Ryszard Jakubczyk, chemik z wykształcenia i nauczyciel akademicki, nazwany przez media „polskim Walterem White’em”, przez blisko trzy dekady miał stać na czele jednego z najgłośniejszych narkotykowych procederów w historii Polski. Jego historia, opisana w książce Grzegorza Walczaka „Profesor. Jak genialny chemik z Kielc stał się bossem narkobiznesu”, odsłania kulisy dwuletniego śledztwa, które doprowadziło do rozbicia laboratoriów produkujących amfetaminę i tabletki ekstazy na skalę przemysłową.

Urodzony 26 maja 1952 roku w Posadaju, dzisiejszej części Skarżyska-Kamiennej, Ryszard J. od najmłodszych lat wyróżniał się intelektem. Syn Haliny, pracownicy przedsiębiorstwa handlu wewnętrznego, i Zygmunta, zatrudnionego w zakładzie energetycznym, dorastał w rodzinie dobrze sytuowanej, choć pozbawionej perspektyw w małej miejscowości.
Rodzice konsekwentnie kierowali go ku nauce i ambitnym zajęciom.
Obok chemii, która stała się jego życiową pasją, młody Ryszard uczył się gry na fortepianie, grał w szachy i brydża. Zamiłowanie do szachów zaszczepiła mu matka, wielokrotna mistrzyni województwa kieleckiego. W wieku dziesięciu lat zdobył mistrzostwo województwa juniorów, a siedem lat później tytuł mistrza województwa, reprezentując region w rozgrywkach ogólnopolskich.
Po maturze wybrał studia chemiczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, uznawanym wówczas za najbardziej prestiżową uczelnię w kraju. Był to czas głębokiej komunistycznej rzeczywistości lat siedemdziesiątych, w której Ryszard J. funkcjonował jako wzorowy obywatel i przedstawiciel przyszłej elity.
Po ukończeniu studiów został nauczycielem akademickim, a nauka wydawała się jego naturalnym powołaniem.
Przełom przyniósł krakowski Des, kultowe w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych miejsce spotkań numizmatyków, kolekcjonerów i drobnych hochsztaplerów. Tam poznał Kazka, budowlańca na rencie i zapalonego numizmatyka, Sławka, elektromontera i cinkciarza spod Pewexu, oraz Ryśka, właściciela zakładu i chemika z wykształcenia. Wspólnie zajęli się handlem monetami i wyrobami kruszcowymi.
Z początkiem lat osiemdziesiątych cała grupa zainteresowała się pozyskiwaniem srebra. Podczas gdy w Warszawie i Gdańsku królował odzysk z klisz rentgenowskich, krakowscy hochsztaplerzy znaleźli alternatywę. Niejaki Wiesiek zauważył przy składach złomu mosiężne paski i ażurowe blachy, które trafiły do jego magazynu.
Prawdziwe pieniądze pojawiły się rok później.
Wiesiek otrzymał zlecenie z Wyższej Szkoły Pedagogicznej na wykonanie tablic informacyjnych dla Instytutu Chemii. Po odbiór przyjechał Ryszard J. , zwany już profesorkiem.
Na miejscu dokonał analizy i stwierdził, że odpady pokryte są srebrem. Z rozmowy wynikło, że Wiesiek może zdobyć większe ilości blachy, a Ryszard potrafi odzyskać z niej cenny kruszec.
Blachy pozyskiwano z fabryki automatyki chłodniczej w Cieszynie. Skala była ogromna: z pięćdziesięciu kilogramów blachy można było uzyskać siedem kilogramów srebra próby tysiąc. Później grupa zainteresowała się odzyskiwaniem złota z chińskich stalówek do piór.
Kruszec sprzedawano najpierw zaprzyjaźnionemu złotnikowi z Jędrzejowa, a następnie za granicą, gdzie przebitka była kilkukrotna.
W 1982 roku milicja zatrzymała członków grupy z kilkoma srebrnymi monetami. Podejrzewano, że są obserwowani i że sprawą interesują się organy ścigania. Aresztowani zaczęli składać wyjaśnienia, a sam profesorek opisał genezę procederu i sposób pozyskiwania srebra.
W aferę zamieszanych było 64 osoby. Po dwóch latach śledztwa, w 1984 roku, postępowanie umorzono, a oskarżonych wypuszczono.
Po wyjściu na wolność Ryszard J. wrócił do żony Renaty, którą poślubił w 1974 roku, i syna. Renata pracowała jako nauczycielka w kieleckiej szkole podstawowej.
On sam został wyrzucony z posady nauczyciela akademickiego. Zajął się handlem między Polską a RFN, sprowadzając kawę i inne towary niedostępne w komunistycznym ustroju. Nie porzucił jednak eksperymentów chemicznych.
Wówczas w Polsce królowała tak zwana polska heroina, czyli kompot wytwarzany ze słomy makowej. Pod koniec lat osiemdziesiątych przyjacielem profesora został Marek W. , współwłaściciel kantoru z Katowic i entuzjasta koni.
Dzięki swoim znajomościom uzyskał dostęp do rtęci, substancji pozwalającej na wytwarzanie wielu nielegalnych produktów, od broni po środki psychoaktywne.
Powstał szlak transportowy z Rosji, przy współpracy z ludźmi z Radomia. Rtęć była wówczas niezbędnym elementem produkcji amfetaminy, a jej związki chemiczne były profesorowi doskonale znane. W kręgach chemików współpracujących z przestępcami mówiło się o tym głośno.
Od pierwszej połowy 1990 roku profesor, Marek i niejaki W. , również chemik z pasji, zajęli się produkcją amfetaminy.
Pierwsze mikrolaboratorium powstało w mieszkaniu w Kielcach. Dystrybucją zajął się Krzysztof O. , współpracownik Ryszarda i Marka z Radomia, znający formujący się półświatek przestępczy w Warszawie.
Proceder nie trwał długo. 5 lipca 1991 roku w mieszkaniu niejakiego W. doszło do pożaru, w którym zginęła cała jego rodzina.
Prawdopodobnie doszło do samozapalenia, choć w półświatku mówiło się o celowym działaniu wspólników lub konkurencji.
W 1993 roku profesor założył spółkę Ventus wraz z Bożeną, żoną swojego współpracownika Ryszarda. Firma działała w branży nieruchomościowej i przynosiła pokaźne zyski. W międzyczasie toczył się proces profesora w sprawie produkcji narkotyków w mieszkaniu przy ulicy Piecka w Kielcach, gdzie został świadkiem.
Według akt śledztwa i ustaleń dziennikarza Grzegorza Walczaka od 1998 roku profesor miał być producentem nie tylko amfetaminy, ale również tabletek ekstazy. Jego firmowym produktem były pigułki z logo Mitsubishi oraz literką E. Produkty trafiały pośrednio do ludzi związanych z Jeremiaszem Barańskim, pseudonim Baranina, enigmatyczną postacią półświatka, która z Wiednia kontrolowała swoją grupę w całej Polsce.
Łącznikiem z profesorem miał być Wojciech Papina, szara eminencja półświatka o rozległych kontaktach. Tabletki produkowano w budynku gospodarczym we wsi Bliżyn, nieopodal Skarżyska-Kamiennej. Ów budynek Ryszard J.
wynajął od znajomego i przystosował do produkcji. Z tego miejsca na rynek zachodni miało trafić nie mniej niż 140 tysięcy tabletek ekstazy.
Wśród nich znajdowały się śmiercionośne tabletki UFO, działające inaczej niż dotychczasowe produkty. Działały z tak zwanym opóźnieniem, co dawało wrażenie słabszego efektu i skłaniało konsumentów do kolejnego zażycia. Zawierały PMA, a nie MDMA.
Po nadużyciu powodowały nagły wzrost temperatury ciała, co w konsekwencji prowadziło do zgonu.
Po tych zgonach na terenie całej Polski i Europy policja rozpoczęła intensywne śledztwo. W marcu 1999 roku wskutek wypadku w laboratorium zmarł Michał S. , chemik pracujący dla Ryszarda J.
Wtedy do komendy policji w Kielcach zaczęły trafiać anonimy dotyczące profesora i jego działalności. Policjanci kryminalni z Kielc uzyskali dodatkowe informacje od informatorów.

W roku 2000 austriacka policja dokonała zakupu kontrolowanego od samego Wojciecha Papiny, którego w żargonie policyjnym „urabiali” od blisko pół roku. Papina wpadł i wskazał bezpośrednio Ryszarda J. jako producenta.
13 grudnia 2000 roku Centralne Biuro Śledcze przyjechało do mieszkania Ryszarda J. przy ulicy Orkana w Kielcach, lecz nie zastali go na miejscu.
Jednocześnie funkcjonariusze uderzyli w dom przy ulicy 3 Maja w Skarżysku-Kamiennej, gdzie poza legalną chemią nie znaleźli nic. Finalnym punktem był dom Roberta W. , chemika z zawodu, w Bliżynie.
Tam przeżyli szok. W dawnym budynku gospodarczym odkryto przygotowane laboratorium z oddzielnym miejscem do tłoczenia tabletek ekstazy.
Profesora aresztowano kilka dni po akcji CB w Bliżynie. Od początku ani on, ani bracia Gienek i Robert W. nie przyznawali się do winy.
Proces toczył się do 2003 roku. Ostatecznie profesor otrzymał wyrok ośmiu lat więzienia, który odbywał w różnych ośrodkach penitencjarnych, między innymi w Krakowie i Nowym Sączu.
Podczas odsiadywania wyroku nieustannie się odwoływał, lecz zeznania Papiny były niepodważalne. Zgadzały się godziny i daty, w tym słynne spotkanie z 1999 roku w Wiedniu, w którym profesor miał brać udział z Papiną, Bożeną i, jak się domniemywa, samym Baraniną. W trakcie odsiadki był wzorowym więźniem.
Resocjalizacja w jego przypadku nie miała prawa bytu. Jako inteligentna i wykształcona osoba stanowił wzór do naśladowania dla innych osadzonych, którzy uczyli się od niego w wielu aspektach. Na wolność wyszedł w maju 2008 roku dzięki przedterminowemu zwolnieniu.
Czekał wówczas na rozpoznanie skargi w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu.
W trakcie jego odsiadki żona Renata wniosła sprawę o rozwód, a romans z Bożeną został zakończony. Profesor związał się z Ewą, dawną znajomą, z którą korespondował jeszcze z więzienia. Jego syn również odbywał wtedy karę pozbawienia wolności, a na świat przyszedł jego wnuk Michał, robiący karierę w stolicy.
Od drugiej połowy 2007 roku w Sądzie Rejonowym w Kielcach toczył się jego proces o wprowadzenie do obrotu blisko 140 tysięcy tabletek ekstazy. Wtedy postanowił wyjechać z Polski. Za sprawą Ewy wyjechał do Anglii, a dokładnie do Grantham, miasteczka oddalonego o 160 kilometrów od Londynu.
Osiedlił się tam w 2010 roku.
Ewa pracowała w domu opieki, a Ryszard ze swoimi umiejętnościami mógł rozpocząć nowe życie. Zamiast tego wrócił do dawnego interesu. Wykorzystując wiedzę, doświadczenie i pasję, zorganizował szlak produkcyjno-dystrybucyjny między Polską a Anglią.
Jego proceder pozostał niezauważony aż do 2012 roku.
Latem 2012 roku, na wniosek komendanta głównego policji i za zgodą Sądu Okręgowego w Warszawie, trwała kontrola operacyjna profesora. O jego osobie poinformowano również angielskie służby. Rozpoczęła się ponowna operacja wymierzona przeciwko Ryszardowi J.
Śledczy wyłapali wiele rozmów profesora z kimś z Anglii.
Jedna z nich, z 20 sierpnia 2012 roku, wskazywała jednoznacznie, że ma on bezpośredni udział w procederze narkotykowym. SOCA, urząd do spraw przestępczości zorganizowanej Wielkiej Brytanii, rozpoczął śledztwo. Wynikało z niego, że w czerwcu 2012 roku Ernest S.
, syn partnerki Ryszarda J. , Ewy, otworzył firmę zajmującą się handlem chemikaliami.
Firma posiadała dodatkowo zezwolenie ADR uprawniające do przewozu towarów niebezpiecznych. W ten sposób Ryszard J. miał transportować produkowane w Polsce chemikalia do Anglii i tam rozpoczynać ich syntezę do wyrobów gotowych.
Pierwszym zatrzymanym był Piotr T. , który pod koniec 2012 roku próbował przemycić blisko 800 gramów amfetaminy.
Z jego zeznań policjanci odkryli w miejscowości Holyhead przedmioty służące do produkcji amfetaminy oraz gotowe chemikalia. Rozbito najprawdopodobniej dawne małe laboratorium należące do Ryszarda J. Po tej sytuacji brytyjscy policjanci trafili na trop laboratorium w Grantham, gdzie natknęli się na 40 kilogramów amfetaminy wartej blisko 4 miliony funtów.
Wtedy też Ryszarda J. nazwano polskim Walterem White’em. Media głowiły się od nagłówków i nawiązań do słynnego serialu.
Profesora aresztowano i rozpoczęto przesłuchanie. Jak miał w zwyczaju, zarzekał się, że o niczym nie wie, a całość nie należy do niego. Był to jednak niezbity dowód na jego winę.
Mimo iż jego własna matka brała na siebie winy, policji to nie przekonywało. 6 marca 2014 roku sąd w Leeds wydał wyrok dziewięciu lat więzienia, a jego kompani otrzymali wyroki od ośmiu lat. Wszyscy myśleli, że profesor odsiedzi swój wyrok na wyspach, lecz w Polsce doszło do zdziwienia.
21 października 2016 roku patrol policji zauważył Daimlera Chryslera wyprzedzającego niezgodnie auto na przejściu dla pieszych. Po zatrzymaniu okazało się, że za kierownicą siedzi Ryszard J. Policji tłumaczył, że został zwolniony kilka miesięcy wcześniej z więzienia, a dodatkowo skrócono mu wyrok o kilka miesięcy za zgodę na deportację.
Śledztwo z 2007 roku w sprawie dystrybucji 140 tysięcy tabletek ekstazy ujrzało finał w 2014 roku, lecz jego udział w nim czeka na odrębne postępowanie. Od 2017 roku Ryszard J. , emeryt zbliżający się do siedemdziesiątych urodzin, walczy do końca i próbuje przekonywać, że sprawa tabletek ekstazy to pomówienia Papiny.
Papina tym samym miał pomówić Baraninę o zlecenie zabójstwa Jacka Demskiego. Dziś o profesorze można przeczytać więcej w książce Grzegorza Walczaka pod tytułem „Profesor. Jak genialny chemik z Kielc stał się bossem narkobiznesu”.
Publikacja zawiera wiele nieznanych dotąd faktów z życia jednej z najbardziej enigmatycznych postaci polskiego półświatka.
