Wojciech “Gruby” Franiewski: Gangster, który zginął tuż przed zeznaniami w sprawie porwania Krzysztofa Olewnika – kontrowersje, niewyjaśnione zbiegi okoliczności i tajemnice jednego z najgłośniejszych przestępstw w Polsce, które wstrząsnęły opinią publiczną i wciąż budzą emocje rodziny ofiary, zadając pytania o ukryte motywy i rzeczywistych zleceniodawców.

Wojciech "Gruby" Franiewski: Gangster, który zginął tuż przed zeznaniami w sprawie porwania Krzysztofa Olewnika – kontrowersje, niewyjaśnione zbiegi okoliczności i tajemnice jednego z najgłośniejszych przestępstw w Polsce, które wstrząsnęły opinią publiczną i wciąż budzą emocje rodziny ofiary, zadając pytania o ukryte motywy i rzeczywistych zleceniodawców.

Thumbnail

Wojciech „Gruby” Franiewski, jeden z najbardziej brutalnych i tajemniczych gangsterów polskiego półświatka przełomu wieków, zginął w celi aresztu w Płocku w nocy z 18 na 19 czerwca 2007 roku, zaledwie kilka godzin przed planowanym złożeniem zeznań w sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Jego śmierć, oficjalnie uznana za samobójstwo, do dziś budzi ogromne kontrowersje i jest uważana za jedno z ogniw łańcucha niewyjaśnionych zgonów osób zamieszanych w jedną z najgłośniejszych zbrodni w historii III Rzeczypospolitej. Śledczy, którzy prowadzili postępowanie w sprawie uprowadzenia syna potentata mięsnego Włodzimierza Olewnika, stracili wówczas kluczowego świadka, a rodzina ofiary do dziś nie wierzy w oficjalną wersję wydarzeń.

Franiewski, urodzony w 1960 roku, był postacią, która idealnie wpisywała się w obraz bezwzględnego przestępcy wywodzącego się jeszcze z czasów PRL-u. Jego kariera przestępcza rozpoczęła się na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, kiedy to specjalizował się w kradzieżach samochodów, głównie takich marek jak Warszawa, Fiat 125p czy Polonez. Wówczas to, za kradzież Fiata 125p, trafił po raz pierwszy do więzienia w Czarnem, gdzie otrzymał wyrok sześciu lat pozbawienia wolności.

Jednak już w listopadzie 1983 roku dokonał brawurowej ucieczki, wykorzystując własnoręcznie skonstruowaną składaną drabinę, co przyniosło mu ogromny szacunek wśród kryminalistów i ugruntowało jego pozycję w przestępczym światku.

Ucieczka z zakładu karnego nie zakończyła jego przestępczej działalności. Franiewski wrócił do kradzieży i włamań, ale jego pobyt na wolności był krótki. Zatrzymany w grudniu 1984 roku w Warszawie, zdołał uciec z komendy milicji na Woli.

Historia ta powtórzyła się w czerwcu 1985 roku, kiedy to po kolejnym aresztowaniu zbiegł z komendy mieszczącej się w Pałacu Mostowskich. Według relacji, wykorzystał moment, gdy do toalety wszedł funkcjonariusz po cywilnemu, i podając się za osobę, która zgubiła się w budynku, swobodnie opuścił komendę bocznym wyjściem. Ta spektakularna ucieczka dała początek teoriom, że Franiewski mógł zostać zwerbowany do współpracy przez Służbę Bezpieczeństwa, która miała zapewnić mu ochronę w zamian za informacje.

Po przemianach ustrojowych w 1989 roku Franiewski został zatrzymany i skazany na siedem lat więzienia. Trafił do zakładu karnego we Wronkach, a następnie do Płocka, gdzie szybko stał się jedną z kluczowych postaci subkultury więziennej zwanej „grypserą”. Jego pozycja wśród osadzonych była niepodważalna, a on sam chętnie chwalił się znajomościami z czołowymi gangsterami grup nowodworskiej, pruszkowskiej, markowskiej czy wołomińskiej.

Co ciekawe, w 1992 roku, podczas wizyty papieża Jana Pawła II w zakładzie karnym w Płocku, to właśnie Franiewski został wytypowany do wręczenia głowie Kościoła podarunku od osadzonych, co dodatkowo podkreślało jego nieformalną władzę w więzieniu.

Mimo negatywnych opinii administracji więziennej, Franiewski w latach 1999-2001 otrzymał aż 37 przepustek, co w przypadku tak niebezpiecznego przestępcy wydaje się być absolutnym kuriozum. W czerwcu 2001 roku, pomimo negatywnej opinii komisji penitencjarnej, wyszedł na wolność na mocy warunkowego zwolnienia. To właśnie wtedy, wraz z początkiem XXI wieku, kiedy to w Warszawie i okolicach zaczęły działać nowe, młodsze grupy przestępcze, Franiewski nawiązał kontakty z gangsterami z Nowego Dworu Mazowieckiego oraz grupą „Muzynka”.

Wkrótce jego nazwisko miało zostać na zawsze wpisane w historię jednego z najbardziej bestialskich porwań w Polsce.

Plan porwania członka rodziny Olewników dojrzewał w grupie Franiewskiego przez wiele miesięcy. Gangsterzy obserwowali dom Krzysztofa Olewnika przy ulicy Płockiej w Drobinie, a w grupie znajdował się Robert Pazik pseudonim „Pedro”, mieszkaniec Drobinia, który wcześniej pracował nawet w zakładach mięsnych Olewnika. To właśnie ta znajomość miała być kluczowa dla rozpoznania majątku i zwyczajów rodziny.

W nocy z 26 na 27 października 2001 roku, gdy Krzysztof wrócił do domu po imprezie, do budynku przez tylne drzwi wtargnęli uzbrojeni gangsterzy, wśród których znajdował się Franiewski oraz osoby o pseudonimach „Żaba”, „Rudy” i „Benek”. Krzysztof został siłą wyciągnięty z domu, wepchnięty do Poloneza i wywieziony w nieznane miejsce.

Pierwszą kryjówką, w której przetrzymywano Krzysztofa Olewnika, był dom w miejscowości Kałuszyn. Porywacze zażądali okupu w wysokości 300 tysięcy dolarów. Rodzina, mimo ogromnych starań, przez blisko dwa lata próbowała przekazać okup, jednak gangsterzy wielokrotnie nie odbierali gotówki, zmieniając miejsca i terminy.

W międzyczasie Krzysztof był torturowany i przetrzymywany w nieludzkich warunkach, m. in. w ciasnym, zabetonowanym szambie na działce pod Różanem, gdzie był przykuty do ściany.

Dopiero w 2003 roku, po blisko 20 nieudanych próbach przekazania pieniędzy, gangsterzy odebrali okup w wysokości 350 tysięcy euro w Warszawie. Mimo otrzymania pieniędzy, Krzysztof nie został uwolniony. Jak ustalono później, podczas przygotowań do jego wypuszczenia, ofiara miała zobaczyć twarze porywaczy, co przesądziło o jej losie.

Krzysztof Olewnik został zamordowany 5 września 2003 roku. Jego ciało, owinięte w metalową siatkę, odnaleziono dopiero 28 października 2006 roku w lesie koło Różana pod Ostrołęką. Śledczy ustalili, że morderstwa dokonali Robert Pazik „Pedro” oraz Sławomir Kościuk.

Według relacji, o tym, kto zada śmiertelny cios, zadecydowała gra w zapałki. Pazik miał udusić Krzysztofa, nakładając mu na głowę worki foliowe i kładąc się na jego klatce piersiowej, podczas gdy Kościuk przytrzymywał nogi ofiary. Wojciech Franiewski, jako szef grupy, był uważany za mózg całej operacji, choć sam nie brał bezpośredniego udziału w zabójstwie.

Śledztwo w sprawie porwania nabrało tempa dopiero po medialnej nagonce rodziny Olewników, która wynajęła nawet słynnego detektywa Krzysztofa Rutkowskiego. W 2005 roku policja aresztowała Sławomira Kościuka, który zdecydował się na współpracę z organami ścigania. Jego zeznania doprowadziły do zatrzymania kolejnych gangsterów, w tym Roberta Pazika „Pedro” oraz Ireneusza Pewnego „Boksera”.

W styczniu 2006 roku aresztowano również Wojciecha Franiewskiego, który został osadzony w areszcie w Płocku. W trakcie śledztwa Franiewski sprawiał wrażenie, jakby cała sprawa go nie dotyczyła. Został połączony z porwaniem dzięki zeznaniom Kościuka oraz nagraniom z kamer monitoringu, na których widać było, jak kupuje telefon z kartą prepaid.

Śmierć Franiewskiego w celi, na kilka godzin przed planowanym przesłuchaniem, wstrząsnęła opinią publiczną. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną zgonu było samobójstwo, a w organizmie mężczyzny wykryto alkohol i narkotyki. Co więcej, w kolejnych latach w niewyjaśnionych okolicznościach zginęli także inni świadkowie i osoby zamieszane w sprawę, w tym skruszony gangster Sławomir Kościuk oraz Robert Pazik.

Śmierć poniósł również jeden ze strażników więziennych oraz inny gangster, który miał złożyć zeznania w tej sprawie. Ta seria zgonów doprowadziła rodzinę Olewników do przekonania, że porwanie nie było zwykłym przestępstwem dla okupu, ale miało drugie dno, związane z biznesem i lokalnymi układami, a sama sprawa jest jedną z największych niewyjaśnionych zagadek polskiej wymiaru sprawiedliwości.

Śledztwo w sprawie zabójstwa Krzysztofa Olewnika, mimo upływu lat, wciąż budzi ogromne emocje i jest przedmiotem licznych publikacji oraz filmów dokumentalnych. Rodzina ofiary nie ustaje w wysiłkach, aby poznać całą prawdę o śmierci syna, a śmierć Wojciecha Franiewskiego pozostaje jednym z najbardziej podejrzanych i niewyjaśnionych epizodów tej tragicznej historii. Pojawiają się pytania, czy ktoś celowo nie dopuścił do złożenia zeznań przez „Grubego”, który mógłby rzucić światło na rzeczywistych zleceniodawców porwania i zabójstwa.

Do dziś nie wiadomo, czy Franiewski działał sam, czy też był jedynie pionkiem w większej grze, a jego śmierć była wygodnym sposobem na zamknięcie ust niewygodnemu świadkowi.