Wysiadłem z samochodu, wszedłem po trzech schodkach i włożyłem klucz do zamka. Wtedy wszystko się zaczęło. Bożena wchodząca do budynku, wysiadająca z nieznanego mi samochodu, a obok niej mężczyzna. Rozstaliśmy się 2 lata temu z powodu, jak sądziłem, zwykłych nieporozumień co do rozliczeń.

Ale to, co zobaczyłem, nie miało nic wspólnego z rozliczeniami. Kluczyk, ścianę, notes, zdjęcia, spółkę, skrzynkę pod podłogą. Bożena szła prosto do ściany ze schematami Kacpra, potem do konta salonu. Kacper miał spotkanie z Patrycją w poniedziałek rano i zadzwoni do ojca w niedzielę wieczorem.
Ja czekałem na ten telefon. Ale Kacper nie zadzwonił. Spotkaliśmy się po godzinach, po 20 minutach wróciła z wydrukiem. Podpis na dole nie należał do Kacpra.
Suma na dole strony 196 000 zł, 14 miesięcy po trochu, cierpliwie, niewidocznie. 196 000 zł. Wówczas piliśmy piwo i spieraliśmy się o mecz do zachodu słońca. Wysiadłem z samochodu, wszedłem po trzech schodkach i włożyłem klucz do zamka.
Ale to było wcześniej. Stary telefon na klapkę, mały notes wznoszonej okładce i srebrny zegarek kieszonkowy na krótkim łańcuszku z grawerunkiem, który poznałbym wszędzie. Należał wcześniej do mojego ojca. Notes Kacpra był zorganizowany jak akta śledztwa, daty, miejsca, notatki jego charakterystycznym precyzyjnym pismem.
Usiadłem przy kuchennym stole Kacpra i otworzyłem notes od pierwszej strony. Zabrałem skrzynkę, notes i telefon do samochodu. Zadzwoniłem do Henryka Brzozowskiego, mojego najbliższego przyjaciela od ponad 20 lat, byłego śledczego ubezpieczeniowego z branży transportowej. Kluczyk, ścianę, notes, zdjęcia, spółkę, skrzynkę pod podłogą.
Przeczytał notes z tą samą uważnością co ja. Pojechaliśmy do warsztatu Roberta Tarnowskiego na obrzeżach miasta. Czy ktoś przychodził do pana w tej sprawie po wypadku? Opisał go postawny poędziesiątce twarz łatwa do zapomnienia ciemnoniebieskie kombi.
Niech mnie pan postawi przed właściwą osobą, a powtórzę to, co do słowa. Wróciliśmy do domu Kacpra. Kacpra nie ma, a ja powiedziałam ci już wszystko, co miałam do powiedzenia. Potem gdy drzwi się zamknęły, Ewa mówiła już sama do siebie.
Do nagrania bierze pieniądze z konta Wiesława. Kacper ma spotkanie z Patrycją w poniedziałek rano i zadzwoni do ojca w niedzielę wieczorem. Kacper miał zadzwonić do mnie w niedzielę wieczorem. Ale nie zadzwonił.
W drodze do domu Henryk kazał mi sprawdzić nadkola samochodu. Wróciłem do domu, gdzie Bożena zrobiła schab z kapustą. Pomyślałem, że pojadę dziś do Kacpra zacząć przeglądać rzeczy. Weszliśmy razem do domu.
Bożena szła prosto do ściany ze schematami Kacpra, potem do konta salonu. Chcę zadzwonić do adwokata. Przyłożyłem go do ucha. Nie zbliżaj się do mamy sam.
W 20 lat tej pracy widziałam wiele spraw zniszczonych przez emocje bliskich osobie poszkodowanej. Wiosna przyszła do Poznania tak, jak zawsze. Dziękuję, że zostaliście ze mną do samego końca. Kluczyk, który znalazłem w kieszeni marynarki Kacpra, nie pasował do żadnych drzwi ani szafki.
Henryk obejrzał go dokładnie, potem spojrzał na mnie. To nie jest zwykły klucz, powiedział. To klucz do skrytki bankowej. I wtedy zrozumiałem, że Kacper nie był tylko ofiarą wypadku.
On coś odkrył, zanim zginął. Bożena wchodząca do budynku, wysiadająca z nieznanego mi samochodu, a obok niej mężczyzna. To było tydzień po pogrzebie. Rozstaliśmy się 2 lata temu, ale ona zachowywała się, jakby znała sekret mojego syna lepiej niż ja.
Notatka w notesie Kacpra mówiła o spotkaniu w poniedziałek rano. Z Patrycją. Kto to była Patrycja? Nie znałem żadnej Patrycji.
Wydruk z konta salonu pokazywał przelewy co miesiąc, dokładnie 196 000 zł przez 14 miesięcy. To nie była suma, którą Kacper mógł ukryć przede mną. To była suma, którą ktoś wypłacał z jego konta, żeby zniszczyć jego firmę. Podpis na dole nie należał do Kacpra.
Henryk porównał podpisy i pokręcił głową. To nie jest jego ręka. Pojechaliśmy do warsztatu Roberta Tarnowskiego. Mechanik pamiętał, że ktoś pytał o Kacpra po wypadku.
Postawny, po pięćdziesiątce, twarz łatwa do zapomnienia, ciemnoniebieskie kombi. Niech mnie pan postawi przed właściwą osobą, a powtórzę to, co do słowa. Tamten facet obiecał mu pieniądze za milczenie. Ale Robert bał się.
Widziałem to w jego oczach. W domu Bożena stała przy ścianie ze schematami Kacpra. Ona wiedziała, gdzie są jego notatki, zanim ja je znalazłem. Przyłożyłem telefon do ucha.
Po drugiej stronie usłyszałem głos Ewy. Kacpra nie ma, a ja powiedziałam ci już wszystko, co miałam do powiedzenia. Potem gdy drzwi się zamknęły, Ewa mówiła już sama do siebie. Do nagrania bierze pieniądze z konta Wiesława.
Nagranie. Ewa nagrywała rozmowy. Zostawiła to na dyktafonie, przypadkiem albo celowo. Kacper miał zadzwonić do mnie w niedzielę wieczorem.
Wiosna przyszła do Poznania tak, jak zawsze. Ale zamiast telefonu dostałem wiadomość o wypadku. To nie był wypadek. Zrozumiałem to, gdy Henryk powiedział: sprawdź nadkola samochodu.
Tam, w zagłębieniu, ktoś umieścił magnetyczną lokalizację. Ktoś śledził Kacpra. Wróciłem do domu, gdzie Bożena zrobiła schab z kapustą, jakby nic się nie stało. Ale ona już nie była moją Bożeną.
Ona była częścią układanki, której jeszcze nie widziałem. Chcę zadzwonić do adwokata, powiedziałem. Ona nie odpowiedziała. Tylko patrzyła na ścianę, na schematy, na wszystkie drogi, które Kacper próbował połączyć.
Dziękuję, że zostaliście ze mną do samego końca. Ale koniec jeszcze nie nadszedł. Kluczyk do skrytki czekał w mojej kieszeni, a w notesie Kacpra zapisane były nazwiska, których nigdy nie widziałem. Musiałem je sprawdzić.
Dla Kacpra. Dla prawdy. Bo jeśli tego nie zrobię, nikt nigdy nie dowie się, że mój syn odkrył coś, co kosztowało go życie.


