„Julia, a gdzie mięso?” – usłyszałam, gdy wróciłam z pracy po ośmiu godzinach odbierania telefonów od wściekłych pasażerów. Mąż stał nad talerzem makaronu, jakbym podała mu największą zniewagę…

„Julia, a gdzie mięso?” – usłyszałam, gdy wróciłam z pracy po ośmiu godzinach odbierania telefonów od wściekłych pasażerów. Mąż stał nad talerzem makaronu, jakbym podała mu największą zniewagę...

„Julia, a gdzie mięso? ” – Paweł stał w kuchni z widelcem w ręku i patrzył na talerz makaronu z sosem pomidorowym, jakby ktoś podał mu największą zniewagę życia. „Znowu same kluski? Przecież jestem facetem, głównym żywicielem rodziny.

Thumbnail

Po całym dniu pracy należy mi się porządny obiad. ”

Julia spokojnie odkroiła kawałek pieczonej piersi z kurczaka, włożyła do ust, przełknęła i dopiero wtedy spojrzała na męża. „Główny żywiciel rodziny wydał w zeszłym tygodniu dwa tysiące czterysta złotych na nowe felgi i świecące dodatki do samochodu, który częściej stoi pod blokiem niż jeździ. Po opłaceniu czynszu, prądu, wody, internetu i zakupów zostało akurat na makaron, pomidory i trochę warzyw.

Paweł poczerwieniał. „Ale ty masz mięso. ”

„Kupiłam jedną pierś za własne pieniądze. Była przeceniona.

Mogłeś zrobić to samo. ”

„Nie wierzę. Mam sobie kupować osobne mięso we własnym domu? A ja mam finansować twoje obiady, kiedy ty wydajesz połowę wypłaty na samochód?

Julia przesunęła pojemnik z kurczakiem za słoik z ogórkami. Znała jego zwyczaje. Za chwilę by powiedział, że tylko spróbował, a zniknęłaby cała porcja. „U moich rodziców zawsze był porządny obiad” – oznajmił Paweł, uderzając widelcem o stół.

„Mama codziennie gotowała ojcu. Zupa, drugie danie, czasem ciasto. Twoja mama też pracowała, ale wiedziała, jak dbać o męża. ”

Julia odłożyła widelec.

„Paweł, ja pracuję w miejskiej dyspozytorni. Przez osiem godzin odbieram telefony od zdenerwowanych pasażerów, kierowców i motorniczych. Wracam do domu z głową ciężką jak kamień. Zarabiam prawie tyle samo co ty.

Dlaczego po pracy mam zaczynać drugą zmianę przy kuchence, pralce i odkurzaczu, a ty masz leżeć przed telewizorem? ”

„Bo jestem mężczyzną? ”

„Rzeczywiście, zapomniałam, że gąbka do naczyń rozpoznaje płeć i gryzie wyłącznie panów. ”

Paweł zmrużył oczy.

„Ty sobie ze mnie kpisz? ”

„Nie, tylko przestałam udawać, że to normalne. ”

W kuchni słychać było tylko tykanie zegara i cichy szum lodówki. „Dobrze” – powiedział Paweł, krzyżując ręce na piersi.

„Skoro jesteś taka zasadnicza, to od dziś nie podchodzę do zlewu. Ani jednego talerza nie umyję. Mój ojciec przez całe życie nie zmywał i jakoś rodzina się nie rozpadła. ”

„Jak sobie życzysz.

Twoje talerze, twój problem. ”

Był pewien, że żona wytrzyma najwyżej dwa dni. W końcu zawsze denerwował ją bałagan. Następnego ranka zostawił w zlewie talerz ze śladami sosu, kubek po kawie i patelnię po jajecznicy.

Wieczorem dołożył miskę, dwa widelce i szklankę. Julia wróciła z pracy, umyła ręce, wyjęła z szafki swój ulubiony zielony talerz. Zjadła sałatkę, umyła talerz, wytarła i schowała. „Nie przeszkadza ci ten bałagan?

„Nie mój bałagan. ”

W środę zlew wyglądał jak dziwna wystawa sztuki współczesnej. Kubki stały jeden na drugim, widelce sterczały z zaschniętego sosu, a na szczycie leżał garnek z przyklejonym makaronem. Julia wróciła do domu z paczką papierowych talerzy.

„Naprawdę będziesz jadła z papieru? ”

„Bardzo wygodne rozwiązanie. ”

W piątek Paweł odkrył, że skończyły się czyste kubki. Pił kawę ze słoika po dżemie.

W sobotę nie znalazł świeżych skarpet. W niedzielę założył ostatnią czystą koszulkę i zamknął kosz z praniem. W poniedziałek rano otworzył szafę. Przesunął wieszaki, zajrzał na dolną półkę, sprawdził krzesło i przestrzeń pod łóżkiem.

Nie było ani jednej czystej koszuli, ani jednej pary świeżych skarpet, nawet bielizna się skończyła. Stał przed otwartą szafą w samych spodniach od piżamy i po raz pierwszy poczuł, że ten eksperyment może się nie skończyć tak, jak sobie zaplanował. „Julia! Gdzie są moje koszule?

Julia stała w przedpokoju i zapinała płaszcz. „W koszu na pranie. Wszystkie, które tam wrzuciłeś. ”

Paweł wypadł z sypialni z jedną zmiętą koszulą w ręku.

„Ty chyba żartujesz. W czym ja mam iść do pracy? ”

„Możesz założyć tę. ”

„Przecież jest pognieciona.

„To ją wyprasuj. ”

Paweł patrzył na nią, jakby usłyszał propozycję wejścia na dach bez drabiny. „Ja? No przecież nie sąsiad z trzeciego piętra.

To jest jawny sabotaż małżeństwa. ”

„Nie, to są konsekwencje twojej decyzji. Masz dwie możliwości. Włączasz pranie albo wybierasz koszulę, która pachnie najmniej dramatycznie.

„To nie jest śmieszne. ”

„Dla mnie trochę jest. ”

Pocałowała go lekko w policzek i otworzyła drzwi. „Miłego dnia.

Proszek jest w szafce nad pralką. Instrukcja obsługi przyklejona z boku. ”

Paweł poszedł do pracy w granatowej koszuli z pomiętymi rękawami i kołnierzykiem układającym się w dwie różne strony. Przez cały dzień czuł się nieswojo.

Wydawało mu się, że każdy klient patrzy właśnie na jego koszulę. „Ciężki poranek? ” – rzucił Rafał z magazynu. „Nawet nie pytaj.

Wieczorem kupił gotowe pierogi i paczkę parówek. Pierwsze pierogi rozgotował, drugie przypalił. Parówki pękły, jakby próbowały uciec z garnka. Zjadł wszystko z musztardą i popił herbatą ze słoika po ogórkach.

Powtarzał sobie, że sytuacja jest pod kontrolą. Nie była. Przez kolejne dni żywił się kanapkami, zupkami w proszku i gotowymi krokietami. Julia tymczasem żyła spokojnie.

Przygotowywała sobie sałatkę, piekła kawałek ryby albo smażyła jajka. Myła własny talerz. Prała swoje bluzki. Jej część domu była uporządkowana.

Po stronie Pawła zaczynało brakować miejsca. W czwartek wpadł na pomysł. Skoro Julia nie przejmuje się jego narzekaniem, może zawstydzi się przy obcym. W piątek przyprowadził Rafała bez zapowiedzi.

„Wpadniemy tylko na chwilę. Pogadamy, zjemy coś ciepłego. ”

Usiedli na balkonie. Po kilku minutach rozmowa zeszła na kobiety.

„Dzisiaj to już niczego nie można powiedzieć” – narzekał Paweł. „Człowiek chce normalnego domu, ciepłego obiadu, porządku, a od razu robią z niego tyrana. ”

„No właśnie, moja matka pracowała i jakoś wszystko było zrobione” – powiedział Rafał. „Julia robi teraz jakiś eksperyment.

Udaje, że nie widzi zlewu, nie gotuje, nie pierze. Ale jak wróci i zobaczy, od razu się ogarnie. ”

Kwadrans później szczęknął zamek. Julia weszła zmęczona po całym dniu.

W dyspozytorni znów były opóźnienia. Marzyła tylko o ciszy i gorącym prysznicu. Zobaczyła dwie pary męskich butów. Usłyszała śmiech z balkonu i od razu zrozumiała, co Paweł wymyślił.

Nie zrobiła awantury. Zdjęła płaszcz, umyła ręce i zamówiła pizzę za siedemdziesiąt złotych. Kiedy dostawca zapukał, zapach gorącego sera rozszedł się po mieszkaniu. Paweł i Rafał natychmiast pojawili się w kuchni.

Julia otworzyła pudełko, wzięła dwa kawałki, położyła je na papierowym talerzu, a resztę zamknęła i schowała do lodówki. „A dla nas? ” – Rafał zamrugał. „Jesteście dorośli, silni i zaradni.

W zamrażarce są pierogi, w szafce chleb, w lodówce ser i masło. Paweł z pewnością coś wam przygotuje. ”

„Naprawdę nie podasz nic gościowi? ” – zapytał przez zaciśnięte zęby.

„To ty go zaprosiłeś. Ja nawet nie wiedziałam, że przyjdzie. ”

Julia zabrała talerz i poszła do pokoju oglądać serial. Rafał siedział jeszcze niecałe dwadzieścia minut.

Zjadł kanapkę, wypił piwo i nagle przypomniał sobie o pilnej sprawie. Kiedy drzwi się zamknęły, Paweł długo stał w kuchni. Po raz pierwszy dotarło do niego, że Julia wcale nie czuje wstydu. Nie zamierza ratować jego reputacji.

Nie boi się, że ktoś nazwie ją złą żoną. Następnego dnia zadzwonił do matki. Opowiadał długo, że Julia nie gotuje, nie pierze, że przed kolegą został wystawiony na pośmiewisko. Irena wzdychała do słuchawki.

W tle odezwał się donośny głos Zbigniewa: „Trzeba ją ustawić do pionu, bo jeszcze chłopakowi całkiem wejdzie na głowę. ”

Rodzice zapowiedzieli, że przyjadą w piątek. Paweł poczuł ogromną ulgę. Przez kolejne dni nie wynosił śmieci.

Zostawiał na blacie opakowania po parówkach, puste kubki i tłuste talerze. Worek z odpadkami postawił obok kosza. Chciał, żeby rodzice zobaczyli wszystko, żeby zrozumieli, jak strasznie zaniedbany jest ich syn i żeby wreszcie pokazali Julii, gdzie jest jej miejsce. Piątek zaczął się dla Julii źle.

Tuż po siódmej rano na jednym z głównych skrzyżowań zepsuł się tramwaj. Zablokował tory, a po kilku minutach cała dyspozytornia zaczęła dzwonić. „Co mamy robić? ” – pytał jeden motorniczy.

„Ludzie się awanturują” – meldował drugi. Przez kilka godzin nikt nie miał czasu nawet spokojnie wypić herbaty. Kiedy skończyła zmianę, czuła, jakby ktoś włożył jej do głowy worek kamieni. Do domu dotarła przed siódmą.

Nie zajrzała nawet do kuchni. Położyła się na kanapie i naciągnęła koc. Chciała zamknąć oczy tylko na chwilę. Nie minęło dziesięć minut, gdy w zamku przekręcił się klucz.

Najpierw wszedł Paweł, wyprostowany i zadowolony. Za nim pojawił się Zbigniew, a na końcu Irena z dwiema torbami zakupów. „No, wejdźcie. Sami zobaczycie, jak ja żyję.

Paweł poprowadził rodziców do kuchni niczym przewodnik po miejscu katastrofy. „Popatrzcie! Naczynia nieumyte, śmieci niewyrzucone, pranie leży, a ona, proszę bardzo, śpi sobie na kanapie. ”

Zbigniew zajrzał do zlewu, pokręcił głową i westchnął.

Potem ruszył do salonu, stanął nad Julią, rozstawił nogi i założył ręce na piersi. „Julia, ty tak poważnie? Mąż wraca głodny, chodzi w pogniecionych koszulach. W domu bałagan, a ty sobie leżysz.

Julia powoli podniosła głowę. „Właśnie wróciłam z pracy. ”

„Każdy pracuje” – odparł Zbigniew. „Ale kobieta powinna jeszcze zadbać o dom.

Tak było zawsze. Irena też pracowała, a jakoś obiad był, ubrania czyste, podłoga umyta. ”

„Żona ma obowiązki – ciągnął. – Męża trzeba nakarmić, koszulę wyprasować, porządek utrzymać.

Po co się ludzie pobierają, jak każdy ma żyć tylko dla siebie? ”

Julia odsunęła koc i chciała usiąść. Czuła, jak zmęczenie ustępuje miejsca złości. Wtedy Irena postawiła torby na podłodze.

Przez chwilę nic nie mówiła. Najpierw spojrzała na zlew pełen naczyń, potem na opakowania po parówkach i gotowych zupach na blacie. Następnie przeniosła wzrok na syna, który stał zadowolony, jakby właśnie wygrał ważną sprawę. Na końcu spojrzała na męża, który nadal pouczał bladą ze zmęczenia Julię.

Twarz Ireny nagle się zmieniła. Podeszła do kanapy, poprawiła koc na ramionach synowej i powiedziała łagodnie:

„Leż, dziecko, odpocznij. Wyglądasz, jakbyś cały dzień dźwigała worki z cementem. ”

„Mamo, ale przecież ona…”

Irena odwróciła się, weszła do kuchni i zdjęła z haczyka gruby ręcznik.

„Irena, co ty wyprawiasz? ”

Ręcznik świsnął w powietrzu i uderzył Zbigniewa w ramię. „Ała! Zwariowałaś?

„Może właśnie oprzytomniałam. ”

Drugi raz ręcznik trafił Pawła w plecy. „Słuchaj, synu! Chcesz z żony zrobić darmową służącą?

Ona pracuje tyle samo co ty, a może jeszcze ciężej. A ty zostawiasz jej brudne talerze i czekasz, aż sama wszystko posprząta. ”

„Ale tata nigdy nie zmywał! ”

Irena odwróciła się do Zbigniewa.

„No właśnie. Twój ojciec przez całe życie nie zmywał, nie prał i nie wiedział nawet, gdzie trzymam proszek. Wracałam z pracy, gotowałam, sprzątałam, prałam, a on leżał przed telewizorem i pytał, dlaczego zupa jest za mało słona. ”

„Irena, nie przesadzaj.

„Nie przesadzam. Przez ponad trzydzieści lat zbierałam twoje skarpety, myłam po tobie łazienkę i prasowałam koszule, a ty zachowywałeś się, jakby wszystko robiło się samo. ”

W salonie zapadła cisza. Irena oddychała ciężko, ale w jej oczach było coś nowego.

Nie złość, raczej decyzja, która dojrzewała od dawna. „To ona cię przeciwko nam nastawiła” – powiedział Paweł. Irena podeszła do syna, chwyciła go za ucho i pociągnęła w stronę kuchni. „Ona nic nie musiała robić.

Sam mi wszystko pokazałeś. ”

Wzięła ze zlewu żółtą gąbkę i wcisnęła mu ją do ręki. „To jest gąbka. Nie gryzie, nie parzy i nie odbiera męskości.

Nalewasz płyn, odkręcasz wodę i myjesz. ”

„Mamo, no przecież…”

Paweł bez słowa odkręcił kran. Irena patrzyła, jak bierze pierwszy talerz. „I zapamiętaj jedno.

Jeśli jeszcze raz spróbujesz zrobić z Julii służącą, stanę po jej stronie. Pomogę jej, jak tylko będzie trzeba. Nie pozwolę ci zmarnować życia porządnej kobiecie tylko dlatego, że tobie nie chce się podnieść z kanapy. ”

Potem odwróciła się do Zbigniewa.

„A z tobą też koniec starych zasad. ”

„Co to znaczy? ”

„To znaczy, że chcę przez jakiś czas mieszkać sama. ”

Zbigniew pobladł.

„Irena, nie wygłupiaj się. ”

„Wcale się nie wygłupiam. Pierwszy raz od lat mówię zupełnie poważnie. ”

Wzięła płaszcz, poprawiła włosy przed lustrem i spojrzała na Julię.

„Odpoczywaj. W torbach są ser, pieczywo i coś słodkiego. Jak będziesz miała siłę, zjedz. ”

Drzwi zamknęły się za nią cicho.

Irena weszła do swojego mieszkania spokojniejszym krokiem, niż sama by się po sobie spodziewała. Zbigniew siedział w fotelu przed telewizorem i czekał, aż żona ochłonie, przeprosi i zapyta, czy podgrzać mu kolację. Irena nawet na niego nie spojrzała. Weszła do sypialni i sięgnęła na pawlacz po stary brązowy kuferek na kółkach.

Zamek zacinał się jak zawsze, więc szarpnęła mocniej, aż wreszcie puścił. Otworzyła szafę. Do środka poleciały koszule Zbigniewa, dwa swetry, spodnie dresowe, bielizna, skarpety i przybory do golenia. Nie składała niczego starannie.

Przez trzydzieści lat składała mu wszystko w równą kostkę. Teraz wystarczyło, że się zmieściło. Zbigniew stanął w drzwiach sypialni. „Co ty robisz?

„Pakuję cię. ”

„Irena, przestań się wygłupiać. ”

„Mam dość gotowania dla dorosłego człowieka, który nawet talerza po sobie nie odniesie. Mam dość zbierania twoich skarpet i słuchania, że zupa jest za słona albo za mało słona.

„Ale przecież jesteśmy małżeństwem. ”

„Właśnie dlatego wytrzymałam tyle lat. ”

Wyciągnęła walizkę do przedpokoju i postawiła obok jego butów. „Chcę wreszcie wypić kawę, zanim wystygnie.

Chcę przeczytać książkę do końca. Chcę pójść z koleżankami do kawiarni i nie zastanawiać się, czy masz co zjeść. Jesteś dorosły, poradzisz sobie. ”

Zbigniew próbował protestować, ale Irena otworzyła drzwi.

„Na razie zamieszkasz gdzie indziej. ”

„A gdzie mam iść? ”

„To już nie mój problem. ”

Dwie godziny później zadzwonił dzwonek u Julii i Pawła.

Julia otworzyła drzwi i zobaczyła Zbigniewa z walizką. Wyglądał jak człowiek, który wyszedł po gazetę i przypadkiem stracił całe dotychczasowe życie. „Wpuścisz mnie? Irena przesadza.

Rano jej przejdzie. ”

Julia odsunęła się od drzwi. „Może pan wejść, ale od razu ustalimy zasady. ”

Zbigniew zdjął buty i spojrzał w stronę kuchni.

Paweł właśnie wyjmował pranie z bębna i próbował rozpoznać, które rzeczy można suszyć razem. „Widzisz, synu? Obaj trafiliśmy pod kobiece rządy. ”

Julia usłyszała to doskonale.

„Nie pod kobiece rządy, tylko pod dach, za który ktoś płaci. ”

Następnego ranka usiedli przy stole. Julia postawiła przed nimi kartkę. „Czynsz, prąd, woda i internet to razem około tysiąca dwustu złotych miesięcznie.

Do tego jedzenie, środki czystości i cała reszta. ”

Zbigniew skrzywił się. „Chcesz ode mnie pieniądze? ”

„Nie jest pan rodziną, ale skoro mieszka pan tutaj, będzie pan uczestniczył w obowiązkach.

„Ja nigdy nie zajmowałem się gospodarstwem. ”

„W takim razie będzie okazja się nauczyć. Niedrogi hostel kosztuje około stu pięćdziesięciu złotych za noc. ”

Zbigniew zacisnął usta.

„Co mam robić? ”

Tak zaczęła się najdłuższa dla obu mężczyzn część tygodnia. Paweł nauczył się sortować pranie. Najpierw wrzucił białe koszule razem z ciemnymi skarpetami i Julia zdążyła zatrzymać pralkę w ostatniej chwili.

„Jasne osobno, ciemne osobno. To naprawdę nie jest fizyka jądrowa. ”

Następnego dnia odkurzał salon, mył łazienkę, wynosił śmieci i ścierał kurz. Zbigniew dostał listę zakupów.

Za pierwszym razem wrócił z trzema bochenkami chleba, ale bez mleka, jajek i papieru toaletowego. „Zapomniałem. ”

„Dlatego dostał pan kartkę. ”

Po kilku dniach nauczył się porównywać ceny za kilogram, sprawdzać daty ważności i kupować tylko to, czego brakowało.

Rano robił kanapki, gotował jajka i parzył herbatę. Po śniadaniu wycierał stół i mył naczynia. Julia pilnowała porządku, ale nie ratowała ich, gdy coś poszło źle. Gdy Paweł rozsypał proszek, sam zamiatał.

Gdy Zbigniew przypalił jajecznicę, sam szorował patelnie. Pod koniec tygodnia w mieszkaniu było czyściej niż wcześniej. Tylko Zbigniew stawał się coraz bardziej ponury. Irena ani razu nie zadzwoniła.

W sobotę wieczorem Paweł pokazał ojcu zdjęcie na portalu społecznościowym. Irena siedziała w kawiarni z dwiema koleżankami. Przed nią stała filiżanka kawy i kawałek sernika. Miała uczesane włosy, lekki makijaż i uśmiechała się tak swobodnie, że wyglądała o kilka lat młodziej.

Zbigniew długo patrzył na ekran. „Dobrze się bawi. ”

„Wygląda na to, że tak” – odparła Julia. W niedzielę rano zastała go przy oknie.

Stał w ciszy i patrzył na parking. „Chce pan wrócić do domu? ”

„Przecież to mój dom. ”

„W takim razie musi pan pokazać Irenie, że coś pan zrozumiał.

Julia położyła na stole białą kiełbasę, warzywa, butelkę zakwasu, przyprawy i duży garnek. Obok położyła fartuch. „Irena uwielbia domowy żurek. Przez wszystkie lata gotowała dla pana.

Ale czy pan kiedykolwiek przygotował obiad specjalnie dla niej? ”

„Nie umiem. ”

„To się pan nauczy. Od tego obiadu może zależeć, czy Irena w ogóle będzie chciała pana jeszcze wpuścić do domu.

Zbigniew długo patrzył na fartuch. „Naprawdę od tego mamy zacząć? ”

„Od czegoś trzeba. Najpierw warzywa – marchew, pietruszka, kawałek selera.

Proszę obrać i pokroić. ”

Zbigniew westchnął ciężko, zawiązał fartuch i wziął nóż. Pierwsza marchew wyglądała po obraniu tak, jakby przeżyła spotkanie z tarką i piłą jednocześnie. Julia uniosła brwi, ale niczego nie poprawiła.

„Za grubo? ”

„Ale tym razem zjemy także błędy. ”

Po kilku minutach skórki leżały na desce, kawałki warzyw rozsypały się po blacie, a on sam miał minę człowieka, który właśnie wykonał pół dnia ciężkiej pracy. „Teraz do garnka.

Najpierw trzeba przygotować wywar. Zimna woda, warzywa, liść laurowy, ziele angielskie. I proszę pilnować ognia. ”

„Przecież garnek sam się gotuje.

„Właśnie od takich zdań zaczyna się przypalona kuchnia. ”

Kiedy woda zaczęła wrzeć, na powierzchni pojawiła się piana. Zbigniew patrzył na nią z nieufnością. „Co to jest?

„To, co trzeba zebrać. ”

„Czym? ”

„Łyżką cedzakową. Leży przed panem.

Zaczął ostrożnie zdejmować pianę, marszcząc czoło z takim skupieniem, jakby rozbrajał ładunek wybuchowy. Potem przyszła kolej na kiełbasę. Pokroił ją w nierówne plastry. „Te są grube, te cienkie.

„W smaku będą takie same. ”

„Być może, ale gotowanie to nie wrzucanie wszystkiego do jednego garnka i nadzieja, że jakoś się uda. ”

Po kilkunastu minutach w kuchni zrobiło się ciepło. Para osiadała na szybie.

Zapach kiełbasy i przypraw wypełniał mieszkanie. Zbigniew stał przy kuchence, mieszał, sprawdzał ogień, dodawał zakwas i próbował nie pomylić majeranku z pieprzem. „Ile tego wlać? ” – zapytał, trzymając butelkę nad garnkiem.

„Powoli i proszę spróbować. ”

„Ja? ”

„A kto ma wiedzieć, czy jest dobre? ”

Zbigniew nabrał odrobinę zupy na łyżkę.

Skrzywił się. „Kwaśne. ”

„Żurek ma być kwaśny. Ale może za bardzo.

To proszę dodać trochę wywaru, nie pół szklanki cukru. ”

Po godzinie bolały go plecy. Nogi zrobiły się ciężkie, a kark sztywny. Oparł dłonie o blat i spojrzał na zegar.

„To trwa wieczność. ”

„Minęły niecałe trzy godziny. ”

Julia usiadła przy stole z kubkiem herbaty. „Irena robiła to przez lata.

Czasem po pracy, czasem chora, czasem zmęczona. A po obiedzie zostawały jeszcze naczynia, podłoga i pranie. ”

Zbigniew spojrzał na swoje ręce. „Myślałem, że obiad to, no wiesz, wrzuci się coś do garnka i gotowe.

„Wiem, co pan myślał. ”

Kiedy żurek był gotowy, Zbigniew odsunął garnek i odetchnął z ulgą. „No, to już koniec. ”

Julia wskazała na blat.

Leżały tam brudne noże, deski, miski, łyżki i rozsypane przyprawy. W zlewie czekał mniejszy garnek, a na podłodze widniały krople zakwasu. „Dopiero połowa. ”

„Jak to połowa?

„Trzeba jeszcze po sobie posprzątać. ”

Zbigniew jęknął, ale zakasał rękawy. Mył naczynia wolniej niż Paweł pierwszego dnia. Za to dokładnie.

Wytarł stół, opłukał zlew, przetarł kuchenkę i zamiatał tak długo, aż pod krzesłami nie została ani jedna skórka. Kiedy skończył, usiadł ciężko na taborecie. „Człowiek naprawdę może się przy tym narobić. ”

„Może Irena robiła to codziennie?

„Tak. ”

Zbigniew spuścił wzrok. Po chwili sam zamówił taksówkę. Kurs kosztował około czterdziestu pięciu złotych.

Garnek owinęli grubym ręcznikiem i włożyli do dużej torby, żeby zupa nie wystygła. Gdy stanął przed własnymi drzwiami, przez dłuższą chwilę nie naciskał dzwonka. Wreszcie się odważył. Irena otworzyła po chwili.

Miała na sobie nowy domowy szlafrok, włosy spięte z tyłu i książkę w ręku. Wyglądała spokojnie. Spojrzała na męża, potem na torbę. „Po co przyszedłeś?

„Ugotowałem ci żurek. ”

Irena uniosła brwi. „Ty? ”

„Julia mi mówiła, co robić, ale obierałem, kroiłem, mieszałem i sprzątałem sam.

„Naczynia też umyłeś? ”

„Wszystkie. I kuchenkę, i podłogę. ”

Irena przyjrzała mu się uważnie.

„Czego chcesz, Zbyszek? ”

Zbigniew ścisnął uchwyty torby. „Chcę wrócić, ale nie tak jak wcześniej. Zrozumiałem, że traktowałem wszystko, co robiłaś, jak coś oczywistego.

Byłem niesprawiedliwy. ”

Irena milczała. „Mogę gotować? – dodał szybko.

– Nie codziennie, od razu, ale się nauczę. Mogę chodzić po zakupy, sprzątać i płacić rachunki na czas. Tylko daj mi szansę. ”

Irena spojrzała na garnek.

„Jedną próbną. ”

Zbigniew odetchnął. „Ale od jutra na lodówce wisi grafik. Kto gotuje, kto sprząta, kto robi zakupy, kto pierze i kto opłaca rachunki.

Nie będę ci przypominać, nie będę poprawiać i nie wracam do starego życia. ”

„Zgoda. ”

„A jeśli zaczniesz marudzić, wrócę do Julii kroić warzywa. ”

Irena nie wytrzymała i uśmiechnęła się.

„Pnieś ten garnek, kucharzu. ”

Tego dnia rozwód odłożono na później. Nie odwołano go całkiem. Irena chciała najpierw zobaczyć czyny, nie obietnice.

Tymczasem Paweł kończył myć podłogę w przedpokoju. Wypłukał mop, wylał brudną wodę i sam wstawił pranie. Julia przeszła obok, spojrzała na czystą podłogę i skinęła głową. „Dobra robota.

Paweł usiadł ciężko na krześle. „Julia, może dziś zamówimy coś do jedzenia albo pójdziemy do małej restauracji? Nie mam już siły patrzeć na kuchnię. ”

„Możemy.

Paweł od razu się ożywił. „Naprawdę? ”

„Oczywiście. Ty płacisz.

Paweł westchnął, ale sięgnął po telefon. Wieczorem jednak został w domu. Wyjął z lodówki resztkę makaronu, podgrzał ją na patelni i przełożył na papierowy talerz. Usiadł przy stole, spróbował i pokiwał głową.

Makaron bez mięsa wcale nie był taki zły, zwłaszcza kiedy po kolacji nie zostawała góra naczyń do mycia.