Zza cienkiej ściany dobiegł ją podniesiony głos Agnieszki. Beata kroiła pomidory do sałatki i na moment znieruchomiała z nożem w dłoni. Nie miała zwyczaju podsłuchiwać, ale w ich wynajmowanym mieszkaniu w krakowskim bloku nie dało się niczego nie słyszeć. Ściany były cienkie jak papier, a Agnieszka nawet przez telefon mówiła, jakby stała na środku targowiska.

Przecież ci mówię! – ciągnęła siostra Pawła. – Ona robi to specjalnie. Myślisz, że nagle tak ją wzięło na troskę o ciocię?
Beata odłożyła pomidora i sięgnęła po ogórka. Paweł pracował jako doradca klienta w hurtowni budowlanej. Nie zarabiał źle, ale też nie na tyle, żeby mogli pozwolić sobie na życie bez liczenia pieniędzy. Beata pracowała w administracji prywatnej przychodni.
Od dwóch lat odkładali każdą większą kwotę na wkład własny. Mieli jeden cel: wreszcie przestać płacić komuś za wynajmowane dwa pokoje i kupić coś swojego. Ostatnio każda większa suma przechodziła przez wspólną dyskusję, nawet prezent na sześćdziesiąte urodziny Elżbiety, matki Pawła. Beata już kilka tygodni wcześniej kupiła jej porządne francuskie perfumy.
Eleganckie, w ciężkim flakonie, zapakowane w kremowe pudełko ze złotą wstążką. Kosztowały prawie osiemset złotych. Dla kogoś może nic wielkiego. Dla nich to była kwota, którą się zauważało.
Paweł sam wcześniej powiedział: „Kupmy coś naprawdę ładnego. Mama będzie miała sześćdziesiąt tylko raz”. Beata się zgodziła. Pudełko leżało teraz na komodzie przy drzwiach.
Monika, kuzynka, zamówiła ciotce pralkosuszarkę. Taką porządną, z wniesieniem, montażem i przedłużoną gwarancją. Beata uniosła brwi. Monika prowadziła nieduży salon fryzjerski i zawsze lubiła pokazywać, że dobrze sobie radzi, ale kupowanie sprzętu za kilka tysięcy złotych było już konkretnym gestem
I mama oczywiście zachwycona – mówiła Agnieszka.
– Wczoraj dzwoniła do mnie. „Monisia taka kochana pomyślała o mnie. Wie, że stara pralka już ledwo chodzi”. Przez chwilę słychać było tylko niewyraźną odpowiedź Pawła.
Potem Agnieszka prychnęła: „Nie, Paweł, ty naprawdę nic nie rozumiesz”. Beata zwolniła ruch ręki. Znała ten ton. W rodzinie Pawła nic nie było po prostu prezentem.
Elżbieta od kilku lat mieszkała sama w trzypokojowym mieszkaniu w dobrej części Krakowa. Przez większość życia pracowała na poczcie, a po przejściu na emeryturę odkryła nową pasję: sprawdzanie, komu naprawdę na niej zależy. Nigdy nie mówiła wprost: „Dajcie mi drogi prezent, bo inaczej nic po mnie nie dostaniecie”. Nie musiała.
Wystarczało jedno zdanie rzucone przy kawie: „Człowiek na starość dopiero widzi, kto o nim pamięta” albo „Jeszcze nie wiem, co kiedyś zrobię z mieszkaniem”. I nagle przy stole robiło się cicho. Beata tego nie rozumiała. Jej rodzice nigdy nie urządzali podobnych przedstawień.
Jeśli czegoś potrzebowali, mówili wprost. Jeśli nie potrzebowali, nie oczekiwali dowodów miłości w postaci sprzętu AGD. U Elżbiety wszystko wyglądało inaczej
Wiesz, co mi powiedziała? – Agnieszka prawie krzyczała, że może powinna się zastanowić, komu kiedyś zostawić mieszkanie, skoro niektórzy przynajmniej potrafią o niej pamiętać.
Zapadła cisza. Beata przestała kroić. No i wszystko jasne. Nie chodziło o pralkę, chodziło o mieszkanie
Agnieszka, daj spokój – odezwał się wreszcie Paweł na tyle głośno, że Beata usłyszała każde słowo.
– Przecież mamy prezent. Perfumy”
Paweł, błagam cię – ciągnęła siostra. – Mama psiknie się dwa razy i zapomni, a pralkosuszarkę będzie miała przed oczami codziennie. Monika dobrze wie, co robi.
Beata odłożyła nóż. Coraz mniej podobał jej się kierunek tej rozmowy
Posłuchaj – powiedziała Agnieszka. – Ja już wszystko sprawdziłam. Turnus rehabilitacyjny w Kołobrzegu.
Dwa tygodnie. Porządny ośrodek blisko morza, pełne wyżywienie, masaże, zabiegi, basen, konsultacja lekarska. Nawet transport możemy jej załatwić”
Paweł coś powiedział, ale za cicho
Dwanaście tysięcy – odpowiedziała Agnieszka. Beata poczuła, jak coś ściska ją w żołądku.
– Ja daję połowę, ty połowę. Sześć tysięcy od ciebie”
Tym razem odpowiedź Pawła była wyraźna: „Aga, skąd ja ci wezmę sześć tysięcy? Masz oszczędności? ”
Beata powoli odwróciła głowę w stronę zamkniętych drzwi sypialni
To są pieniądze na mieszkanie – powiedział Paweł
A mieszkanie twojej matki to co?
– Agnieszka niemal się roześmiała. – Przecież ono jest warte ponad milion. Naprawdę chcesz oszczędzić sześć tysięcy i patrzeć, jak Monika zgarnia wszystko? ”
Beata poczuła, że robi jej się gorąco.
Ich oszczędności. Dwa lata rezygnowania z wyjazdów, restauracji, większych zakupów. Dwa lata odkładania premii, dodatkowych pieniędzy, każdej większej kwoty. I teraz sześć tysięcy miało pójść na rodzinny konkurs pod tytułem „Kto bardziej zasłużył na mieszkanie Elżbiety?
”
Przelej mi dzisiaj – powiedziała stanowczo Agnieszka. – Jak będziemy zwlekać, cena może się zmienić. Ja zrobię rezerwację”
Po chwili rozmowa się urwała. Mieszkanie zrobiło się nagle zupełnie cicho.
Beata stała przy kuchennym blacie i patrzyła na niedokończoną sałatkę. Już wiedziała, co za chwilę się wydarzy. Paweł wyjdzie z pokoju, usiądzie przy stole, zacznie mówić spokojnym głosem, że to przecież wyjątkowa okazja, że chodzi o rodzinę, że trzeba pomyśleć o przyszłości, a potem poprosi ją o zgodę na sześć tysięcy złotych. Sześć tysięcy z pieniędzy, które miały być początkiem ich własnego życia
Drzwi do sypialni otworzyły się po chwili.
Paweł wyszedł do kuchni powoli, jak człowiek, który doskonale wie, że czeka go nieprzyjemna rozmowa, ale jeszcze łudzi się, że może uda się jej uniknąć. Zatrzymał się przy stole, poprawił ręka w koszuli i spojrzał na niedokończoną sałatkę
Długo jeszcze z kolacją? Beata oparła dłonie o blat
Czego chciała Agnieszka? Paweł od razu spuścił wzrok
No słyszałaś?
Słyszałam tyle, że twoja siostra chce ode mnie sześć tysięcy złotych. Pytam po co? Paweł westchnął ciężko i usiadł przy stole
Nie od ciebie. Ode mnie”
Beata spojrzała na niego uważnie
Mamy wspólne oszczędności”
Wiem”
Więc nie bawmy się w słówka”
Przez kilka sekund Paweł milczał.
Obracał w palcach solniczkę, jakby nagle właśnie ona stała się najciekawszą rzeczą w całej kuchni
Aga się boi, że mama naprawdę może zostawić mieszkanie Monicy”
Beata aż pokręciła głową
I dlatego mamy kupić twojej matce turnus za dwanaście tysięcy? ”
Niecały. Połowę płaci Agnieszka”
Paweł, sześć tysięcy to nadal sześć tysięcy”
Wiem, ile to jest”
Mam wrażenie, że nie”
Paweł odstawił solniczkę trochę zbyt mocno
Beata, przecież mieszkanie mamy jest warte ponad milion. Trzeba czasem pomyśleć przyszłościowo”
Przez moment patrzyła na niego w milczeniu
Przyszłościowo?
”
No tak. Jeśli teraz Monika zacznie się podlizywać, kupować drogie rzeczy, wozić mamę po kurortach, a my będziemy siedzieć z założonymi rękami, to potem nie ma co się dziwić”
Beata poczuła, jak rośnie w niej irytacja
A może w ogóle nie powinniście urządzać konkursu? Mieszkanie żyjącej kobiety. To nie jest żaden konkurs”
Nie.
To przed chwilą twoja siostra dokładnie wyliczała, czym trzeba przebić pralkosuszarkę Moniki”
Paweł skrzywił się
Aga przesadza, jak zwykle, ale trochę racji ma”
Nie ma – powiedziała spokojnie, bez podnoszenia głosu. – Te pieniądze są na nasz wkład własny. Są na koncie. Są prawdziwe.
Możemy nimi zapłacić za nasze przyszłe mieszkanie, a mieszkanie twojej mamy nie jest twoje”
Jeszcze nie”
Beata aż się zaśmiała, ale bez cienia rozbawienia
Właśnie. Jeszcze nie. Elżbieta ma sześćdziesiąt lat, nie dziewięćdziesiąt pięć. Może żyć kolejne trzydzieści lat i oby żyła jak najdłużej”
Paweł poruszył się niespokojnie
No dobrze, ale kiedyś może zmienić zdanie.
Może przepisać mieszkanie Monice, może je sprzedać, może kupić mniejsze, a resztę pieniędzy wydać na podróże, może wszystko przeznaczyć na fundację albo dom spokojnej starości. To jest jej mieszkanie”
Łatwo ci mówić, bo to nie twoja rodzina”
Beata zmrużyła oczy
I właśnie dlatego widzę to trochę wyraźniej”
Paweł odchylił się na krześle
Ty zawsze masz problem, kiedy chodzi o moją mamę”
Nie mam problemu, kiedy twoja mama czegoś chce. A ty natychmiast przestajesz myśleć: „Bez przesady, bez przesady”. Pamiętasz zeszły rok?
”
Paweł milczał. Na działce trzeba było zrobić ogrodzenie i poprawić dach na altanie. Elżbieta powiedziała, że sama nie da rady. Oddałeś prawie całą premię, bo to była potrzebna rzecz.
Potem były urodziny twojego chrześniaka, potem prezent dla wujka, potem składka na rocznicę ciotki. Za każdym razem słyszałam to samo
Bo mama się obrazi– Paweł zacisnął szczękę. – To normalne, że rodzina sobie pomaga”
Pomaga. Nie rywalizuje o spadek”
Znowu upraszczasz”
Nie, Paweł, to ty komplikujesz coś bardzo prostego.
Nie stać nas teraz na wyrzucenie sześciu tysięcy tylko po to, żeby Agnieszka poczuła, że wygrała z Moniką”
Paweł gwałtownie wstał
Tobie naprawdę kompletnie nie zależy na mojej rodzinie”
Beata nawet się nie poruszyła
Nie mieszaj szacunku do rodziny z kupowaniem sobie jej przychylności”
Oczywiście. Ty zawsze jesteś najmądrzejsza”
Nie jestem. Po prostu potrafię powiedzieć nie”
To zabolało go bardziej, niż się spodziewała. Paweł poczerwieniał
Czyli co?
Mam powiedzieć siostrze, żeby radziła sobie sama? Mam patrzeć, jak Monika robi z siebie najlepszą córkę świata? ”
Monika nawet nie jest córką Elżbiety”
Wiesz, o co mi chodzi”
Wiem– Beata odsunęła miskę z sałatką. – Chodzi ci naprawdę o nas, czy tylko o to, żeby mama i Agnieszka były z ciebie zadowolone?
”
Zapadła cisza. Paweł patrzył na nią kilka sekund, jakby szukał odpowiedzi, która postawi ją na miejscu. Nie znalazł
Z tobą się nie da rozmawiać”
W końcu da się. Tylko nie zgadzam się z tobą”
Muszę wyjść”
Chwycił bluzę z oparcia krzesła
Paweł, nie teraz”
Przeszedł przez przedpokój szybkim krokiem.
Po chwili trzasnęły drzwi wejściowe. Beata została sama w kuchni. Na blacie leżały pokrojone warzywa. Obok stała zimna patelnia.
A w mieszkaniu zapanowała taka cisza, że słyszała nawet buczenie lodówki. Tym razem wiedziała jedno: nie chodziło już o sześć tysięcy złotych
Beata jeszcze przez chwilę stała w kuchni, patrząc na zamknięte drzwi. Potem zgasiła światło nad kuchenką i usiadła przy stole. Jeść już nie miała ochoty.
Sałatka została w misce, kolacja wystygła, a ona słuchała odgłosów dochodzących zza okna. Gdzieś na ulicy przejechał tramwaj. Ktoś zatrzasnął drzwi samochodu. Na klatce schodowej odezwały się czyjeś kroki.
Zwyczajny wieczór. Tylko jej nagle wszystko przestało wydawać się zwyczajne
Kiedy poznała Pawła, właśnie jego spokój spodobał jej się najbardziej. Nie był typem mężczyzny, który dużo mówił i obiecywał. Raczej robił swoje.
Pracował, odkładał pieniądze, planował. Gdy Beata miała trudniejszy dzień w przychodni, potrafił po prostu zrobić kolację i nie zadawać pytań. Wydawał się rozsądny, odpowiedzialny. Taki człowiek, z którym naprawdę można coś zbudować.
Na początku nawet podobało jej się, że ma dobry kontakt z matką i siostrą. Rodzinny facet, pomyślała wtedy. Dopiero później zaczęła dostrzegać różnice między bliskością a podporządkowaniem. Przy Elżbiecie Paweł zmieniał się nie do poznania.
Wystarczyło jedno ciężkie westchnienie matki. Jedno. „No trudno, jakoś sobie poradzę”. I już Paweł rzucał wszystko, jechał, załatwiał, płacił.
A jeśli jeszcze do rozmowy włączała się Agnieszka, sprawa była właściwie przesądzona. Beata długo tłumaczyła sobie, że tak wygląda ich rodzinna więź. Każdy dom ma przecież własne zasady. Tylko że w jej rodzinnym domu było inaczej.
Jej rodzice mieszkali skromnie, nigdy nie mieli wielkiego majątku, ale też nigdy nie robili z tego problemu. Kiedy Beata z rodzeństwem przyjeżdżała na święta, nikt nie sprawdzał, kto przyniósł droższy prezent. Ojciec cieszył się z dobrej kawy, matka z kwiatów albo książki. Jeśli ktoś nie miał pieniędzy, też było dobrze.
Najważniejsze było, że wszyscy siedzieli razem przy stole. Nigdy nie słyszała: „Zobaczymy, komu kiedyś coś zostawimy”. Nikt nie stawiał dzieci w szeregu i nie oceniał, kto bardziej zasłużył. U Elżbiety było odwrotnie.
Mieszkanie stało się czymś więcej niż nieruchomością. Było marchewką na kiju. Wystarczyło nią lekko poruszyć, a wszyscy natychmiast zaczynali biec
Beata oparła łokcie o stół. Dzisiaj chodziło o turnus w Kołobrzegu.
Za kilka miesięcy mogły być nowe okna, potem remont łazienki, nowe meble do salonu, lepszy materac, bo przecież kręgosłup, prywatne badania, bo na NFZ długo się czeka, telewizor, bo stary mały ekran. I za każdym razem ktoś powie: „Przecież chodzi o mamę”. A pod tym wszystkim będzie ukryte drugie zdanie: „Pamiętaj o mieszkaniu”. Beata poczuła nieprzyjemny chłód.
Najgorsze było to, że Paweł naprawdę nie widział w tym nic dziwnego. Nie uważał, że bierze udział w jakiejś grze. On był przekonany, że po prostu robi to, co powinien robić dobry syn. I może właśnie dlatego tak trudno było się z nim o to spierać.
Gdyby był chciwy, sprawa byłaby prostsza. Ale Paweł nie wyglądał na chciwego. On był przestraszony. Bał się zawieść matkę.
Bał się sprzeciwić Agnieszce. Bał się, że któregoś dnia ktoś spojrzy mu w oczy i powie: „Nie zasłużyłeś”. Beata wstała i zaniosła miskę z sałatką do lodówki. Potem wróciła do pokoju.
Spojrzała na pudełko z perfumami stojące na komodzie. Jeszcze rano ten prezent wydawał jej się naprawdę elegancki. Teraz wyglądał niemal śmiesznie, jak bilet wstępu do konkursu, w którym nawet nie chciała brać udziału
Usiadła na kanapie i sięgnęła po telefon. Odruchowo otworzyła aplikację bankową.
Ich wspólne oszczędności były na miejscu. Sprawdziła jeszcze raz. Nic się nie zmieniło. Odetchnęła trochę spokojniej.
Może jednak Paweł ochłonie, może wróci. Przyzna, że przesadził. Zadzwoni do Agnieszki i powie jej, żeby sama decydowała, co robi ze swoimi pieniędzmi. Była gotowa na trudną rozmowę, na przeprosiny, nawet na kolejną kłótnię.
Nie była natomiast gotowa na to, co zobaczyła prawie dwie godziny później
Klucz przekręcił się w zamku. Beata spojrzała na zegar. Paweł wszedł do mieszkania energicznym krokiem. Nie wyglądał na skruszonego.
Wręcz przeciwnie. Miał rozluźnioną twarz, wyprostowane plecy i ten charakterystyczny błysk w oczach człowieka, który właśnie znalazł genialne rozwiązanie problemu. Zdjął kurtkę i spojrzał na Beatę z niemal triumfalnym uśmiechem
No, wszystko załatwiłem”
Beata poczuła, jak momentalnie napinają jej się ramiona
Co załatwiłeś? ”
Nie musisz się już martwić.
Agnieszka zrobiła rezerwację”
Serce Beaty uderzyło mocniej
Jaką rezerwację? ”
Paweł spojrzał na nią, jakby odpowiedź była oczywista
No, turnus, Kołobrzeg. Mama pojedzie na dwa tygodnie. Wszystko opłacone”
Beata sięgnęła po telefon.
Jeszcze raz weszła na konto. Oszczędności były nietknięte, ani złotówki mniej. Podniosła wzrok. Paweł nadal się uśmiechał i właśnie ten uśmiech przestraszył ją najbardziej
Paweł, skąd wziąłeś te sześć tysięcy?
”
Paweł nawet nie próbował ukryć zadowolonego uśmiechu
Wziąłem kredyt”
Beata przez chwilę była pewna, że źle usłyszała
Co? ”
Kredyt gotówkowy w aplikacji bankowej– powiedział to z taką miną, jakby właśnie znalazł pieniądze na ulicy. – Wszystko załatwiłem w kilka minut. Bez chodzenia do oddziału, bez papierów.
Kliknąłem parę razy. Bank od razu pokazał ofertę. Zaakceptowałem i pieniądze były na koncie”
Beata patrzyła na niego bez słowa. Paweł najwyraźniej odebrał jej milczenie jako niedowierzanie graniczące z podziwem
No i widzisz, oszczędności na mieszkanie są całe.
Niczego nie ruszyłem. Sześć tysięcy przelałem Agnieszce. Ona zrobiła rezerwację i po sprawie”
Po sprawie? ”
No tak– wzruszył ramionami.
– Mama będzie miała porządny prezent. Monika nie będzie jedyną wielką dobrodziejką, a my nadal mamy pieniądze na wkład własny. Przecież o to ci chodziło”
Beata poczuła, jak robi jej się zimno. Nie ze złości, jeszcze nie.
Najpierw przyszło coś znacznie gorszego. Niedowierzanie
Na ile wziąłeś ten kredyt? ”
Paweł odwrócił wzrok
No, trochę rozłożyłem”
Paweł, na ile? ”
Na trzy lata”
Beata powoli wypuściła powietrze
I jakie oprocentowanie?
”
Normalne”
Co znaczy normalne? ”
Beata, nie przesadzaj teraz z tymi szczegółami”
Jakie? ”
Paweł potarł kark
Trochę ponad dwadzieścia procent”
Zapadła cisza. Beata przez moment naprawdę nie wiedziała, co powiedzieć
Wziąłeś sześć tysięcy złotych na trzy lata z takim oprocentowaniem, żeby zapłacić za turnus dla mamy?
”
Nie mów tego takim tonem”
Jakim tonem mam to mówić, jakby wydarzyła się jakaś tragedia? ”– Paweł znów spróbował się uśmiechnąć. – Rata nie jest jakaś straszna. Ogarnę to spokojnie”
Beata spojrzała na niego i nagle wszystko ułożyło jej się w głowie.
Nie chodziło już nawet o te sześć tysięcy, ani o odsetki, ani o Kołobrzeg. Chodziło o to, że Paweł naprawdę uważał takie zachowanie za rozsądne. Dzisiaj kredyt na turnus. Za pół roku Elżbieta stwierdzi, że łazienka wymaga remontu.
Agnieszka zadzwoni. Powiedzą, że przecież mama całe życie pracowała i należy jej się porządny prysznic zamiast starej wanny. Paweł weźmie kolejny kredyt, potem telewizor, nowa kanapa, lepszy materac, prywatna rehabilitacja, bo terminy na NFZ są za długie. A jeśli Monika kupi coś droższego, trzeba będzie znowu pokazać, że rodzina pamięta.
Beata poczuła ciężar w żołądku. To nie miało końca
Przecież zrobiłem to dla nas– powiedział Paweł
To zdanie wyrwało ją z zamyślenia. Spojrzała mu prosto w oczy
Nie”
No jak to nie? ”
Nie zrobiłeś tego dla nas.
Zrobiłeś to, bo boisz się powiedzieć swojej rodzinie „nie”? ”
Paweł od razu się napiął
Znowu zaczynasz”
Nie zaczynam. Po prostu wreszcie to widzę”
Co widzisz? ”
Że wystarczy telefon Agnieszki i już przestajesz być dorosłym facetem, który sam decyduje o swoich pieniądzach”
Bez przesady”
Wziąłeś kredyt bez rozmowy ze mną.
Na siebie”
I co z tego? ”– Paweł rozłożył ręce. – No właśnie to, że to mój kredyt. Ja go spłacę”
Z czego?
”
Z pensji”
A jak przyjdzie rata i zabraknie ci na czynsz? ”
Nie zabraknie”
A na rachunki? ”
Też nie”
Na jedzenie? ”
Paweł prychnął
Naprawdę robisz ze mnie idiotę?
”
Nie. Pytam bardzo konkretnie– wstała. – Mieszkamy razem. Prowadzimy wspólne gospodarstwo.
Jeśli z twojej wypłaty co miesiąc będzie znikać rata, to tych pieniędzy nie będzie na inne rzeczy”
Wezmę nadgodziny, a jak nie będzie nadgodzin, dostanę premię”
A jak nie dostaniesz? ”
Paweł zacisnął szczękę
To znajdę dodatkową robotę”
I będziesz pracował wieczorami po to, żeby spłacać prezent dla matki, którego w ogóle nie musiałeś kupować? ”
Przestań to tak przedstawiać”
A jak mam przedstawiać? ”– Beata poczuła, że złość zaczyna ustępować czemuś znacznie spokojniejszemu, decyzji.
– Twój dług nie kończy się na tobie, Paweł. Jeśli nie będziesz miał pieniędzy na swoją część rachunków, zapłacę ja. Jeśli zabraknie ci na zakupy, też zapłacę ja. Jeśli będziesz brał dodatkowe zmiany i wracał nocami, to nasze życie też się zmieni”
Poradzę sobie”
Być może“– Paweł spojrzał na nią z irytacją.
– Więc o co ci jeszcze chodzi? ”
Beata nie odpowiedziała. Odwróciła się i wyszła z kuchni. Poszła korytarzem do sypialni.
Paweł ruszył za nią
No co ty robisz? ”
Otworzyła szafę. Przez moment patrzyła na półki z ubraniami, jakby sama chciała się upewnić, że naprawdę podjęła tę decyzję. Potem wyciągnęła z górnej półki dużą podróżną torbę.
Położyła ją na łóżku. Paweł stanął w drzwiach. Uśmiech dawno zniknął mu z twarzy. Beata rozsunęła zamek torby i zaczęła wyjmować z szafy ubrania.
Najpierw swetry. Potem kilka bluzek, spodnie, bieliznę, kosmetyczkę z łazienki. Robiła to spokojnie, bez nerwowych ruchów. Sama była zaskoczona, że ręce jej nie drżą
Paweł stał w drzwiach i patrzył na nią, jakby dopiero teraz naprawdę dotarło do niego, co się dzieje
Beata, co ty robisz?
”
Nie odpowiedziała. Od razu złożyła kolejny sweter i wsunęła go do torby
Przecież pytam”
Pakuje się”
Paweł zrobił krok do środka
Ale po co? ”
Beata spojrzała na niego. W jego twarzy nie było już ani śladu wcześniejszej pewności siebie.
Teraz wyglądał na zagubionego
Naprawdę odchodzisz przez jakiś turnus? ”
To pytanie zabolało ją bardziej, niż się spodziewała. Nie dlatego, że było okrutne, dlatego że Paweł nadal niczego nie rozumiał
Nie odchodzę przez turnus”
To przez te sześć tysięcy też nie”
No to o co chodzi? ”
Beata zamknęła na chwilę oczy
Chodzi o to, że podjąłeś decyzję, która wpływa na nasze wspólne życie, bez jednej rozmowy ze mną”
Ale przecież nie ruszyłem naszych oszczędności”
Właśnie.
I dlatego uznałeś, że wszystko jest w porządku”
Paweł otworzył usta, ale nie pozwoliła mu wejść w słowo
Wziąłeś kredyt na trzy lata sam. Potem przelałeś pieniądze Agnieszce. Sam wróciłeś tutaj zadowolony z siebie, jakbyś właśnie rozwiązał wielki rodzinny kryzys i oczekiwał, że ci pogratuluję”
Ja tylko chciałem znaleźć rozwiązanie”
Znalazłeś rozwiązanie dla Agnieszki”
Paweł spuścił głowę. Beata włożyła do torby ostatnią bluzę
Dla mnie rozwiązaniem było powiedzieć: „Nie stać nas teraz na taki prezent i koniec””
Paweł nagle podniósł głowę
Dobra.
To ja to odkręcę”
Beata zatrzymała rękę
Jak? ”
Zadzwonię do banku. Sprawdzę, czy mogę odstąpić od umowy. Przecież kredyt wziąłem dzisiaj.
Może da się wszystko anulować? ”– mówił coraz szybciej. – Zadzwonię też do Agnieszki. Niech odda te sześć tysięcy.
Powiem, że się pomyliłem, że jednak nie dam rady. Niech sama dopłaci albo zrezygnuje z rezerwacji”
Beata patrzyła na niego spokojnie
I co potem? ”
Paweł zamilkł
Jak to co? ”
Co zrobisz następnym razem?
”
Jakim następnym razem? ”
Kiedy twoja mama będzie chciała zrobić remont łazienki albo kupić nowe meble? Albo kiedy Monika znowu zrobi coś droższego i Agnieszka zadzwoni do ciebie z tekstem, że trzeba pokazać, kto jest rodziną? ”
Nie będzie żadnego następnego razu”
Beata pokręciła głową
Ty naprawdę w to wierzysz?
”
Paweł nie odpowiedział i właśnie ta cisza powiedziała jej wszystko. Zasunęła torbę. Głośny dźwięk zamka przeciął pokój. Paweł zrobił krok w jej stronę
Beata, przecież jesteśmy razem dwa lata.
Chcieliśmy kupić mieszkanie”
Wiem”
To wszystko teraz wyrzucisz? ”
Nie wyrzucam– przerzuciła pasek torby przez ramię. – Po prostu nie chcę budować życia z kimś, kto za każdym razem może podjąć taką decyzję, bo boi się własnej matki i siostry”
Nie boję się ich”
Beata spojrzała mu prosto w oczy
To dlaczego nie potrafisz powiedzieć im „nie”? ”
Paweł odwrócił wzrok
W przedpokoju Beata zatrzymała się przy komodzie.
Leżało tam kremowe pudełko ze złotą wstążką. Francuskie perfumy dla Elżbiety. Przez chwilę patrzyła na nie bez słowa. Potem odwróciła się do Pawła
Perfumy możesz dać jej od siebie.
Dołożysz do tego turnusu”
Paweł, przynajmniej prezent będzie jeszcze bardziej okazały”– w jej głosie nie było już złości, tylko zmęczenie
Paweł stał kilka kroków dalej, blady i zupełnie bezradny
A mieszkanie? ”– zapytał w końcu cicho
Beata aż przystanęła. Nawet teraz, nawet w tej chwili, wciąż to samo mieszkanie. To mieszkanie nie jest twoje, Paweł.
Jest Elżbiety. Może zostawić je Monice, sprzedać albo wydać wszystko na siebie i ma do tego pełne prawo”
Paweł patrzył na nią w milczeniu
Im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej dla ciebie”
Beata otworzyła drzwi. Na klatce było chłodniej niż w mieszkaniu. Zeszła po schodach, wyszła przed blok i nabrała głęboko powietrza.
Kraków żył swoim wieczornym rytmem. Po ulicy przesunął się oświetlony tramwaj. Na przystanku stało kilka osób. Z pobliskiej piekarni pachniało jeszcze ciepłym pieczywem, a mokry asfalt odbijał żółte światła latarni.
Beata ruszyła przed siebie. Nie wiedziała jeszcze, gdzie dokładnie będzie spać za tydzień. Nie wiedziała, jak szybko znajdzie nowe mieszkanie, ani jak będzie wyglądało jej życie za miesiąc. Ale po raz pierwszy od dawna nie czuła strachu.
Czuła ulgę. Paweł został na górze z kredytem, turnusem dla matki, eleganckimi perfumami i nadzieją na mieszkanie, które nigdy do niego nie należało. A Beata? Odzyskała coś znacznie ważniejszego.
Prawo do własnych decyzji, do własnych pieniędzy i do przyszłości, której nie trzeba kupować cudzą aprobatą.


