Pruszków, 19 lutego 1996 roku. Godzina 10:00. Wojciech Kiełbiński, ps.
“Kiełbasa”, jeden z najbardziej charyzmatycznych i wpływowych gangsterów w historii polskiej przestępczości zorganizowanej, ginie w ulicznej egzekucji. Z dwóch samochodów padają strzały z broni automatycznej. Kule kalibru 7,62 mm, typowe dla karabinków AK-47, nie pozostawiają ofierze żadnych szans.
Były członek elity gangu pruszkowskiego, człowiek, który odwrócił się od swoich dawnych kompanów, zostaje zastrzelony na oczach sąsiadów, kilka metrów od swojego domu. Śledztwo w tej sprawie do dziś nie przyniosło rozstrzygnięcia, a pytanie o to, kto wydał wyrok na “Kiełbasę”, pozostaje jedną z największych zagadek polskiej mafii.
Kim był człowiek, którego śmierć wstrząsnęła półświatkiem i do dziś budzi kontrowersje? Wojciech Kiełbiński urodził się w 1961 roku w Pruszkowie, w rodzinie, która nie miała nic wspólnego z kryminalnym światem. Jego matka była cenionym lekarzem medycyny pracy, ojciec inżynierem.
Dom był dobrze sytuowany, jednak dzieciństwo Wojtka było dalekie od sielanki. Ojciec, człowiek o zimnej ręce i porywczym charakterze, często wyładowywał na synu swoje frustracje. Młody, szczupły i drobnej budowy chłopiec nie potrafił się bronić przed oprawcą.
Trauma z dzieciństwa odcisnęła piętno na całym jego życiu. Konsekwencją domowych awantur były ataki nerwowe, które finalnie przerodziły się w padaczkę na tle nerwowym. Dopiero interwencja matki, która wysłała syna do specjalnego sanatorium, przerwała koszmar.
Później Wojtek ukończył technikum w Lipnie, zdobywając zawód technika pojazdów samochodowych i zdając maturę.
Powrót do Pruszkowa był punktem zwrotnym. Wojtek wrócił jako dorosły, silny mężczyzna, który intensywnie ćwiczył na siłowni i interesował się sztukami walki. Ojciec nigdy więcej nie podniósł na niego ręki.
Jednak spokojne, poukładane życie nie było mu pisane. Pod koniec lat 80. Pruszków był miastem, w którym rządzili recydywiści tacy jak Ireneusz “Barabasz”, Janusz “Parasol” czy Czesław “Budzik”.
Żyli oni z włamań do domów i magazynów, imprezowali i budzili powszechny strach. Młodemu Wojtkowi, który szukał uznania i szacunku, takie życie imponowało. Zafascynowany lokalnymi bandytami, zaczął kręcić się po Żbikowie, osławionej dzielnicy Pruszkowa, gdzie ci urzędowali.
Porzucił spokojną egzystencję na rzecz rzezimieszków, zaczynając od roli obserwatora i czujki podczas włamań starszych kolegów.
Szybko okazało się, że “Kiełbasa” ma talent do przestępczego rzemiosła. W połowie lat 80. był już mocno ustawiony w pruszkowskim środowisku.
Nie ograniczał się do prostych kradzieży. Zajmował się skupem i topieniem srebra ze starych klisz rentgenowskich, handlował, oszukiwał. Jego przedsiębiorczość i spryt sprawiły, że w wieku dwudziestu kilku lat jeździł Mercedesem, ubierał się elegancko i budził respekt zarówno wśród rówieśników, jak i młodocianych adeptów przestępczego fachu.
To właśnie wtedy poznał Jarosława Sokołowskiego, ps. “Masa”. Postawny, silny chłopak z blokowiska, który miał już za sobą chrzest bojowy, został ochroniarzem “Kiełbasy”.
Tak narodził się legendarny duet “Masa i Kiełbasa”. Byli nierozłączni, a ta znajomość dla “Masy” była ogromnym awansem w przestępczym światku.
Zmiany ustrojowe 1989 roku i śmierć “Barabasza” doprowadziły do reorganizacji pruszkowskich struktur. Władzę przejęli “Parasol”, “Budzik”, “Dreszcz” oraz bracia Te. W tym nowym, brutalnym świecie “Kiełbasa” i “Masa” zaczęli od napadów na ciężarówki.
Ich pierwszy wielki skok – kradzież tira pełnego papierosów Prince – przyniósł łupy warte 960 tysięcy dolarów. Każdy z nich zarobił na tej akcji blisko 150 tysięcy. Jednak to przestępstwo miało swoją cenę.
Ciężarówka należała do Jeremiasza Barańskiego, ps. “Baranina”, który wydał na nich wyrok śmierci opiewający na 50 tysięcy dolarów. Mimo to “Kiełbasa” był już wtedy tak blisko trzonu gangu pruszkowskiego, że wyrok nigdy nie został wykonany.
Wyróżniał się na tle innych bandytów nie tylko odwagą i bezwzględnością, ale przede wszystkim charyzmą. Wspominany jest jako wiecznie uśmiechnięty, żartujący facet, który potrafił pomóc staruszce przejść przez ulicę, by za chwilę wdać się w brutalną bójkę z kierowcą, który zajechał mu drogę.
Maj 1990 roku przyniósł wydarzenia, które na zawsze zmieniły układ sił w Pruszkowie. “Kiełbasa” chciał kupić nowego Mercedesa. Skontaktował się w tym celu z Bogdanem G.
, ps. “Małolat”, który zajmował się kradzieżą i legalizacją luksusowych aut. Gdy “Małolat” przywiózł samochód, “Kiełbasa” uznał, że jest w fatalnym stanie i zrezygnował z transakcji.
Później jednak zmienił zdanie, ale okazało się, że auto zostało skradzione. “Małolat” wskazał na “Kiełbasę” jako złodzieja. Doszło do ostrej konfrontacji.
“Kiełbasa” poinformował o wszystkim zarząd gangu, a ci postanowili sami wymierzyć karę. 29 maja 1990 roku doszło do spotkania, na które “Małolat” przybył z dwoma rosyjskimi ochroniarzami. W lesie przy trasie Katowickiej doszło do bójki.
Z auta “Małolata” wyrzucono ciała dwóch gangsterów pruszkowskich – Andrzeja B. ps. “Słoń” i Janusza S.
ps. “Lulek”. Obaj mieli rany postrzałowe i nie żyli.
“Małolat” zbiegł, ale gang wydał na niego wyrok śmierci. Ukrywał się skutecznie przez 23 lata. Wpadł dopiero w 2013 roku w Hiszpanii, gdzie został skazany za podwójne zabójstwo.
Po tych wydarzeniach “Kiełbasa” umocnił swoją pozycję. Media uważały go za szefa młodych gangsterów z Pruszkowa. Jego podgrupa liczyła kilkunastu gotowych na wszystko ludzi.
Trudnili się napadami na tiry, okradaniem przemytników, ale także raczkującym wówczas handlem narkotykami. W 1992 roku wraz ze Zbigniewem S. ps.
“Simon” zainwestował w biznes hazardowy – Totalizator “Zielone Bingo”. Projekt ten mógł dać gangsterom monopol na rynku hazardowym, ale został udaremniony przez służby, które wykryły powiązania z przestępcami. W tym samym czasie “Kiełbasa” wszedł w egzekwowanie długów i został ochroniarzem warszawskiego biznesmena, typowanego na przyszłego wiceministra budownictwa.
Rok 1993 przyniósł pierwsze poważne pęknięcia w strukturach gangu. Skradziono transporty spirytusu należące do gangu pruszkowskiego i ząbkowsko-praskiego. Podejrzenia padły na “Kiełbasę” i “Masę”.
Doszło do otwartego konfliktu z “Pershingiem”, jednym z najważniejszych ludzi w grupie. Pod domem “Kiełbasy” podłożono ładunek wybuchowy, który na szczęście nie eksplodował. Konflikt udało się zażegnać, ale atmosfera w grupie gęstniała.
Pod koniec 1994 roku “Masa” zaczął dystansować się od przyjaciela. Według jego późniejszych zeznań, “Kiełbasa” miał uzależnić się od narkotyków, stać się agresywny i nieobliczalny. Jego ambicje sięgały zbyt wysoko, a “Masa” nie chciał być z nim kojarzony.
Oficjalnie “Kiełbasa” odszedł z grupy, a jego relacje z zarządem pruszkowskim, w tym z “Pershingiem”, stały się wrogie.
W obliczu konfliktu z dawnymi kompanami “Kiełbasa” związał się z Wiesławem Niewiadomskim, ps. “Dziad” lub “Wariat”, który prowadził otwartą wojnę z “Pershingiem”. Zaprzyjaźnił się również z Mirosławem Dąbrowskim, ps.
“Misiek” z Nadarzyna. “Kiełbasa” otwarcie mówił o konflikcie z “Masa”, którego miał się obawiać. W styczniu 1996 roku pod mieszkaniem “Masy” przy ulicy Kopernika 6 doszło do zamachu bombowego.
Nikomu nic się nie stało, ale podejrzenia padły na “Kiełbasę” i “Wariata”. “Masa” twierdził później, że Wojtek osobiście zapewnił go o swojej niewinności. Ostateczny wyrok na “Kiełbasie” miał zapaść po tym, jak policja zrobiła nalot na magazyn broni należący do “Pershinga” i “Rympałka”.
“Kiełbasa” miał wiedzieć o planowanym nalocie, ale z racji waśni nie uprzedził dawnych wspólników. To przelało czarę goryczy.
Przez pewien czas “Kiełbasa” ukrywał się u “Miśka” z Nadarzyna, który zorganizował mu ochronę. Jednak tęsknota za żoną Małgorzatą i dziećmi wzięła górę. 18 lutego 1996 roku wrócił do domu w Pruszkowie.
Następnego dnia rano, zamiast swojego luksusowego Mercedesa, wybrał Nissana żony i pojechał na zakupy do lokalnego sklepu. Gdy wychodził z niego około godziny 10:00, z dwóch pojazdów oddano do niego serię strzałów z broni automatycznej. Zginął na miejscu.
Pierwszym podejrzanym o zlecenie egzekucji był “Masa”, który według świadków miał się chwalić, że “zrobił porządek z kiełbasą”. W toku śledztwa, już jako świadek koronny, “Masa” wskazał jako zleceniodawcę Marka C. , ps.
“Pałek”, a jako wykonawców jego ludzi. Jednak policja nigdy nie podjęła tego tropu, a sprawa morderstwa “Kiełbasy” do dziś pozostaje niewyjaśniona. Śmierć Wojciecha Kiełbińskiego, człowieka, który rzucił wyzwanie najpotężniejszej organizacji przestępczej w Polsce, na zawsze zapisała się w historii jako symbol zdrady, ambicji i brutalności, które zniszczyły “Pruszków” od wewnątrz.
