Miami w marcu, Denver w maju, Chicago w lipcu. Tak wyglądał mój kalendarz podróży służbowych przez ostatnie trzy lata. Wracałam do domu późnym wieczorem, padałam na łóżko, a następnego ranka pakowałam się na kolejny lot. Myślałam, że buduję wspólną przyszłość z Danielem.

Myliłam się. Poznałam go w czasach, gdy oboje dopiero zaczynaliśmy kariery. Był czarujący, ambitny, zawsze wiedział, co powiedzieć. Ja pracowałam po godzinach, pisałam raporty, wracałam do domu z nowymi pomysłami.
Daniel nie krył, że mój rozwój go cieszy. Ale z czasem jego entuzjazm zaczął słabnąć. Zaczęło się od drobnych uwag.
„To twoja kolej na zrobienie obiadu, ja dzisiaj musi odpocząć po spotkaniu.


