło.

Nie strach jeszcze, raczej ostrzeżenie. – Tak – odpowiedziała spokojnie. – Z Damianem. Dlaczego pani pyta?

Natalia spuściła wzrok. – Bo ja się z nim spotykam. Ewa przez chwilę była pewna, że źle usłyszała. – Słucham?

– Spotykam się z Damianem od prawie ośmiu miesięcy. W gabinecie zrobiło się tak cicho, że Ewa słyszała tykanie zegara stojącego na półce. Osiem miesięcy. Telefon kładziony ekranem do dołu.

Wieczorne spotkania, wyjazdy, Poznań. Nagle wszystkie drobne rzeczy, które przez ostatnie miesiące starała się tłumaczyć pracą albo zmęczeniem, zaczęły układać się w jedną bardzo prostą całość. – I po co mi pani o tym mówi? Natalia podniosła oczy.

– Bo Damian powiedział, że chce się z panią rozwieść. – Mówił, że między wami właściwie już nic nie ma, że mieszkacie razem, ale tylko z przyzwyczajenia. Ewa poczuła niemal absurdalną ochotę, żeby się roześmiać. Klasyka.

Nawet nie wysilił się na coś oryginalnego. – A mimo to rozwodu wciąż nie ma – zauważyła Natalia. – Właśnie dlatego tu przyszłam. Żeby przyspieszyć sprawę.

Nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało. – A jak miało zabrzmieć? Natalia wyprostowała się odrobinę. – Kocham go naprawdę.

I myślałam, że skoro on nie potrafi zrobić tego kroku, to może ja zrobię to za niego. – Powiedział, że nie chce pani zranić. Ewa uniosła brwi. – Jak troskliwie.

– On mówił, że jest pani do niego bardzo przywiązana, że pani ciężko przeżyłaby rozstanie. – Naprawdę? – Tak. Mówił też, że pracuje pani tutaj właściwie dzięki rodzicom.

Ewa przez sekundę nic nie powiedziała. – Tutaj, czyli gdzie? – No, w firmie. – W mojej firmie.

– Damian mówił, że to firma rodzinna, ale że tak naprawdę on wszystkim zarządza. Że pani rodzice formalnie nadal są właścicielami, ale wycofują się powoli, a on przejął najważniejsze sprawy: klientów, kontrakty, ludzi. Ewa musiała zacisnąć usta, żeby nie parsknąć śmiechem. A więc Damian nie był już tylko niewiernym mężem.

W swojej drugiej wersji życia awansował na szefa przedsiębiorstwa. – A jaką rolę gram w tej historii? – Mówił, że zajmuje się pani projektami i klientami, ale że nie chce pani wyrzucać z firmy po rozwodzie. – Czyli jest jeszcze szlachetny.

– Proszę tak nie mówić. – A jak mam mówić? Natalia zarumieniła się. – Ja nie przyszłam się z panią kłócić.

– Na razie się nie kłócimy. To zabrzmiało groźniej, niż Ewa zamierzała, bo dziewczyna zamilkła. – Gdzie się poznaliście? – zapytała Ewa.

– W restauracji na starym mieście. Latem. Świętował duży kontrakt. Był z dwoma znajomymi.

Wydawał się bardzo pewny siebie. Taki konkretny. – Jaki kontrakt? – Na wyposażenie kilku luksusowych apartamentów.

Ewa poczuła chłód w żołądku. Taki kontrakt rzeczywiście wtedy mieli – tylko że Damian nie miał z nim nic wspólnego. – Powiedział pani, że firma jest jego? – Tak.

Ale ja nie jestem z nim dla pieniędzy. – Nie pytałam o to. – Wiem. Po prostu chcę, żeby pani wiedziała.

Ewa przyjrzała jej się uważniej. Dziewczyna naprawdę wyglądała na przejętą. – Gdzie pani pracuje? – Na recepcji w salonie kosmetycznym we Wrocławiu.

Zarabiam normalnie, bez żadnych cudów. Naprawdę nie interesowało mnie, ile Damian ma pieniędzy. – A jednak wiedziała pani sporo o jego majątku. Natalia speszyła się.

– Sam o tym mówił. O domu, o samochodzie, o firmie, o klientach. Pokazywał zdjęcia realizacji, opowiadał o projektantach, o produkcji, o problemach z ekipami montażowymi. Ewa prawie nie mogła uwierzyć.

Damian musiał przez miesiące uważnie słuchać jej opowieści z pracy, zapamiętywać szczegóły, a potem przedstawiać je jako własne życie. – Widziała pani nasz dom? – Tak. Przejeżdżaliśmy kiedyś obok.

Pokazał mi go. – A samochód? – Oczywiście. Często nim po mnie przyjeżdżał.

Ewa przez chwilę patrzyła w blat biurka. Samochód, który kupiła dwa lata wcześniej. Samochód, którego użyczała mężowi bez najmniejszego zastanowienia. Natalia mówiła dalej, coraz szybciej, jakby chciała już wyrzucić z siebie wszystko.

– Damian opowiadał też o waszym małżeństwie. – Tego akurat jestem bardzo ciekawa. – Mówił, że pani żyje właściwie tylko firmą, że kiedyś było między wami dobrze, ale potem zaczęła pani coraz więcej pracować i przestała interesować się tym, co dzieje się między wami. Że śpicie osobno.

Że prawie ze sobą nie rozmawiacie. Powiedział też, że pani córka go nienawidzi. – To akurat nie jest całkowicie zmyślone. Natalia spojrzała na nią zaskoczona.

– I że pani mama ciągle daje mu odczuć, że jest gorszy, że w tym domu nigdy nie czuł się u siebie. To już Ewa znała. Tyle że Damian z własnych kompleksów zrobił przed Natalią historię o prześladowanym mężu. – I dlatego zostaje ze mną?

– Mówił, że czuje odpowiedzialność, że nie chce pani zostawić nagle samej, zwłaszcza że całe pani życie jest związane z firmą. Ewa aż odchyliła głowę. – No nie wierzę. Natalia wstała.

– Wiem, że to dla pani trudne, ale ja też dłużej tak nie mogę. Osiem miesięcy. Słyszę, że jeszcze chwila, że musi znaleźć odpowiedni moment, że wszystko załatwi. – I czego pani ode mnie oczekuje?

– Chcę, żeby zgodziła się pani na rozwód. Tym razem Ewa nie odpowiedziała od razu. Przez kilka sekund przyglądała się młodej kobiecie stojącej przed jej biurkiem. Potem wstała.

– Dobrze. Natalia zamrugała. – Co? – Zgadzam się.

Na twarzy dziewczyny pojawiła się ulga. – Naprawdę? – Tak. Ale zanim zacznie się pani cieszyć, jest jedna rzecz.

– Jaka? Ewa obeszła biurko i zatrzymała się naprzeciwko niej. – Skoro przyszła pani tutaj po prawdę, to powinna pani dostać ją w całości. Natalia patrzyła na nią coraz bardziej niepewnie.

Ewa wskazała krzesło. – Proszę usiąść. Najpierw dowie się pani, kim Damian jest naprawdę. Ewa odwróciła laptop w stronę Natalii.

Na stronie firmy widniało krótkie przedstawienie historii rodzinnej pracowni. Ewa przewinęła stronę niżej. – Firma powstała siedem lat temu. Założyliśmy ją we troje: ja, moja mama i mój ojciec.

– Ale Damian mówił… – Wiem, co mówił. Tutaj ma pani dane rejestrowe. Wszystko oficjalnie.

Damian nie jest właścicielem, wspólnikiem ani członkiem zarządu. Nigdy nie zarządzał tą firmą. Natalia wyprostowała się powoli. – To niemożliwe.

– Niestety, możliwe. – Przecież on zna wszystkie szczegóły. Opowiadał mi o zamówieniach, o klientach, o problemach z produkcją… – Bo słyszał o nich ode mnie – dokończyła Ewa.

– Wracałam wieczorem i opowiadałam o trudnym kliencie, o reklamacji, o nowej inwestycji. Damian słuchał, czasem zadawał pytania. Brałam to za zainteresowanie. – Czyli on po prostu brał pani życie i opowiadał je jako swoje?

– Natalia powiedziała to tak cicho, że prawie szeptała. – Na to wygląda. – Samochód też nie jest jego – powiedziała spokojnie Ewa. – Ten, którym jeździ, kupiłam dwa lata temu.

Damian korzysta z niego na co dzień, bo ja częściej jeżdżę służbowym autem firmy. Twarz Natalii zrobiła się jeszcze bledsza. – A dom należy do mojej rodziny. – Powiedział, że sam go kupił.

Tego już nawet nie wiedziałam. Natalia zasłoniła usta dłonią. – Boże. Ewa odsunęła laptop.

– Ile według pani Damian zarabia? Natalia zawahała się. – Nie wiem dokładnie, nigdy nie pytałam. Ale mówił o dużych pieniądzach, o kontraktach na sto pięćdziesiąt, dwieście tysięcy złotych.

Czasem żartował, że jeden dobry miesiąc wystarczy mu na nowy samochód. Ewa zaśmiała się krótko, bez cienia wesołości. – Damian zarabia około sześciu tysięcy złotych miesięcznie. Natalia spojrzała na nią tak, jakby nie zrozumiała.

– Sześciu? – Tak. Ale przecież restauracje, wyjazdy – większość rzeczy, z których korzysta, nie należy do niego. Dziewczyna usiadła ciężej na krześle.

– Ja naprawdę nie byłam z nim dla pieniędzy. – Wierzę pani. Natalia uniosła gwałtownie głowę. Najwyraźniej spodziewała się drwiny.

Ewa jednak mówiła całkiem serio. – Gdyby chodziło pani tylko o pieniądze, pewnie nie przyszłaby pani tutaj sama. Poza tym on zrobił wszystko, żeby pani uwierzyła, że jest kimś innym. Natalia otarła kącik oka.

– Czuję się jak idiotka. – Proszę tak o sobie nie mówić. – Jak mam mówić? Osiem miesięcy słuchałam tych historii.

– Ja jestem jego żoną od trzech lat i też wielu rzeczy nie widziałam. To zdanie zawisło między nimi. Pierwszy raz od wejścia Natalii Ewa poczuła, że nie siedzą już naprzeciwko siebie jak dwie rywalki. Były dwiema osobami, którym ten sam człowiek opowiadał dwie różne wersje rzeczywistości.

Natalia spojrzała na nią. – A jeśli pani to wszystko mówi tylko po to, żebym od niego odeszła? – Ma pani prawo tak pomyśleć. Dlatego nie musi pani wierzyć mi na słowo.

– Co pani ma na myśli? Obok gabinetu znajdowała się niewielka sala spotkań oddzielona szklaną ścianą. Zwykle rozmawiali tam z klientami, gdy trzeba było spokojnie omówić projekt albo umowę. Ewa otworzyła drzwi.

– Proszę usiąść tutaj. Stąd dobrze słychać rozmowę w moim gabinecie. Natalia szeroko otworzyła oczy. – Chce pani zadzwonić do Damiana?

– Nie tylko zadzwonić. Chcę, żeby tu przyjechał. – On nie wie, że jestem tutaj. – Jeszcze nie.

Natalia przez chwilę się wahała, a potem usiadła. Ewa wróciła do gabinetu i wybrała numer męża. Odebrał po trzecim sygnale. – Cześć, Ewa.

Mogę później? Jestem teraz zajęty. Jego głos brzmiał całkowicie normalnie. To było chyba najgorsze.

– Przyjedź do firmy. Teraz. – Nie dam rady. Jestem na ważnym spotkaniu.

– Gdzie dokładnie? Po drugiej stronie zapadła krótka cisza. – Na obiekcie. – Jakim obiekcie?

– Ewa, naprawdę nie mam czasu na przesłuchanie. Mamy problem z klientem. – Damian, przestań kłamać. – Co?

– Masz dwadzieścia minut. Przyjedź do mnie. Ale jeśli nie przyjedziesz, nie wracaj dziś do domu. Tym razem milczał dłużej.

– Co się stało? – Dowiesz się na miejscu. Damian pojawił się niewiele ponad dwadzieścia minut później. Wszedł do gabinetu szybkim krokiem, wyraźnie zdenerwowany.

– Co ty wyprawiasz? Musiałem wyjść ludziom w środku spotkania. Ewa wskazała krzesło. – Usiądź.

Posłuchał. – No dobrze, co się dzieje? – Dowiedziałam się czegoś ciekawego. Że masz inną kobietę.

Damian poderwał głowę. – Co? Ewa, zwariowałaś? Jaką kobietę?

– Czyli nikogo nie ma? – Oczywiście, że nie ma. Kocham ciebie, przecież wiesz. Ewa patrzyła na niego uważnie.

Był przekonujący. Gdyby nie siedząca kilka metrów dalej Natalia, może sama zaczęłaby się zastanawiać, czy czegoś źle nie zrozumiała. – Nigdy mnie nie zdradziłeś? – Nigdy.

– Jesteś pewien? – Ewa, na Boga, przysięgam ci. Kto ci nagadał takich bzdur? Ewa nie odpowiedziała.

Przez sekundę po prostu mu się przyglądała. – Natalia. Damian znieruchomiał, jakby ktoś nagle wyłączył mu głos. – Co?

– wydusił w końcu. – Natalia. Kojarzysz takie imię? – To przecież tylko imię.

– Tylko imię? – No tak. Co mam powiedzieć? Ewa pokiwała głową.

– Rozumiem. Natalia sama przyszła dziś do mnie do firmy. Damian pobladł. Przez kilka sekund siedział bez ruchu, jakby próbował zrozumieć, ile Ewa już wie i czy ma jeszcze jakiekolwiek wyjście.

– Była tutaj? – zapytał w końcu. – Była. – Co ci powiedziała?

– Sporo. Damian opuścił wzrok. – Ewa, posłuchaj. – Nie, teraz ty będziesz mówił, a ja będę słuchać.

Mężczyzna przetarł twarz dłońmi. – To nie wygląda tak, jak myślisz. Ewa parsknęła cicho. – Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego ludzie w takich sytuacjach mówią dokładnie to samo.

– Bo naprawdę nie wszystko jest takie proste. – Osiem miesięcy romansu wydaje mi się dość proste. Damian westchnął ciężko. – Poznałem ją przypadkiem w restauracji.

Byłem wtedy z kolegami. Natalia siedziała przy stoliku obok. Zaczęliśmy rozmawiać. Niczego nie planowałem.

– Oczywiście. Ona była inna, młodsza. Patrzyła na mnie tak, jakby to, co mówię, naprawdę miało znaczenie. – A ja nie patrzyłam.

– Ewa, proszę cię. – Pytam. Nie powiedziałeś tego, ale właśnie to próbujesz powiedzieć: w domu zawsze była firma, klienci, projekty, telefony. Zawsze coś było ważniejsze.

I dlatego znalazłeś sobie kochankę. Damian odwrócił wzrok. – Ja się u was nigdy nie czułem, naprawdę u siebie. Ewa zamilkła.

Znała to zdanie. Słyszała je już wiele razy. – Dom należy do twojej rodziny – ciągnął. – Samochód jest twój, firma jest twoja.

Wszyscy ludzie w pracy wiedzą, kim jesteś, a ja jestem po prostu mężem Ewy. – I to cię bolało? – Tak. – Więc w restauracji spotkałeś młodą dziewczynę, która cię podziwiała?

Damian spuścił głowę. – Tak. – I postanowiłeś zostać przed nią kimś innym. Kiedy powiedziałeś jej, że jesteś właścicielem firmy?

Damian milczał. – Pytam cię. – Chciałem zrobić dobre wrażenie. – Opowiadając jej moje życie.

Mówiłeś o naszych kontraktach jak o swoich, o naszych klientach, o naszej hali, o projektantach, o ekipach. Damian zaczął nerwowo chodzić po gabinecie. – Wiem, że to brzmi źle. Chciałem przez chwilę poczuć się kimś ważnym.

Kimś, kto sam coś osiągnął. – A więc wymyśliłeś sobie nową wersję siebie. W tej wersji byłeś właścicielem firmy, miałeś dom, samochód, wielkie kontrakty. A kim ja byłam?

– Mówiłem, że pracujesz w firmie. Dzięki rodzicom. Że to ty wszystkim zarządzasz. – I to miało być dla ciebie pocieszenie?

Damian nie odpowiedział. Ewa poczuła, jak robi jej się zimno. – A nasze małżeństwo? Powiedziałeś Natalii, że od dawna jest martwe.

– To były tylko słowa. Że żyjemy jak obcy ludzie. Musiałem jej jakoś wytłumaczyć, dlaczego codziennie wracam do żony. – Powiedziałeś też, że zamierzasz się ze mną rozwieść.

– Nigdy nie powiedziałem, kiedy. Ewa aż się roześmiała. – Niesamowite. Nawet teraz próbujesz się czepiać szczegółów.

W tym momencie Ewa odwróciła głowę w stronę szklanej ściany. – Natalia, możesz wejść? Damian poderwał się. – Co?

Drzwi sali spotkań otworzyły się. Natalia weszła powoli do gabinetu. Miała zaczerwienione oczy. – Ty tu byłaś cały czas?

– Słyszałam wszystko. Damian milczał przez chwilę. Ewa spodziewała się przeprosin, tłumaczenia, może nawet błagania. Zamiast tego Damian nagle wyprostował się.

– To dobrze. – Co jest dobrze? – zapytała Natalia. – Że słyszałaś.

Teraz przynajmniej nie muszę już niczego ukrywać. Ewa spojrzała na niego z niedowierzaniem. – Ja kocham Ewę. Cisza.

Natalia patrzyła na niego tak, jakby uderzył ją w twarz. – Co powiedziałeś? – Kocham swoją żonę. – A ja?

Damian wzruszył ramionami. – Było mi z tobą dobrze. – Osiem miesięcy. Tak mówiłeś, że mnie kochasz.

Mówiłeś, że się rozwiedziesz. – Mówiłem, że o tym myślę. Natalia drżącą ręką wyjęła telefon. – Mam wiadomości.

Twoje. Wszystkie. „Jeszcze trochę i będziemy razem. Po rozwodzie znajdziemy mieszkanie.

Chcę budzić się przy tobie codziennie”. Mam też zdjęcia z naszych wyjazdów. Rezerwacje hoteli, potwierdzenia, setki wiadomości. – Natalia, uspokój się.

– Planowałeś ze mną wspólne życie. – To było bardziej takie marzenie. – Marzenie? – Potrzebowałem tego, żeby ktoś mnie podziwiał.

Natalia zamarła. – Czyli ja byłam ci potrzebna tylko po to? Damian nic nie odpowiedział. To wystarczyło.

Dziewczyna schowała telefon do torebki. – Rozumiem. Podeszła do Ewy. – Dziękuję.

– Nie musi mi pani dziękować. – Muszę. Gdybym tego nie usłyszała własnymi uszami, pewnie dalej bym mu wierzyła. Odwróciła się jeszcze raz do Damiana.

– Nie dzwoń do mnie. Nie pisz. Nie przychodź do pracy. To koniec.

Podeszła do drzwi. Przed wyjściem zatrzymała się na moment. – I jeszcze jedno. Nie jesteś żadnym wielkim biznesmenem.

Nie jesteś też ofiarą swojej żony. Jesteś po prostu człowiekiem, który przez osiem miesięcy kłamał dwóm kobietom na raz. Otworzyła drzwi i wyszła. W gabinecie zostali tylko Ewa i Damian.

Przez kilka sekund żadne z nich się nie odzywało. Potem Damian zmienił ton. – Ewa, kochanie, posłuchaj mnie. – Nie nazywaj mnie tak.

– Dobrze, rozumiem, że jesteś wściekła. Masz prawo. Ale najważniejsze jest to, że wszystko się skończyło. Natalia już wie, jak jest.

Ja też powiedziałem jasno, że wybieram ciebie. Ewa przez chwilę naprawdę nie wiedziała, czy bardziej ją to bawi, czy obraża. – Wybierasz mnie? Nie chciałeś ode mnie odchodzić.

I to ma być argument na twoją korzyść? – To znaczy, że nasze małżeństwo było dla mnie ważne. Ewa pokręciła głową. – Damian, ty naprawdę niczego nie rozumiesz.

Tobie się wydaje, że problemem jest tylko to, że przez osiem miesięcy mnie zdradzałeś. Chodzi o to, co zrobiłeś ze swoim życiem i z moim życiem. Przez osiem miesięcy stworzyłeś sobie drugą rzeczywistość. Wziąłeś firmę, którą budowałam z rodzicami przez lata, i zrobiłeś z niej swoją firmę.

Wziąłeś mój samochód i udawałeś, że jest twój. Wziąłeś dom mojej rodziny i przedstawiłeś go jako własny sukces. Damian odwrócił wzrok. – Nie chodziło mi o rzeczy.

– Właśnie że chodziło. – Nie rozumiesz, jak się czułem? Całe życie przy tobie byłem tym drugim. Ty miałaś firmę, pozycję, ludzi, którzy cię szanują, rodziców, którzy stoją za tobą murem, dom, pieniądze, wszystko.

Nie wiesz, jak to jest wejść do domu i mieć świadomość, że nawet klucze są właściwie nie do twojego domu. Wsiąść do samochodu, który nie jest twój. Słuchać przy stole rozmów o firmie, do której nie masz żadnego prawa. – Mogłeś stworzyć coś własnego.

Mogłeś spróbować. – Próbowałem. – Nie. Ty opowiadałeś obcej dziewczynie, że moje osiągnięcia są twoje.

To nie jest próba. To jest kradzież cudzej historii. – Chciałem tylko poczuć, że też jestem kimś. – Rozumiem.

Naprawdę rozumiem, skąd się to wzięło. Ale to cię nie usprawiedliwia. Jego twarz natychmiast stwardniała. – Czyli co?

Nie mam żadnej szansy? – Nie. – Tak po prostu? Po trzech latach?

– Nie po trzech latach. Po ośmiu miesiącach kłamstw, zdrady i robienia ze mnie idiotki. – Możemy zacząć od nowa. Wyjedziemy gdzieś, odetniemy się od wszystkiego, od firmy, od twoich rodziców, od tego całego napięcia.

– Na moje pieniądze. – Znowu zaczynasz? – Nie, Damian. Po prostu wreszcie widzę wszystko wyraźnie.

Ewa podeszła do biurka i oparła dłonie o blat. Nagle przypomniała sobie rozmowę sprzed kilku miesięcy. Damian wtedy długo przekonywał ją, że powinien dostać część udziałów w firmie. Mówił o bezpieczeństwie, o zaufaniu, o tym, że przecież są małżeństwem.

Ewa prawie się zgodziła. Prawie. – Wiesz, co jest w tym wszystkim najdziwniejsze? – powiedziała cicho.

– Że pierwszy raz od rana czuję ulgę. – Ulgę? – Tak. Przypomniałam sobie, jak bardzo naciskałeś, żebym przepisała na ciebie część firmy.

I jak namawiałeś mnie, żebyśmy kupili wspólnie mieszkanie inwestycyjne i wzięli duży kredyt. Dobrze, że tego nie zrobiłam. Gdybym ci wtedy zaufała, dziś nie kończyłabym tylko małżeństwa. Musiałabym jeszcze ratować firmę, dzielić majątek i zastanawiać się, ile twoich kłamstw zostało wpisanych do umów.

– Przesadzasz? – Możliwe. Ale przynajmniej już nie będę miała okazji sprawdzić. Damian usiadł ciężko na krześle.

– Czyli naprawdę chcesz rozwodu? – Tak. Natychmiast. – A ja co?

Gdzie mam mieszkać? – To już nie jest mój problem. – Przecież nie możesz mnie wyrzucić z dnia na dzień. – Mogę.

– To też był mój dom przez trzy lata. – Był miejscem, w którym mieszkałeś. Masz czas do jutra wieczorem. Jedną dobę.

Wystarczy, żeby spakować ubrania i swoje rzeczy. A jeśli się nie wyprowadzisz, wymienię zamki. Damian patrzył na nią przez kilka sekund. – Naprawdę się zmieniłaś.

– Nie. Po prostu przestałam wierzyć w twoją wersję mnie. Wstał. – Pożałujesz tego.

Ewa nawet nie drgnęła. – Już żałuję. Zatrzymał się przy drzwiach. – Czego?

– Że trzy lata życia spędziłam z człowiekiem, którego tak naprawdę nie znałam. Damian wyszedł, trzaskając drzwiami. Ewa została sama. Usiadła powoli.

Spodziewała się bólu, łez, pustki, ale zamiast tego poczuła coś zupełnie innego. Jakby przez wiele miesięcy nosiła na ramionach ciężar, którego nawet nie zauważała, dopóki ktoś go nagle nie zdjął. Oddychało jej się lżej. Wtedy zadzwonił telefon: Lena.

– Cześć, mamo. Chciałam cię przeprosić za rano. – Za co? – Byłam niemiła.

Wiem, Damian strasznie działa mi na nerwy i czasem za bardzo się nakręcam. Ewa uśmiechnęła się pod nosem. – Już nie będziesz musiała się nim przejmować. Po drugiej stronie zapadła cisza.

– Co? – Damian nie będzie już z nami mieszkał. – Mamo, to koniec? Serio?

– Serio. Lena milczała sekundę, a potem aż pisnęła. – No nie wierzę. Ewa roześmiała się.

Pierwszy raz tego dnia. – Naprawdę. – Przyjadę do domu przy pierwszej okazji. Nawet jutro, jeśli dam radę.

– Nie musisz się spieszyć. – Muszę. Chcę być z tobą. Ewa podeszła do okna.

Wrocław wyglądał dokładnie tak samo jak rano. Te same ulice, te same samochody, te same dachy. A jednak wszystko wydawało się inne. – Mamo, jesteś?

Wszystko dobrze? Ewa spojrzała na swoje odbicie w szybie. – Wiesz co? Chyba pierwszy raz od bardzo dawna naprawdę jest dobrze.

Rozłączyła się i jeszcze chwilę stała przy oknie. Nie wiedziała, co będzie dalej. Ale jedno wiedziała na pewno.

Od tej chwili znowu sama decydowała o własnym życiu.