Jeremiasz „BARANINA” Barański: Enigmatyczny szef polskiego półświatka, który zmarł w tajemniczych okolicznościach, tuż przed złożeniem kluczowych zeznań, a jego tragiczna śmierć w wiedeńskim więzieniu wstrząsnęła światem przestępczym i rodzi pytania o mroczne tajemnice, szare interesy oraz niebezpieczne koneksje ze służbami, które mogły prowadzić do jego zgonu.

Jeremiasz „BARANINA” Barański: Enigmatyczny szef polskiego półświatka, który zmarł w tajemniczych okolicznościach, tuż przed złożeniem kluczowych zeznań, a jego tragiczna śmierć w wiedeńskim więzieniu wstrząsnęła światem przestępczym i rodzi pytania o mroczne tajemnice, szare interesy oraz niebezpieczne koneksje ze służbami, które mogły prowadzić do jego zgonu.

Thumbnail

Jeremiasz Barański, ps. „BARANINA”, uznawany za jednego z najbardziej enigmatycznych i zarazem najgroźniejszych graczy polskiego półświatka przestępczego przełomu XX i XXI wieku, nie żyje. Mężczyzna, który przez lata budował swoją pozycję zza kulis, marząc o tytule „szefa wszystkich szefów” polskiej przestępczości, zmarł w tragicznych okolicznościach w wiedeńskim więzieniu.

Jego śmierć, do której doszło na kilka dni przed planowanym złożeniem kluczowych zeznań, do dziś budzi ogromne kontrowersje i rodzi pytania o to, czy była to desperacja człowieka złamanego presją, czy też starannie zaplanowana egzekucja, mająca na zawsze zamknąć usta człowiekowi, który wiedział zbyt wiele.

Kim naprawdę był Jeremiasz Barański? Urodzony 23 listopada 1945 roku w Sopocie, od najmłodszych lat wyróżniał się ponadprzeciętnym wzrostem i budową ciała, co pozwalało mu wzbudzać respekt wśród rówieśników. Choć nigdy nie był prymusem, jego umysł przyswajał wiedzę szybko i sprawnie.

Po ukończeniu liceum w 1971 roku przeniósł się do Poznania, gdzie rozpoczął studia ekonomiczne. Edukacji jednak nie dokończył – po dwóch latach porzucił uczelnię, by zanurzyć się w świecie, który miał przynieść mu fortunę, ale i doprowadzić do tragicznego końca.

Już w 1973 roku Barański trudnił się w Poznaniu cinkciarstwem, stając się jednym z pierwszych hochsztaplerów w mieście. Na naiwności i nieuwadze innych zaczął zbijać swój pierwszy kapitał. Dwa lata później wyjechał do Budapesztu, gdzie kontynuował proceder, tym razem oszukując zagranicznych turystów.

Zdobyte w ten sposób fundusze inwestował w metale szlachetne, niejednokrotnie kupując je bezpośrednio od złodziei. W 1976 roku został oskarżony o kradzież blisko pięciuset złotych monet oraz kilku złotych zegarków. Jak głosi jedna z wersji, to on miał dokonać kradzieży, jednak krążyły także pogłoski, że wziął winę na siebie, broniąc prawdziwych sprawców, od których nabywał kradzione przedmioty.

To właśnie wtedy, według licznych informacji, Barański miał rozpocząć współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa. Efektem tego było jego uwolnienie z aresztu w Budapeszcie. W tym okresie miał również poznać Ricardo Fanchiniego, katowickiego gangstera, który podobnie jak on parał się wówczas cinkciarstwem.

W 1978 roku Barański przeniósł się z Budapesztu do Austrii. Początkowo mieszkał w miejscowości Grass, by później osiedlić się na stałe w Himbergu, w aglomeracji wiedeńskiej. Tam podjął legalną pracę jako przedstawiciel przedsiębiorstwa Kodak.

W 1980 roku kupił mieszkanie, a jego zaangażowanie w przemysł fotograficzny zaowocowało awansem i wyższymi zarobkami.

Jego znajomość ze służbami miała mieć wymiar znacznie bardziej praktyczny. Mówiło się, że to właśnie „BARANINA” zapewniał wielu Polakom możliwość legalnego opuszczenia terytorium Polski. Wśród osób, którym miał umożliwić wyjazd, wymieniano choćby Andrzeja Kolikowskiego, ps.

„Pershing”, który wyjechał do Niemiec. W 1984 roku Barański miał być poszukiwany przez bydgoską prokuraturę w związku ze sprzedażą kradzionego samochodu obywatelowi Polski. Wniosek ten został jednak oddalony przez Prokuraturę Generalną, co w oczach wielu obserwatorów może świadczyć o potężnym „parasolu” ochronnym, jaki był nad nim rozpostarty.

W tym samym roku postanowił zakończyć pracę w Eastman Kodak Company i rozpoczął prowadzenie własnej działalności gospodarczej. Jego pierwszym biznesem był warsztat samochodowy. W 1985 roku poślubił swoją partnerkę Krystynę, z którą miał córkę Agnieszkę.

Barański założył wówczas firmę budowlaną, zatrudniającą polskich robotników. Od 1986 roku prowadził już dwie firmy budowlane, dwie firmy transportowe, a także – wraz z żoną – bar i klub bilardowy o nazwie „Amadeus”. W tym samym roku miał również uzyskać tytuł honorowego konsula Liberii, w czym miał mu pomóc legendarny Wiktor Bout, handlarz bronią.

Jako biznesmen Barański był bardzo dobrze zorganizowany, lecz już wtedy działał w szarej strefie. Miał zajmować się przemytem papierosów oraz legendarnego spirytusu „Royale”. Krążyły również plotki, że to on organizował przemyt kradzionych samochodów z Niemiec do Polski, przy współpracy z Nikodemem Skotarczakiem.

Barański, który znał się nie tylko z wieloma przestępcami z Polski, mógł pochwalić się znajomościami z ludźmi służb. Po transformacjach ustrojowych, w 1990 roku, jako bogaty biznesmen z pogranicza prawa, miał zorganizować spotkanie bliskich mu osób i dopiąć szczegóły swojego planu.

Na tym spotkaniu miało dojść do utworzenia grupy przestępczej, w której skład mieli wejść ludzie z półświatka przestępczego, ale również emerytowani funkcjonariusze służb. Wraz ze Zdzisławem Hetmanem miał stworzyć fundusz o nazwie „Bezpieczna Służba”, którego celem była pomoc funkcjonariuszom służb, a ponoć głównym zamysłem była możliwość czerpania korzyści z hazardu poprzez tworzenie legalnych kasyn na terenie Polski. W 1991 roku przeprowadził się z Hamburga do Granatnovy, gdzie zamieszkał w blisko dwustumetrowym domu.

W tym samym roku w jednej z jego ciężarówek znaleziono kontrabandę w postaci kilku tysięcy litrów spirytusu na granicy polsko-czeskiej.

Poszukiwany Barański mieszkał spokojnie w swoim domu, co potwierdziło przypuszczenia, że już wtedy musiał współpracować z austriackimi służbami. Rok później na granicy polsko-niemieckiej niemieckie służby udaremniły przemyt papierosów o wartości dwustu milionów marek. Wtedy miał poddać się karze i pójść na współpracę z Federalnym Urzędem Kryminalnym Niemiec, okrążając swoich współpracowników i jednocześnie podejmując współpracę z niemieckimi służbami.

Po powrocie z Niemiec, w Austrii, czekał proces o oszustwa podatkowe. Austriacki wydział zwalczania przestępczości zorganizowanej również rozpoczął współpracę z „BARANINĄ”, czego efektem było otrzymanie przez Barańskiego obywatelstwa austriackiego.

Jeremiasz Barański wokół siebie miał wiele person półświatka przestępczego. Do jego najważniejszych ludzi należeli Andrzej Grzelski, ps. „Junior”, i jego gang z Warszawy i warszawskiej aglomeracji, przemytnik Lesław Ha, ps.

„Siwy”, ze Szczecina, który później zginął z rąk dawnych współpracowników, czy Tadeusz Maziuk, ps. „Sasha” lub „Tadzio”, według informacji cyngiel „BARANINY”, a także wiele osób z dawnych służb, jak choćby Jerzy K. , były oficer Służby Bezpieczeństwa.

Barański w 1995 roku rozpoczął próby zjednoczenia wszystkich gangów warszawskich i chciał pozostać ich zwierzchnikiem, decydującym o wszystkim wewnątrz.

Ci, którzy nie chcieli mu się podporządkować, mieli być porywani lub mordowani. Gangster miał nawet nie mieć skrupułów dla członków rodzin gangsterów, którzy mu się sprzeciwili. Według informacji policji, Barański miał w 1997 roku rozpocząć próbę zjednywania sobie legendarnych przywódców gangu wołomińskiego – Mariana Klepackiego, ps.

„Maniek”, oraz Ludwika Damsiego, ps. „Ludek”. Miał ich kusić swoimi koneksjami ze służbami oraz możliwością przemytu kontrabandy na teren Polski.

Gang Wołomiński miał jednak uważać „BARANINĘ” za konfidenta i nie podejmował prób rozmów z nim.

Osobą, która była pośrednikiem pomiędzy „BARANINĄ” a gangiem wołomińskim, był Andrzej Grzymski, ps. „Junior”. Barański chciał podporządkować sobie gang wołomiński w celu późniejszego zdominowania gangu pruszkowskiego, co miało doprowadzić w jego zamyśle do rządzenia całą aglomeracją warszawską, a w przyszłości całym polskim półświatkiem.

Gdy w 1998 roku w podziemnym przejściu w okolicach hotelu Marriott zastrzelono „Juniora”, mówiło się, że to zlecenie mieli wydać „chłopcy” z Wołomina jako znak, że nie są chętni na jakiekolwiek rozmowy z wiedeńskim gangsterem.

Niedługo później, według hipotezy policyjnych, Karol, ps. „Karol”, miał rozpocząć współpracę z „BARANINĄ” i odseparować się od dawnych wołomińskich mocodawców. Finansowany przez Barańskiego „Karol” miał rozpocząć bratobójczą wojnę z „Mańkiem” i „Ludkiem”, której finałem było ich morderstwo w restauracji „Gama” w 1999 roku.

W ten sposób Barański wyeliminował liderów wołomińskiego gangu. W 2000 roku, gdy rozbito mafię pruszkowską, pozostałe grupy przestępcze w Warszawie rywalizowały o przejęcie terenów. Barański żył w cieniu tych wszystkich wydarzeń, a jego ludzie prowadzili rozległe interesy z większością gangów w Warszawie i w Polsce, powoli monopolizując handel narkotykami.

W tym samym roku Barański zjednał się z Jackiem Dębskim, byłym już wtedy ministrem sportu. Barański i Dębski mieli być dalekimi kuzynami. Tak zresztą Barański relacjonował tę znajomość w swoich kręgach.

Nieoficjalnie mówiło się, że Dębski miał zainwestować środki, które posiadał, w działalność Barańskiego. Po jednanie obu mężczyzn było życzliwe, uchwycono nawet jedno z nagrań. 11 kwietnia 2000 roku, w czterdzieste urodziny Jacka Dębskiego, „BARANINA” miał do niego zadzwonić.

Być może w dość specyficzny, lecz bardzo elokwentny sposób złożył życzenia. Podejrzewa się, że w słowach, których użył, mógł być zawarty jakiś charakterystyczny kod.

„Halo, dobry wieczór, dobry wieczór. A witam, witam, witam, bardzo miło. Słyszałem, że dzisiaj mamy urodziny.

Tak, owszem. Tak, to chciałem złożyć serdeczne życzenia, dużo zdrówka, pomyślności. Dziękuję serdecznie.

Żebyś był zawsze shipit, okej, i żeby było wszystko jak najlepiej, żeby się ułożyło pod swoimi myślami. Dziękuję ci serdecznie za pamięć, bardzo mi miło, że dzwonisz. Jak się chce, to się ułoży, ja się to się ułoży, albo prawda” – miał powiedzieć Barański.

Jacek Dębski miał obracać się również w specyficznym towarzystwie. Mówiło się o jego znajomości z tak zwanymi „ludźmi z miasta”, jak choćby z Krzysztofem Krasnodarskim, ps. „Nastek”.

Kobietą, którą uważano za osobistą asystentkę Jacka Dębskiego, miała być Halina G. , ps. „K2″.

Miała ona również pracować dla „BARANINY”. 11 kwietnia 2001 roku w restauracji „Kazan” znajdującej się przy Wale Miedzeszyńskim Jacek Dębski wraz z Haliną G. oraz kilkoma znajomymi świętował swoje urodziny.

W okolicach godziny 23:00 Halina G. wyprowadziła Dębskiego z lokalu pod pretekstem przewietrzenia się i rozmowy. Wówczas z pobliskiego parku wyłonił się zakapturzony mężczyzna, który oddał strzał w głowę byłego ministra.

Sprawca uciekł. Przerażeni goście lokalu wybiegli na zewnątrz i ujrzeli Jacka Dębskiego leżącego na chodniku.

Szybko na miejscu zjawiły się służby oraz policja, lecz Jacek Dębski zmarł 12 kwietnia 2001 roku o godzinie 4:00. Policja rozpoczęła szybkie zbieranie dowodów z miejsca zbrodni. Zabezpieczono łuskę, a także rzeczy z lokalu, w tym torebkę Haliny G.

, w której znaleziono kartkę z numerem podpisanym jako „tato”. Halina G. następnego dnia zgłosiła się na policję i złożyła zeznania, stwierdzając, że uciekła w panice oraz że nie wie, kto strzelał.

Później podczas oględzin miała zasugerować, że za morderstwem może stać jej były partner, Adam R. Taką wersję miał zasugerować i sam Barański.

Później, zmieniając zeznania, stwierdziła, że widziała osobę podobną do niejakiego Bronisława K. , byłego współpracownika Jacka Dębskiego w inwestycjach giełdowych. Każda z osób po zatrzymaniu i przesłuchaniu miała niepodważalne alibi.

Śledczy nieco złamali Halinę G. , a ta rozpoczęła współpracę. Zeznała, że nie wiedziała, że ma wyprowadzić Jacka Dębskiego na śmierć, lecz tak podejrzewała, gdy otrzymała telefon od Jeremiasza Barańskiego podczas imprezy urodzinowej byłego ministra.

Jako zabójcę ciągle wskazywała Adama R. 5 lipca 2001 roku zatrzymano Barańskiego w dramatycznych okolicznościach, skąd trafił do więzienia. Postawiono mu oskarżenie o zlecenie morderstwa.

Barański stracił kontakt ze światem zewnętrznym. Dzięki skorumpowanemu strażnikowi więziennemu udało mu się jednak uzyskać telefon komórkowy, przy pomocy którego budował swoją linię obrony. Podsłuchane rozmowy „BARANINY” z więzienia, gdzie między innymi rozmawiał z Maziukiem, obiegły opinię publiczną.

„Czyje oko rozumie to, że to jest mój kuzyn? Ja cię rozumiem, no. Rozumiesz to czy nie?

Jasne, wszystko jest, wszystko mi jedno. No jasne, bo takich rzeczy nie można robić, naszych pierożków anarchia, rozumiesz to, co jest poniżej pasa” – miał mówić. Po roku Halina G.

złamała się całkowicie i opowiedziała o wszystkim ze szczegółami.

Jako zleceniodawcę wskazała Jeremiasza Barańskiego, za wykonawcę Tadeusza Maziuka, a motywem zbrodni miało być nieposłuszeństwo Jacka Dębskiego, brak samodyscypliny i kontroli nad sobą podczas libacji alkoholowych, gdzie wychwalać się miał swoimi znajomościami. 25 czerwca 2002 roku, dzień przed złożeniem zeznań, Tadeusz Maziuk powiesił się w swojej celi. Rok po tej sytuacji, gdy miało dojść do przesłuchania Jeremiasza Barańskiego, na kilka dni przed zeznaniami, „BARANINA” powiesił się w celi wiedeńskiego więzienia.

Nasuwa się myśl, że gangster nie wytrzymał presji. Czy jednak nie było to przypadkowe? To pytanie na zawsze pozostanie bez odpowiedzi.