Rafał H. , pseudonim „Czarny”, uznawany za jednego z najgroźniejszych gangsterów w historii szczecińskiego półświatka, przez lata budował swoje imperium narkotykowe w cieniu grupy Marka M. „Oczko”. Jego historia to opowieść o błyskotliwej karierze przestępczej, brutalnych porachunkach i spektakularnej zemście, która ostatecznie pogrążyła całą szczecińską mafię.

Urodzony w 1972 roku w Szczecinie, od najmłodszych lat wykazywał się ponadprzeciętną inteligencją i sprytem. W wieku nastoletnim związany był ze środowiskiem skinheadów, fascynował się muzyką rockową i koncertami, na których niejednokrotnie dochodziło do awantur. To właśnie podczas jednego z takich wydarzeń jego życie nabrało przestępczego biegu.
Niepełnoletni wówczas Rafał H. udał się na koncert z ówczesną dziewczyną Dorotą, późniejszą żoną, oraz grupą znajomych. Bramkarze odmówili wpuszczenia grupy do klubu, co wywołało bójkę.
W jej trakcie „Czarny” ranił nożem ochroniarza i groził pozostałym pozbawieniem życia. Pokrzywdzonym okazał się Dariusz E. , człowiek powiązany z Leszkiem K.
„Kaszą”, jedną z kluczowych postaci szczecińskiego podziemia.
Podczas procesu Rafał H. konsekwentnie utrzymywał, że działał w obronie koniecznej, twierdząc, iż to bramkarze zaatakowali jego, partnerkę i znajomych. Sąd nie dał mu jednak wiary i skazał go na sześć lat pozbawienia wolności.
„Czarny” wyszedł na wolność po dwóch i pół roku dzięki warunkowemu przedterminowemu zwolnieniu.
W tym czasie w szczecińskim półświatku dominował gang Marka M. „Oczko”, uznawany za największą organizację przestępczą na Pomorzu Zachodnim. Po wyjściu z więzienia Rafał H.
początkowo próbował wrócić na właściwe tory życia, podjął nawet naukę. Szybko jednak, prawdopodobnie z powodu trudności w odnalezieniu się w nowej rzeczywistości, ponownie związał się z przestępczym środowiskiem.
Został ochroniarzem jednego z niezależnych dealerów narkotykowych w Szczecinie. Jego zadaniem była ochrona podczas transakcji oraz interwencje w razie problemów. Dealer prawdopodobnie chciał w ten sposób zbudować wokół siebie aurę przynależności do któregoś z gangów, unikając płacenia haraczu.
„Czarny” szybko zauważył, że jego mocodawca jest nierozgarnięty i tchórzliwy.
Wykorzystując tę słabość, postanowił wygryźć go z interesów. W listopadzie 1992 roku zorganizował fordel, którego celem było zabranie wszystkich rzeczy należących do dealera. Wykorzystując dwóch znajomych i ich plakietki policyjne, wskazał im miejsce zamieszkania dealera.
Podszywając się pod funkcjonariuszy policji, weszli do mieszkania i skonfiskowali narkotyki, broń oraz pieniądze.
„Czarny” zatrzymał dla siebie kilka kilogramów marihuany, a pieniądze i broń pozostawił swoim towarzyszom. Po akcji skontaktował się z nim okradziony dealer, prosząc o spotkanie. Na spotkaniu wysłuchał relacji z przebiegu zdarzeń i dowiedział się, że dealer jest gotów zapłacić łapówkę, by odzyskać towar.
Wykazując się cwaniactwem, Rafał H. postanowił okraść go po raz kolejny.
Gwarantując, że załatwi sprawę, umówił swoich towarzyszy i dealera pod Komendą Wojewódzką Policji w Szczecinie przy ulicy Małopolskiej. Po przekazaniu gotówki towarzysze nastraszyli dealera, co wywołało kłótnię. Sytuację zauważył wyjeżdżający z placówki funkcjonariusz policji.
„Czarny”, zachowując zimną krew, powiedział, że to zwykli pijacy się kłócą, i funkcjonariusz nie zainteresował się sprawą.
Ta komiczna sytuacja pozwoliła „Czarnemu” na dalszy rozwój interesów narkotykowych. Od momentu przejęcia towaru rozpoczął działalność na własną rękę. Nie mógł narzekać na brak klientów, gdyż na początku lat 90.
dobry jakościowo narkotyk był w Polsce bardzo wartościowy, a ludzie odchodzili od spożywczych środków odurzających, takich jak klej czy rozpuszczalnik.
Do 1994 roku Rafał H. umacniał swoją pozycję w półświatku przestępczym, zdobywając nowe kontakty i odbiorców. W tym samym roku nawiązał bliskie relacje z członkami gangu Marka M.
„Oczko”, który był już niekwestionowanym liderem szczecińskiego półświatka i całego Pomorza Zachodniego. Gang ten współpracował z warszawskimi gangsterami, a kilka lat wcześniej miał opowiedzieć się po stronie słynnej grupy pruszkowskiej.
„Czarny” tak wspominał ten okres: „Kiedy odbyłem pierwszy wyrok, wyszedłem na warunkowe zwolnienie. Szukałem jakiegoś zarobku i trafiłem na gościa, który handlował narkotykami. Ale że uważałem go za idiotę, to się go pozbyłem delikatnie, bez przemocy.
Przejąłem jego towar i zacząłem handlować. Tak to się rozwinęło. Moja ekipa nie była ekipą siłaczy, kulturystów.
To byli ludzie, którzy przynosili dochód. Wiadomo, w tym środowisku ludzie się łączą. Ja też chciałem się przyłączyć do jakiejś mocnej ekipy.
Z czasem zaproponowano mi wejście do ekipy Marka. Zgodziłem się, bo dla faceta, który miał wtedy 22 lata, to tak jakby złapać Pana Boga za nogi”.
W gangu rozpoczynał od tworzenia siatki dealerów narkotykowych. Kontrolował kilka kluczowych miejsc, gdzie upłynniano towar. Krążyły plotki, że w całym Szczecinie posiadał monopol na handel amfetaminą, co osiągnął dzięki sprytowi i bezwzględności.
Narkotyki nie były jednak jedynym źródłem jego dochodów. Wraz z innymi gangsterami trudnił się napadami na tiry, pobiciami i wymuszaniem haraczy.
Niemniej to narkotyki były dla niego największym priorytetem. Niepokornych i niezdyscyplinowanych ludzi bił, a konkurencję zwalczał najbardziej drastycznymi metodami. Pomimo młodego wieku, po Szczecinie krążyły legendy na jego temat, które docierały również do policji.
Ta już szykowała się do jego zatrzymania.

11 kwietnia 1996 roku, jako niespełna 24-latek, Rafał H. został aresztowany wieczorem w centrum Szczecina, gdy wsiadał do swojego luksusowego, jak na tamte czasy, czarnego BMW. Powodem zatrzymania było śledztwo dotyczące jego nielegalnych interesów narkotykowych.
W mieszkaniu, w którym przebywał, policja odkryła pięć sztuk pistoletów, blisko pół kilograma amfetaminy, kilkaset porcji LSD, znaczną ilość tabletek ekstazy oraz blisko 100 gramów haszyszu i marihuany.
Co ciekawe, funkcjonariusze znaleźli również kamizelkę kuloodporną produkcji amerykańskiej, którą wówczas stosowała sama policja federalna w Stanach Zjednoczonych. Rok po zatrzymaniu, w kwietniu 1997 roku, rozpoczął się jego proces. „Czarnego” oskarżono o założenie i kierowanie grupą przestępczą, której celem był obrót i wprowadzanie znacznej ilości narkotyków na terenie Szczecina.
Zarzucano mu również zmuszanie do zbywania środków odurzających, stosowanie przemocy, pobicia i okaleczenia. W czasie procesu wielu świadków, którzy wcześniej zeznawali przeciwko niemu, znikało z miasta i wyjeżdżało za granicę. Ci, którzy zostali doprowadzeni przez sąd, odwoływali zeznania, twierdząc, że byli zmuszani do nich przez policję.
Wskazuje to, jak bezwzględny był wówczas Rafał H. w półświatku przestępczym.
Jedynym świadkiem, który podtrzymał zeznania, był Artur Ż. , niezależny handlarz narkotyków. Spotkał się z „Czarnym” w jednym z salonów gier w Szczecinie, nie wiedząc, że spotkanie to było reakcją na handel bez zgody „Czarnego”.
Opowiedział, jak został pobity i zastraszony, co stanowiło dowód winy oskarżonego. Kolejnym świadkiem był Artur R. „Tua”, członek grupy „Oczki”, późniejszy oskarżony i mały świadek koronny.
„Tua” zeznał, że był jedynie ochroniarzem „Czarnego” i nic nie wiedział o handlu narkotykami. Sąd uznał go za niewiarygodnego świadka. Współoskarżonym w procesie był Paweł C.
„Piguła”, który obciążył „Czarnego” zeznaniami i przyznał się do winy. To zakończyło ich znajomość i dostarczyło niezbitych dowodów na przestępczą działalność Rafała H.
„Czarny” konsekwentnie nie przyznawał się do winy i z pokorą wysłuchiwał zarzutów oraz zeznań świadków. Liczył, że jego szef Marek M. „Oczko” załatwi sprawę po gangstersku.
Mijały jednak dni, a ze strony dawnych wspólników nic się nie działo. Dodatkowo „Czarny” ukrył pieniądze u jednego ze znajomych. O sejfie dowiedział się Sylwester „Sylwek”, wysoko postawiony członek grupy „Oczki”.
Przyjechał do znajomego „Czarnego” i wymusił wydanie pieniędzy. Gdy Rafał H. dowiedział się o tym, jak sam wspomina, coś w nim pękło.
Poczuł brak lojalności w grupie i wsparcia samego szefa. Postanowił się zemścić. Z więzienia wysłał gryps do Marka M.
, w którym napisał, że jeśli liczy na bezkarne przyjmowanie kolejnych ciosów i brak zeznań, to on i jego ludzie są w błędzie. Zażądał 500 tysięcy marek okupu za milczenie.
W maju 1997 roku wysłał list do prokuratury, w którym zdecydował się zeznać o swoim uczestnictwie w grupie i opisać jej działania. 11 lipca 1997 roku Rafał H. „Czarny” został skazany na siedem lat pozbawienia wolności za kierowanie grupą przestępczą i handel narkotykami.
W uzasadnieniu sądu podkreślono, że dysponuje ponadprzeciętną inteligencją, jest zdecydowany i bez wahania stosuje groźby.
Podczas odsiadywania wyroku dawni współpracownicy z gangu nazwali go „czarną mambą”. W subkulturze więziennej używanie rodzaju żeńskiego wobec osadzonego uważane jest za najwyższy stopień zniewagi. „Czarny” wykazał się jednak silną psychiką i brakiem szacunku wobec dawnych przyjaciół.
Przyjął ten pseudonim, a podczas rozpraw odczytywano przechwycony list, który wysłał do jednego z towarzyszy.
Jego treść brzmiała: „Niedługo wchłonie was czarna dziura, a czarna mamba i czarna wdowa są niczym przy czarnej kanalii, którą jestem”. Rafał H. zeznawał jako świadek w sprawie grupy „Oczki” od maja 1999 roku do grudnia 2001 roku.
Opisywał przebieg wielu spraw, w tym morderstwo Wiktora Fiszmana, zabójstwo ochroniarza w poznańskiej agencji „Elch” oraz kwestie podziału ról w gangu.
O sprawie i odbyciu wyroku „Czarny” wypowiadał się regularnie pod artykułami dotyczącymi świadka przestępczego w Szczecinie, wykorzystując pseudonim „czarna mamba”. Do dziś można znaleźć jego wpisy pod wieloma postami, w których kpił z dawnych kompanów i ich następców. Wystąpił również w dokumencie „Alfabet mafii” w reżyserii Artura Kowalewskiego, gdzie opisywał życie w gangu i dawnych przyjaciół, w tym szefa Marka M.
„Oczko”.
Pojawił się także w dokumencie „Świadek” w reżyserii Andrzeja Kostenko, w którym dziennikarka śledcza Ewa Ornacka zilustrowała jego gangsterskie życie. Wypowiedział się również w sprawie Arkadiusza Kraski w odcinku serialu dokumentalnego „Kobiety mafii”. O „Czarnym” zrobiło się głośno w styczniu 2015 roku, gdy jedna z gazet doniosła o jego aresztowaniu w Norwegii w związku z handlem nielegalnym spirytusem ze Szwecji.
Informacji tych nie potwierdzono jednak nigdzie indziej, a „Czarnego” wkrótce znów widywano na ulicach Szczecina. Historia Rafała H. to przykład, jak jeden człowiek, kierowany ambicją i żądzą zemsty, może przyczynić się do upadku całej przestępczej organizacji.
Jego zeznania pomogły w rozbiciu grupy „Oczki”, jednej z najpotężniejszych struktur mafijnych w historii Pomorza Zachodniego.
