Była trzecia nad ranem, kiedy telefon wyrwał Paulinę z głębokiego snu. Zanim zdążyła w pełni otrzeźwieć, odrzuciła połączenie, pewna, że to spam. Ale telefon zadzwonił ponownie. I znowu.

W końcu odebrała. W słuchawce rozległ się znajomy, zbyt pewny siebie głos. „No nareszcie. Ty chyba specjalnie nie odbierasz”.
Paulina zamarła. To była Renata, jej kuzynka, której nie widziała od lat. „Jest trzecia w nocy” — powiedziała chłodno. „Co się dzieje?
”
„Przestań spać i odbieraj gości. Jesteśmy już na miejscu. W Warszawie. Na dworcu”.
Paulina usiadła prosto. Serce zaczęło bić szybciej, ale tym razem nie ze strachu. „Kto jesteśmy? ”
„No jak to kto?
Ja, Tomek i Kacper. Przyjechaliśmy na kilka dni pozwiedzać stolicę. No i do ciebie oczywiście”. Paulina zaśmiała się bez cienia radości.
„Chyba żartujesz”. „Stoimy tu już kawał czasu” — odparła Renata z pretensją. „Zimno jak cholera, dziecko marudzi, a ty jeszcze pytania zadajesz”. „Nie zapraszałam was”.
„No i co z tego? Rodzina jesteśmy, nie? Czy już zapomniałaś? ”
Paulina zacisnęła zęby.
Przypomniała sobie, że jutro rano ma ważne spotkanie o pracę. Wstała o świcie, żeby się wyspać, a teraz roztrzęsiona siedziała w ciemnej kuchni. „Weźcie taksówkę” — powiedziała krótko. „Taksówkę?
A ty po co masz samochód? Twoja matka się chwaliła, że sobie kupiłaś”. „To nie znaczy, że jestem kierowcą na zawołanie”. „No nie wierzę.
Myślałam, że normalnie nas odbierzesz, zawieziesz, pokażesz miasto”. „Posłuchaj” — Paulina wzięła głęboki oddech. „W internecie jest pełno ofert noclegów. Znajdziecie coś bez problemu”.
„Ty chyba zwariowałaś. Serio ci Warszawa do głowy uderzyła? ” — syknęła Renata. „Kiedyś byłaś inna”.
Po chwili ciszy Renata rzuciła: „Dobra, siedź sobie. Zobaczymy jeszcze” — i rozłączyła się. Paulina jeszcze przez moment trzymała telefon przy uchu, nie wierząc, że to koniec. Ale wiedziała, że to dopiero początek.
Nie pomyliła się. Minutę później telefon zadzwonił ponownie. „No halo, Paulina, ty wyprawiasz” — usłyszała ostry, podniesiony głos. „Dzień dobry ciociu Bożeno” — odpowiedziała spokojnie, choć w środku wszystko się w niej gotowało.
„Jakie dzień dobry! Ja się pytam, co to za cyrki? Czemu ty się tak do Renaty odzywasz? ”
„Jest środek nocy.
I nikt mnie nie uprzedził, że ktoś przyjedzie”. „Nie trzeba uprzedzać rodziny. To nie są obcy ludzie”. „Ciociu, ja jutro mam ważne spotkanie.
Naprawdę nie mogę teraz”. „Nie możesz? A ja mogę patrzeć, jak moja córka z dzieckiem marznie na dworcu? ”
Te słowa uderzyły mocniej, niż Paulina chciałaby przyznać.
„Nikt im nie kazał przyjeżdżać w nocy” — powiedziała cicho. „O, proszę. Już się wielka pani zrobiła. Warszawa, własne mieszkanie i człowiek zapomina, skąd pochodzi”.
„Ja niczego nie zapomniałam”. „To może przypomnę” — syknęła Bożena. „To mieszkanie to nie jest tylko twoje. To po mojej matce.
A Renata też była jej wnuczką. Czy może o tym zapomniałaś? ”
Paulina zacisnęła palce na kołdrze. „Ciociu, babcia podjęła decyzję świadomie”.
„Bo ją zmanipulowałaś. To już było za dużo”. „Nie” — Paulina przerwała jej stanowczo. „Bo ktoś przy niej był.
Tyle”. Po drugiej stronie zapadła krótka cisza. „Nieważne! ” — prychnęła w końcu Bożena.
„Teraz ważne jest to, że Renata zaraz do ciebie przyjdzie i masz ją przyjąć normalnie jak rodzinę. Ona ma twój adres”. „Oczywiście. Myślisz, że trudno go zdobyć?
”
I rozłączyła się. Paulina powoli odłożyła telefon. Spojrzała po swoim małym mieszkaniu. Kiedy babcia potrzebowała pomocy, nikt nie mówił „nasze”.
Wtedy była sama, a teraz nagle wszyscy sobie przypomnieli. Ledwo zrobiła kilka kroków w stronę kuchni, rozległ się dzwonek do drzwi, a zaraz po nim głośne, niecierpliwe pukanie. Paulina otworzyła i aż wstrzymała oddech. Renata stała w progu, ciężko oparta na nodze.
Zmieniła się i to bardzo. Twarz miała zmęczoną, pod oczami cienie. Ubrania opinały się na niej nienaturalnie. Włosy związane byle jak, między ciemnymi pasmami przebijały się siwe nitki.
„No co tak patrzysz? Nie poznajesz mnie? ” — rzuciła bez powitania. „Po prostu dawno się nie widziałyśmy”.
Renata prychnęła i bez zaproszenia przecisnęła się do środka. Za nią wszedł Tomek, milczący, przygarbiony, jakby chciał zniknąć. A zaraz potem wbiegł mały chłopiec. „Mamo, tu jest kanapa!
” — krzyknął i zanim ktokolwiek zareagował, wskoczył na nią i zaczął skakać. „Kacper, tylko nie rozwal czegoś” — rzuciła Renata od niechcenia, nawet na niego nie patrząc. W tym samym momencie rozległo się charakterystyczne stuknięcie w kaloryfer — sąsiedzi, którzy próbowali spać. „Jest noc.
Ludzie śpią” — powiedziała Paulina spokojnie. „Aha, noc” — przytaknęła Renata, rozglądając się po mieszkaniu. „A ty, widzę, już kawkę sobie robisz”. Renata w dwóch krokach znalazła się przy lodówce i otworzyła ją bez żadnych ceregieli.
Wyciągnęła plastikowy pojemnik, zajrzała. „Marchewka, ogórek… Ty co, króliki hodujesz? ” — skrzywiła się. „A gdzie normalne jedzenie?
Jakaś zupa, mięso, cokolwiek”. „Jem normalnie” — odpowiedziała krótko Paulina, zbierając szkło z podłogi, które spadło, gdy weszli. „To ja nie wiem, co to za normalność. Same warzywa.
Człowiek powinien coś porządnego zjeść. Schabowy, ziemniaczki”. „Jutro możecie iść do sklepu. Kupicie, co chcecie, i ugotujecie sobie” — rzuciła Paulina.
Renata spojrzała na nią uważnie. „Czyli co? Ty nas nie zamierzasz nakarmić? ”
„Nie zapraszałam was”.
Zapadła cisza. Nawet Kacper na chwilę przestał skakać. „No nie! Serio?
” — wycedziła Renata. „To chociaż łóżko przygotuj. My padamy na twarz”. „Powiem raz jeszcze” — zaczęła Paulina, już wyraźnie twardziej.
„Nie spodziewałam się was i nie mam tutaj dodatkowych miejsc do spania”. „Jak to nie masz? Kanapa jest”. „Jest jedna.
Możecie spać na niej we trójkę”. Renata aż otworzyła usta. „Ty jesteś bezczelna, wiesz? Mieszkasz w mieszkaniu po babci i tak traktujesz rodzinę”.
„Kup sobie materac, choćby dmuchany” — ciągnęła, rozkręcając się. „My z Tomkiem śpimy na kanapie. Kacper się gdzieś zwinie, a ty możesz na kuchni przeczekać”. Tomek poruszył się niespokojnie przy drzwiach, ale nic nie powiedział.
„Nie” — odpowiedziała Paulina spokojnie. „I nie będziesz mi mówić, co mam robić we własnym mieszkaniu”. „Oho. To już twoje mieszkanie?
”
„Tak. Naprawdę”. Paulina westchnęła lekko i oparła się o blat. „Słuchaj.
Ja nie mam teraz pracy. Jestem na urlopie bezpłatnym. Niedawno kupiłam samochód, spłacam go. Jeśli tu zostajecie, to kupujecie jedzenie za swoje i dokładacie się do rachunków.
Prąd, woda, to wszystko kosztuje”. „Ty chyba żartujesz. My mamy ci jeszcze płacić za to, że nas łaskawie wpuściłaś? ” — głos Renaty podniósł się o kilka tonów.
„Nikt was nie zapraszał” — przypomniała Paulina. Znów cisza, tym razem cięższa. Ale Paulina czuła, jak w środku wszystko układa się na swoje miejsce. Jeszcze chwilę temu była zmęczona, niepewna.
Teraz jakby ktoś włączył światło. Spojrzała na Renatę, na jej zaciśnięte usta, na te pretensje, jakby wszystko jej się należało. I nagle przyszła kolejna myśl. Michał.
Za trzy tygodnie mieli iść do urzędu stanu cywilnego. Bez wielkiego wesela, tylko podpisy, potem obiad gdzieś na mieście. Potem miała się do niego przeprowadzić, a to mieszkanie wynająć. I nagle aż ją zmroziło.
Co by było, gdyby Renata wpadła miesiąc później? Stałaby w progu przed obcymi ludźmi. Robiłaby awanturę komuś, kto nie miał z nią nic wspólnego. „Słuchaj” — odezwała się Renata, wyrywając ją z zamyślenia.
„My nie mamy za dużo pieniędzy, wiesz? Na prowincji nie zarabia się kokosów. Liczyliśmy na ciebie. To chyba normalne”.
„Nie” — odpowiedziała Paulina spokojnie. „To nie jest normalne”. „Naprawdę Warszawa cię zepsuła. Kiedyś byłaś inna.
Zawsze się dzieliłaś, pomagałaś”. Paulina nie odpowiedziała. Po prostu odwróciła się i zaczęła nalewać sobie wody do czajnika. Nie było sensu się tłumaczyć.
I tak nie usłyszy. „Śpijcie” — powiedziała w końcu. „Jutro możecie poszukać czegoś dla siebie”. Renata prychnęła, ale tym razem nie odpowiedziała od razu.
Była zmęczona, widać to było w każdym jej ruchu. „Dobra. Zobaczymy rano” — rzuciła i poszła do pokoju. Tomek ruszył za nią bez słowa.
Kacper już spał, skulony na fotelu. Po chwili rozległ się szelest pościeli, przytłumione rozmowy, skrzypienie kanapy. Paulina została sama w kuchni. Było już grubo po trzeciej.
Sen nie wchodził w grę. W głowie krążyły myśli o jutrzejszym spotkaniu, o Michale, o tym wszystkim, co właśnie się wydarzyło. Z pokoju zaczęły dobiegać pierwsze odgłosy chrapania. Paulina uniosła lekko kącik ust.
O szóstej rano Paulina nadal nie spała. Siedziała przy stole z kubkiem zimnej herbaty w dłoniach. Z pokoju dobiegało głośne chrapanie. Była zmęczona, oczy piekły, ale gdzieś pod tą warstwą zmęczenia było coś jeszcze.
Coś twardszego. Decyzja. Wstała gwałtownie. Poszła do łazienki, przekręciła klucz w zamku i odkręciła wodę na pełen strumień.
Potem włączyła radio. Głośniej niż zwykle. Dużo głośniej. Z głośnika popłynęła energiczna, poranna piosenka.
Paulina stanęła pod prysznicem i zaczęła cicho podśpiewywać. Po chwili już głośniej, a potem zupełnie normalnie, bez skrępowania. Nigdy tak nie robiła. Zawsze uważała, żeby nie przeszkadzać sąsiadom.
Ale teraz coś się zmieniło. To było jej mieszkanie, jej poranek, jej życie. Pukanie do drzwi łazienki rozległo się nagle, ostro. „Paulina.
Człowiekiem bądź. Daj się wyspać”. Paulina zakręciła wodę, ale radia nie ściszyła. „Za dużo spania szkodzi” — odpowiedziała spokojnie.
Za drzwiami zapadła napięta cisza. Paulina owinęła się ręcznikiem i wyszła z łazienki, jakby nic się nie stało. Przeszła do pokoju i zatrzymała się na środku. „Wszyscy wstają.
I proszę do kuchni. Muszę się przygotować”. Renata podniosła się na łokciu, mrużąc oczy. „Ty sobie żartujesz?
”
„Nie” — odpowiedziała krótko Paulina. „A nie możesz się ubrać w łazience albo w kuchni? ”
„Nie. Mam tu lustro i wszystko, czego potrzebuję.
Proszę wyjść”. Tomek już wstał, ziewając. Kacper zaspany potarł oczy i zsunął się z kanapy. Renata jeszcze przez chwilę patrzyła na Paulinę, jakby chciała coś powiedzieć, ale w końcu tylko cmoknęła i wstała.
„Chodźcie” — rzuciła do swoich. Po chwili drzwi się zamknęły. Paulina podeszła do szafy. Wszystko było przygotowane od wczoraj.
Biała bluzka, ciemny, prosty komplet. Elegancko, schludnie. Zaczęła się szykować powoli, dokładnie. Makijaż delikatny, ale dopracowany.
Z kuchni dobiegały przytłumione głosy, czasem jakiś komentarz Renaty pełen niezadowolenia. Paulina nie reagowała. Minęło dobre pół godziny. „Długo jeszcze?
” — zawołała w końcu Renata, uchylając drzwi. „Tak” — odpowiedziała spokojnie Paulina, nawet na nią nie patrząc. „Poczekajcie”. Zamknęła drzwi z powrotem.
Usiadła przy stole z laptopem. Przejrzała notatki, pytania, odpowiedzi. W głowie układała wszystko raz jeszcze. W końcu drzwi otworzyły się z hukiem.
Renata wpadła do środka, czerwona na twarzy, rozczochrana. „Dobra, koniec tego! Pakujemy się i wychodzimy”. Tomek spojrzał na nią zaskoczony, ale nie protestował.
Zaczął zbierać rzeczy. „Z taką rodziną to naprawdę wrogów nie trzeba” — ciągnęła Renata, wrzucając ubrania do torby. „My tu przyjechaliśmy z dobrym sercem, a ty? ” — machnęła ręką.
„Szkoda gadać”. Kacper patrzył zdezorientowany, ale też zaczął zbierać swoje rzeczy. „Nigdy więcej tu nie przyjedziemy” — dodała Renata. „I dobrze ludzie mówią o tej Warszawie”.
Po chwili drzwi wejściowe trzasnęły głośno. Cisza. Prawdziwa, głęboka cisza. Paulina stała przez moment bez ruchu, potem powoli wypuściła powietrze, nawet nie zdając sobie sprawy, jak długo je wstrzymywała.
Rozejrzała się. Rozrzucone rzeczy, pognieciony koc, ślady czyjejś obecności. „Posprzątam wieczorem” — powiedziała do siebie. Teraz nie było na to czasu.
Spotkanie poszło lepiej niż dobrze. Paulina mówiła pewnie, spokojnie. Odpowiadała bez wahania. Nawet kiedy padły trudniejsze pytania, nie straciła rytmu.
Pod koniec rozmowy dyrektor, o którym tyle słyszała, lekko się uśmiechnął. To wystarczyło. Wyszła na ulicę i złapała się na tym, że się uśmiecha. Wieczorem mieszkanie znowu było jej.
Czyste, uporządkowane, spokojne. Otworzyła okno, wpuściła świeże powietrze. Na stole zapaliła świecę o zapachu wanilii. Michał miał zaraz przyjechać.
Wtedy zadzwonił telefon. „Mamo” — odebrała Paulina. „Co się stało? ”
Głos Elżbiety był wyraźnie zaniepokojony.
„Dzwoniła Bożena. Strasznie się skarżyła. Ja nic nie rozumiem”. Paulina zamknęła na chwilę oczy, potem uśmiechnęła się lekko.
„Spokojnie, mamo” — powiedziała miękko. „Nic się nie stało. Na pewno. Po prostu Renacie nie spodobało się w Warszawie”.
Krótka pauza. „No bywa” — westchnęła matka. Paulina spojrzała na płomień świecy.
„Bywa” — powtórzyła cicho i tym razem naprawdę poczuła spokój.


