Leżałam na szpitalnym łóżku cała we krwi, ale słyszałam każde słowo zza drzwi. Mój mąż Kamil spokojnie mówił lekarzowi: „Tej operacji nie będzie. Podpisuję rezygnację z leczenia. Gdy ona umrze,…

Leżałam na szpitalnym łóżku cała we krwi, ale słyszałam każde słowo zza drzwi. Mój mąż Kamil spokojnie mówił lekarzowi: „Tej operacji nie będzie. Podpisuję rezygnację z leczenia. Gdy ona umrze,...

Słyszę każde słowo zza drzwi, choć leżę we krwi na szpitalnym łóżku. Głos doktora Kwiatkowskiego jest spokojny, rzeczowy: rozległy krwotok wewnątrzczaszkowy, pęknięta śledziona, natychmiastowa operacja, kaucja osiemdziesiąt tysięcy. Potem cisza. I głos Kamila, mojego męża od siedmiu lat.

Thumbnail

„Tej operacji nie będzie. Jestem jej mężem. Mam prawo podpisać oświadczenie o rezygnacji z leczenia. ”

Doktor pyta z niedowierzaniem, czy Kamil zdaje sobie sprawę, że bez operacji nie przeżyję nocy.

Kamil odpowiada z lodowatym spokojem. Mówi, że moi rodzice zginęli trzy lata temu, że w rodzinie nie ma nikogo innego, że tylko on ma prawo decydować. A potem dodaje coś, co zamraża mi krew w żyłach: „Nie mam pieniędzy. Gdy ona umrze, jej wielomilionowy majątek przejdzie na mnie.

Słyszę szelest papieru, skrzypienie pióra. Kamil podpisuje rezygnację. Mówi, że musi już iść, że ma pilną sprawę. Doktor Kwiatkowski pyta z gniewem, czy Kamil w ogóle jest człowiekiem.

Kamil prycha: „Żona? Wkrótce już nią nie będzie. Muszę kogoś odebrać. ”

Łzy mieszają mi się z krwią i spływają do uszu.

Czuję, jakbym spadała w ciemność. Ale zanim narkoza mnie pochłonie, słyszę jeszcze głos doktora Kwiatkowskiego, który mówi do pielęgniarki, żeby nie zwracała uwagi na tego drania, że operujemy natychmiast. I jedną myśl, która zostaje mi w głowie: muszę żyć. Muszę żyć, żeby zobaczyć, jak ten człowiek poniesie karę.

Budzę się po trzech dniach na intensywnej terapii. Doktor Kwiatkowski stoi przy moim łóżku z westchnieniem ulgi. Mówi, że miałam szczęście, ale że przez te trzy dni mój mąż ani razu nie zadzwonił, ani razu nie przyszedł. Szpital dzwonił do niego ponad dwadzieścia razy, a on zawsze odpowiadał, że jest zajęty spotkaniami z klientami.

Doktor dodaje, że pokrył część kosztów operacji i że muszę uważać. Kiedy Kamil dowiedział się, że się obudziłam, podobno powiedział tylko: „Jednak się obudziła” – i się rozłączył. Z trudem dziękuję doktorowi. On wyjmuje z kieszeni fartucha przezroczystą torebkę.

W środku są karta SIM i karta pamięci z wideorejestratora. Pielęgniarka znalazła je w moich rzeczach. Kiedy po kilku dniach mogę już mówić, proszę doktora o pomoc w odtworzeniu zawartości telefonu. Widzę wiadomości od Alicji, mojej dyrektor finansowej.

Kamil przelał z konta firmy milion złotych, rzekomo dla dostawców, którzy twierdzą, że nie dostali pieniędzy. Potem kolejne pięćset tysięcy dla Sylwii Malinowskiej. Konto firmy jest prawie puste. Sylwia Malinowska.

Była stażystka w mojej firmie. Dwudziestodwulatka o słodkim głosie, która zawsze wołała na mnie „pani prezes” z wielką serdecznością. Mówiłam kiedyś Kamilowi, że ta dziewczyna jest bystra, że warto ją szkolić. Teraz wiem, że byłam idiotką.

Otwieram nagranie z wideorejestratora. Kamil siedzi za kierownicą, Sylwia na miejscu pasażera. Kładzie nogi na desce rozdzielczej i pyta, kiedy Kamil się z nią ożeni. Jest w czwartym miesiącu ciąży.

Kamil szczypie ją w policzek i mówi: „Poczekaj, aż załatwię sprawy z tamtą kobietą. Wtedy urządzę ci wspaniały ślub. Jak odejdzie, firma, dom, oszczędności – wszystko będzie nasze. ”

Trzymam telefon, a paznokcie wbijają mi się w dłoń.

Kamil od dawna czekał na moją śmierć. Sylwia jest w ciąży. I jeszcze jedna myśl, której nie mogę się pozbyć: czy w wypadek moich rodziców sprzed trzech lat też był zamieszany? Proszę Alicję, żeby przyniosła do szpitala księgi rachunkowe.

Przychodzi z czerwonymi, opuchniętymi oczami. Przeprasza, mówi, że Kamil groził jej, że jeśli powie mi o rachunkach, oskarży ją o defraudację. Mówi, że Kamil przelał ponad trzy miliony: milion to kapitał obrotowy firmy, reszta to przelewy z konta firmowego. Kupił Sylwii mieszkanie i Porsche.

Jest też przelew na osiemset tysięcy dla Ryszarda Majewskiego z adnotacją „zapłata za prace budowlane”, chociaż nasza firma nie ma z nim żadnych interesów. I coś jeszcze gorszego: dzień po moim przyjęciu do szpitala Kamil wziął pieczęć firmową i złożył wniosek o kredyt obrotowy na dwa miliony złotych. Dzwonię do mecenasa Marka Lisowskiego, doradcy prawnego moich rodziców. Jedyna osoba, której jeszcze ufam.

Po długiej ciszy pyta, czy jestem pewna, że chcę to zrobić. Mówię mu, że Kamil, podpisując rezygnację z mojego leczenia, nie zostawił mi żadnej drogi ucieczki. Proszę o trzy rzeczy: zabezpieczenie majątkowe i zamrożenie kont, zmianę testamentu – cały majątek ma trafić do fundacji na rzecz dzieci, Kamil nie dostanie ani grosza – oraz pełnomocnictwo dla Alicji, która przejmie firmę, a Kamil zostanie odwołany ze wszystkich stanowisk. Mecenas się zgadza, ale stawia warunek: mam nie konfrontować się z Kamilem, udawać śpiączkę jak najdłużej.

On zna Kamila – wygląda na uczciwego, ale jest bezwzględny. Obiecuję mu, że nie będę ryzykować życia. Chowam telefon pod poduszkę i zamykam oczy. Kamilu Wolski, tak bardzo chcesz mojej śmierci?

To teraz zobaczysz, jak zmarła wciąga cię do piekła. Udaję śpiączkę przez pół miesiąca. Kamil przychodzi dwa razy. Pierwszy raz dzień po tym, jak mecenas złożył wniosek o zabezpieczenie majątkowe.

Pielęgniarka mówi, że miał nietęgą minę, ciągle pytał, czy jest szansa, że się obudzę. Stał niecałe pięć minut i wyszedł. Drugi raz przychodzi z Sylwią. Słyszę jej piskliwy głos: „Kiedy ona wreszcie odejdzie?

Jestem w piątym miesiącu. Jak tak dalej pójdzie, dziecko się urodzi. ” Kamil każe jej mówić ciszej, że to szpital. Sylwia prycha: „Czego się boisz?

I tak nie słyszy. Żywa trąbka. Boisz się, że nagle wstanie i cię ugryzie? ” Pyta, co się stało z majątkiem, który miał być jego.

Kamil mówi, że „ten stary lis Lisowski” się wtrącił, ale że jak tylko umrę, jest pierwszy w kolejce do spadku. „Odmrożenie to tylko kwestia czasu. ”

Sylwia się niecierpliwi. Kamil ją uspokaja: „Rozmawiałem już z zakładem pogrzebowym.

Jak tylko odejdzie, od razu kremacja. Potem natychmiast organizuję ślub. ”

Leżę, a moje palce pod kołdrą zaciskają się w pięść. Kiedy wychodzą, Sylwia staje przed drzwiami sali i patrząc na mnie przez szybę mówi z zimnym uśmiechem: „Dominiko Borowska, i na ciebie przyszła kolej.

Kiedyś w firmie byłaś taka wszechmocna, a teraz? Niczym się nie różnisz od trupa. Kiedy umrzesz, ja będę mieszkać w twoim domu, wydawać twoje pieniądze i sypiać z twoim facetem. ”

Otwieram oczy, siadam i dzwonię do doktora Kwiatkowskiego.

Muszę wyjść na chwilę ze szpitala, choć on protestuje, że moje zdrowie jeszcze nie jest w pełni odzyskane. Mówię, że są sprawy, które muszę załatwić osobiście. Tego popołudnia, przebrana w cywilne ubranie, czapkę i maseczkę, wymykam się tylnymi drzwiami. Alicja czeka w samochodzie.

Mecenas Lisowski czeka w kancelarii. Nakaz zabezpieczenia majątkowego został wydany. Testament poświadczony notarialnie. Pełnomocnictwo dla Alicji ważne.

Wreszcie mogę odetchnąć. Mecenas mówi, że jest jeszcze jedna sprawa. Sprawdził Sylwię. Rzeczywiście ma na siebie mieszkanie i Porsche warte około miliona złotych, kupione za pieniądze z konta firmowego.

Ale znalazł też coś innego. Kładzie przede mną zdjęcie. Sylwia stoi przy samochodzie, obok niej mężczyzna około czterdziestki w okularach przeciwsłonecznych i czarnej kurtce. Rozpoznaję go od razu.

To Ryszard Majewski, dobry kolega Kamila, przedsiębiorca budowlany. Mecenas podejrzewa, że relacje Sylwii z Majewskim nie są proste. Że zbliżyła się do Kamila nie tylko dla pieniędzy. Za nią stoi ktoś inny.

Biorę zdjęcie do torebki. Mówię mecenasowi, że teraz muszę wywabić węża z nory. Plan jest prosty. Doktor Kwiatkowski ma oficjalnie ogłosić, że mój stan gwałtownie się pogorszył.

Mecenas ma rozpuścić plotkę, że sporządziłam testament, ale jego szczegóły są poufne. Potem czekamy, aż Kamil zdesperowany sam wpadnie w pułapkę. Znajdę sobowtóra, aktorkę, która będzie leżeć za mnie w łóżku. Wracam do szpitala.

Doktor Kwiatkowski, wysłuchawszy planu, pyta, czy jestem pewna, że chcę tak ryzykować. Mówię mu, że Kamil był w stanie podpisać rezygnację z mojego leczenia, więc jest zdolny do gorszych rzeczy. Wolę go sprowokować do działania i złapać na gorącym uczynku, niż czekać, aż mnie zaatakuje. Doktor zgadza się współpracować, ale bierze ode mnie obietnicę: jeśli w którymkolwiek momencie poczuję, że moje ciało nie daje rady, natychmiast przerwę.

Alicja znajduje aktorkę, panią Krystynę. Czterdzieści osiem lat, podobny wzrost, podobna budowa ciała. Po nałożeniu makijażu i maski tlenowej, leżąc w łóżku, naprawdę mnie przypomina. Jest dyskretna i opanowana.

Przez dziesięć lat grała role drugoplanowe. Umieszczam ją w sali szpitalnej. Ja ukrywam się w pokoju gościnnym dla rodzin, utrzymując kontakt z doktorem Kwiatkowskim przez telefon. Gdy wszystko jest gotowe, doktor dzwoni do Kamila.

Mówi, że mój stan się pogorszył, że miałam drugi krwotok, że zostałam przeniesiona na OIOM. Nawet jeśli przeżyję, mogę pozostać w stanie wegetatywnym, a koszty leczenia będą bardzo wysokie. Kamil odpowiada: „Rozumiem, jak będę miał czas, to przyjdę. ”

Słowa „jak będę miał czas” sprawiają, że doktor po odłożeniu słuchawki rzuca przekleństwem.

Ja tylko śmieję się zimno. On teraz marzy, żebym jak najszybciej umarła. Przyjdzie, bo musi na własne oczy zobaczyć, że umarłam, żeby spokojnie przejąć spadek. Trzy dni później Kamil przychodzi sam, ubrany w czarny garnitur, z koszem owoców w ręku.

Stoi przed OIOM-em i patrzy przez szybę. Pani Krystyna leży w łóżku podłączona do rurek. Doktor pyta, czy chce wejść. Kamil mówi, że nie trzeba, że patrzenie nic nie da.

Doktor wspomina o zaległościach za pobyt. Kamil odpowiada z irytacją: „Nie mam pieniędzy. Kto wam kazał ją ratować? Podpisałem rezygnację z leczenia, a wy wdarliście się na operację.

Teraz ona żyje, a pieniądze zostały wydane. Proście ją samą o pieniądze. ” Kiedy doktor mówi, że jako małżonek ma obowiązek pokryć koszty leczenia, Kamil tylko się śmieje: „Obowiązek pomocy? Ona jest w stanie wegetatywnym.

Jakiej pomocy mam jej udzielać? Proszę mi po prostu powiedzieć, kiedy umrze. Wtedy ureguluję rachunki. Teraz nie mam pieniędzy.

Siedzę w pokoju gościnnym i widzę to wszystko na monitoringu. Wysyłam wiadomość do Alicji. Kamil stoi przed OIOM-em kilkanaście minut. Odbiera telefon i ściszonym głosem mówi do kogoś: „Cześć, Sylwuniu, jestem w szpitalu.

Ta żywa trąbka jeszcze nie umarła. Tak, lekarz właśnie powiedział, że może być w stanie wegetatywnym. Spokojnie, dopóki oddycha, majątku nie można ruszyć. Musimy czekać, aż wyzionie ducha.

Nie denerwuj się. Twoje dziecko jest najważniejsze. Dobrze, wieczorem do ciebie przyjdę. ”

Kiedy doktor mówi, że jeśli umrę, potrzebny będzie podpis członka rodziny, Kamil odpowiada niecierpliwie: „To pogadamy, jak umrze.

Teraz jeszcze żyje. Po co mam tu stać? Strata czasu. ” I wychodzi.

Siedzę w pokoju gościnnym, a ręce mi drżą. Nie ze strachu. Z wściekłości. Kamilu Wolski, największym pechem twojego życia było poślubienie mnie.

Od tego dnia Kamil dzwoni do doktora co kilka dni i pyta, czy już umarłam, tonem tak naturalnym, jakby pytał o pogodę. Zaczyna się niecierpliwić, krzyczeć, grozić skargą na szpital, oskarżać doktora o celowe opóźnianie, żeby uniemożliwić mu przejęcie spadku. Doktor nagrywa wszystkie rozmowy. Mecenas Lisowski gromadzi materiały dotyczące przywłaszczenia mienia, defraudacji, fałszowania pieczęci i wyłudzenia kredytu.

Mieszkam w szpitalnym pokoju gościnnym przez ponad miesiąc. Moje ciało prawie wróciło do normy. Alicja codziennie zdaje mi relacje. Po zamrożeniu kont Kamil jest jak mrówka na rozgrzanej patelni.

Pożycza pieniądze, ale kontakty okazują się niewiarygodne. Kilku prezesów, którzy wcześniej nazywali go bratem, nie odbiera telefonów. Sylwia robi awantury, bo Kamil nie ma pieniędzy, nie spłaca rat za Porsche. Grozi, że go rzuci, jeśli nie da jej pieniędzy.

Doktor Kwiatkowski dzwoni do mnie z niepokojem: „Kamil powiedział dzisiaj coś bardzo niebezpiecznego. Powiedział: »Nieważne ile to będzie kosztować, chcę, żeby umarła«. ”

Wiem, że to nie są puste słowa. Alicja informuje mnie, że Kamil ostatnio często kontaktuje się z niejakim Bykiem – lokalnym gangsterem z warszawskiej Pragi, specjalizującym się w brudnej robocie.

Poznał go przez Ryszarda Majewskiego. Spotkali się trzy razy w prywatnej restauracji. Mecenas sprawdza Byka: nazywa się Jacek Kowal, ma wyroki za chuligaństwo, był podejrzany o udział w sprawie o umyślne spowodowanie obrażeń ciała. Człowiek, który zrobi wszystko za pieniądze.

Kamil chce się mnie pozbyć. Postanawiam obrócić to przeciwko niemu. Proszę mecenasa, żeby dotarł do Byka i z nim porozmawiał. Nie po to, by zgłosić sprawę na policję, ale by go przeciągnąć na naszą stronę.

Mecenas spotyka się z Bykiem w kawiarni na bulwarach wiślanych. Ja siedzę przy sąsiednim stoliku, plecami do nich. Mecenas mówi prosto z mostu: wie, po co Kamil szukał Byka. Kładzie na stole kartę bankową: „Tu jest pięćdziesiąt tysięcy.

Chcę, żeby pan coś dla mnie zrobił. Kamil Wolski zlecił panu zabicie kogoś w szpitalu, prawda? Ile panu obiecał? Ja daję podwójnie.

Byk milczy przez chwilę. W końcu mówi: „Powiedział, że da mi trzydzieści tysięcy, żebym odłączył rurkę od respiratora tej kobiety. Po robocie miałem dostać jeszcze dwadzieścia. ”

Siedzę przy sąsiednim stoliku, a ręka trzymająca filiżankę kawy lekko drży.

Kamilu, trzydzieści tysięcy za moje życie. Jesteś naprawdę hojny. Mecenas proponuje Bykowi sto tysięcy. Ma odegrać scenę: udawać, że przyjmuje zlecenie od Kamila, ale w szpitalu nic nie robić.

Po wszystkim pójdzie z mecenasem na policję i złoży zeznania jako świadek koronny. Gwarantuje, że wyjdzie po kilku dniach aresztu. Byk waha się, ale ostatecznie zgadza się, gdy mecenas mówi, że jeśli odmówi, teraz idzie na policję i zgłasza ich obu. Byk bierze kartę.

Pieniądze są na koncie. Uśmiecha się szeroko. „Dobra, wchodzę w to. ”

Mecenas mówi, że w piątek wieczorem drzwi sali będą otwarte.

W środku będzie leżał sobowtór, nie Dominika Borowska. Byk ma udać, że odłącza respirator zgodnie z planem Kamila. Wszystko będzie nagrywane. Jeśli Kamil będzie nieufny i wejdzie ze mną – tym lepiej, zgarniemy ich obu.

Przez następne trzy dni Kamil codziennie przychodzi do szpitala na zwiady. Udaje troskę, wypytuje pielęgniarki o godziny zmian, zasady odwiedzin, rozmieszczenie monitoringu. Pielęgniarki, zgodnie z instrukcjami doktora, celowo udzielają szczegółowych informacji, zdradzając, że w piątek wieczorem na dyżurze będzie tylko jedna pielęgniarka. Kamil zapamiętuje to i zadowolony odchodzi.

W czwartek wieczorem doktor Kwiatkowski mówi mi, że Kamil planuje działać około dwudziestej trzeciej, wtedy jest zmiana pielęgniarek i największe rozluźnienie. Pani Krystyna jest gotowa. W sali zamontowano ukrytą kamerę. Nagranie będzie na żywo przesyłane do mecenasa.

W piątek o dwudziestej drugiej trzydzieści siedzę w samochodzie na podziemnym parkingu szpitala razem z mecenasem i Alicją. Przez telefon oglądamy na żywo obraz z sali. Pani Krystyna leży nieruchomo z maską tlenową, respirator wydaje rytmiczne dźwięki. O dwudziestej trzeciej światła na korytarzu gasną.

W drzwiach sali pojawia się sylwetka mężczyzny w czarnej bluzie z kapturem, maseczce i rękawiczkach. Rozgląda się, wchodzi do środka. Byk. Podchodzi do łóżka, patrzy na leżącą kobietę, waha się, a potem wyciąga rękę i lekko dotyka wtyczki respiratora.

W tym momencie drzwi sali otwierają się z hukiem. Wpada Kamil, trzymając w ręku nóż. Serce mi zamiera. Kamil przyszedł pół godziny wcześniej, niż planowano.

Byk gwałtownie się odwraca, przerażony: „Szefie, co ty tu robisz? ” Kamil dyszy, oczy ma czerwone: „Nie ufam ci samemu. Ta ma twardy kark. Chcę na własne oczy zobaczyć, jak umiera.

” Podchodzi do łóżka, patrzy na panią Krystynę i nagle zastyga: „Kto to do cholery jest? ” Byk jest zdezorientowany: „A to nie Dominika Borowska? ” Kamil zrywa pani Krystynie maskę tlenową z twarzy. Pani Krystyna budzi się z krzykiem przerażenia: „Co wy robicie?

Ja nic nie wiem. Jestem tylko aktorką, którą wynajęli. ”

Twarz Kamila jest blada jak ściana. Cały drży.

Gwałtownie odwraca się, by uciec, ale drzwi sali są już zablokowane. Wpada kilku policjantów i rzuca Kamila i Byka na ziemię. Kamil rozpaczliwie się szarpie, krzycząc: „Niczego nie zrobiłem! Przyszedłem odwiedzić żonę!

Pomyliliście się! ” Dowodzący policjant pokazuje nakaz aresztowania: „Kamilu Wolski, jest pan podejrzany o usiłowanie zabójstwa, przywłaszczenie mienia, defraudację i wiele innych przestępstw. ”

Kamil skuty kajdankami wciąż krzyczy: „Gdzie jest Dominika Borowska? Gdzie ona jest?

Ona nie umarła, prawda? Wszyscy mnie wrobiliście! ”

Siedzę w samochodzie, patrząc na ekran telefonu, a łzy same płyną mi po policzkach. Alicja podaje mi chusteczkę: „Pani prezes, to koniec.

” Wycieram łzy i kręcę głową: „Nie, to jeszcze nie koniec. Za nim stoją Ryszard Majewski i Sylwia. Wyślę ich wszystkich, jednego po drugim, za kratki. ” Mecenas mówi, że skontaktował się już ze Strażą Graniczną.

Majewski i Sylwia są pod obserwacją. Nie uciekną. Otwieram drzwi samochodu i idę w kierunku szpitala. Dziś wieczorem to pierwszy etap zamykania sieci.

Następnego dnia rano mecenas Lisowski idzie do aresztu. Po powrocie mówi, że Kamil załamał się psychicznie. Płacze i powtarza: „Moja żona nie umarła. Moja żona nie umarła.

” Na początku stanowczo zaprzeczał, że wynajął zabójcę. Twierdził, że przyszedł mnie odwiedzić. Ale kiedy pokazano mu nagrania z monitoringu i rozmów, zbladł. Zrozumiał, że jest skończony.

Zaczął błagać, mówiąc, że jeśli go puszczą, zezna wszystko. Mecenas mówi, że Kamil przyznał się do przelania z firmy ponad trzech milionów, do kupienia Sylwii mieszkania i samochodu, do dania Majewskiemu ośmiuset tysięcy, do podrobienia pieczęci firmowej i wyłudzenia kredytu na dwa miliony, do spisku z Bykiem, by odłączyć mi respirator i upozorować wypadek medyczny. Za to wszystko grozi mu ponad dziesięć lat, a jeśli okoliczności będą szczególnie obciążające – nawet piętnaście. Mówię, że to za mało.

Chcę, żeby zapłacił więcej. Patrząc przez okno, mówię cicho: „Trzy lata temu. Wypadek moich rodziców. Proszę sprawdzić, czy ten wypadek ma związek z Kamilem.

Związek z Majewskim. ” Mecenas ostrzega, że śledztwo obejmujące kilka województw nie będzie łatwe. Mówię, że nieważne jak trudne. Nie mogę pozwolić, żeby moi rodzice umarli na próżno.

Trzy dni później Kamil zostaje oficjalnie aresztowany. Sylwia pierwsza traci panowanie nad sobą. Dzwoni do Kamila niezliczoną ilość razy, ale telefon jest wyłączony. Potem przychodzi do firmy, robiąc awanturę, że jest narzeczoną Kamila i chce się zobaczyć z Dominiką Borowską.

Alicja pyta, co robić. Mówię: „Wpuść ją. Chcę ją zobaczyć. ”

Kiedy Sylwię wprowadzono do sali konferencyjnej, wygląda bardzo źle.

Z pięciomiesięcznym brzuchem, w makijażu, ale z czerwonymi, opuchniętymi oczami. Gdy widzi mnie siedzącą na głównym miejscu, zamiera: „Dominika Borowska. Ty nie umarłaś. ” Podnoszę filiżankę: „Sylwio, dawno się nie widziałyśmy.

” Jej twarz na przemian czerwienieje i blednie: „Ty udawałaś śpiączkę. Oszukałaś Kamila. ” Odstawiam filiżankę: „Tak. Nie tylko nie byłam w śpiączce, ale byłam bardzo przytomna.

Wszystko, co zrobiliście, zapamiętałam. Pieniądze, dom, samochód – wszystko przekazałam jako dowody na policję. Sylwio, lepiej się zastanów, co powinnaś powiedzieć i zrobić. ”

Sylwia blednie, omal nie upada.

Alicja ją podtrzymuje i sadza na krześle. Sylwia wybucha płaczem: „Pani prezes, pomyliłam się. To Kamil mnie zmusił. Mówił, że cię nie kocha, że jesteś chora i jak umrzesz, to się ze mną ożeni.

Byłam młoda i głupia. Dałam się nabrać. Proszę, daruj mi. Mam w brzuchu dziecko.

Patrzę na nią bez cienia współczucia: „Masz w brzuchu dziecko, więc ja powinnam umrzeć? Sylwio, zamiast płakać przede mną, lepiej się zastanów, czyje to dziecko. ” Sylwia patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami. Wyjmuję zdjęcie, które dał mi mecenas, i kładę je przed nią.

Na zdjęciu ona i Ryszard Majewski stoją blisko siebie przy samochodzie. Sylwia traci wszelki kolor. Mówię obojętnie: „Sylwio, często spotykałaś się z Ryszardem Majewskim. Czy Kamil o tym wie?

” Usta Sylwii drżą. Przez dłuższą chwilę nie może wydobyć słowa. Wstaję i podchodzę do okna. Sala konferencyjna znajduje się na wysokim piętrze, skąd widać Wisłę.

„Sylwio, Kamil jest już aresztowany. Następny będzie Ryszard Majewski. Jeśli będziesz współpracować, mogę rozważyć złagodzenie twojej odpowiedzialności. Jeśli nie, pójdziesz siedzieć razem z Majewskim.

Sylwia spuszcza głowę, łzy kapią na stół. Po dłuższej chwili szepcze: „Daj mi pomyśleć. ” Mówię: „Daję ci jeden dzień. Jak się zdecydujesz, zadzwoń do Alicji.

Ale jeśli spróbujesz uciec, sprawię, że nigdy więcej nie wrócisz do Warszawy. ”

Następnego dnia Sylwia dzwoni do Alicji, mówiąc, że chce się ze mną zobaczyć. Spotykamy się w prywatnej restauracji. Sylwia prawie nic nie je, ciągle płacze.

Mówi, że po aresztowaniu Kamila Majewski zadzwonił do niej i kazał natychmiast przepisać dom i samochód na jego nazwisko, a potem opuścić Warszawę. Poczuła, że coś jest nie tak, i nie zgodziła się. Pytam, jakie ma relacje z Majewskim. Sylwia zagryza dolną wargę i dopiero po chwili cedzi: „On jest przyjacielem Kamila.

Ja też poznałam Kamila przez kogoś. Tą osobą był Majewski. ” Mrużę oczy: „Więc zbliżyłaś się do Kamila na polecenie Majewskiego? ” Sylwia kiwa głową, potem kręci nią: „Nie do końca na polecenie.

Majewski powiedział mi, że Kamil ma pieniądze i jeśli będę z nim, będę mogła żyć w luksusie. Dopiero co przyjechałam do Warszawy, nic nie rozumiałam. ” Przerywam jej: „A dlaczego Majewski ci pomagał? Czego chciał?

” Sylwia mówi cicho: „Nie wiem dokładnie, ale raz słyszałam, jak kłócił się z Kamilem. Wspominali o jakimś wypadku samochodowym. Bieszczady. Pieniądze.

Byłam na dole. Nie dosłyszałam. ”

Moje serce zamiera. To musi mieć związek z wypadkiem moich rodziców.

Proszę Sylwię, żeby spisała wszystko, co wie, zwłaszcza rozmowy Majewskiego z Kamilem. Mecenas Lisowski się z nią skontaktuje. Sylwia wychodzi. Siedzę w pokoju jeszcze długo.

Ryszard Majewski. Moi rodzice zginęli trzy lata temu w wypadku w Bieszczadach. Majewski też musi być w to zamieszany. Widziałam go kilka razy.

Miał ponad czterdzieści lat, prowadził firmę budowlaną, przyjaźnił się z Kamilem. Po śmierci moich rodziców przyszedł do mnie do domu, przyniósł trochę pieniędzy, mówiąc, że to gest od przyjaciela. Byłam wtedy wzruszona do łez. Teraz myślę, że ten Majewski to najgłębiej ukryty wąż.

Dzwonię do mecenasa: „Proszę sprawdzić Majewskiego. Ma związek z wypadkiem moich rodziców. Proszę też sprawdzić akta tamtej sprawy sprzed trzech lat. Chcę zobaczyć wszystkie dokumenty.

Tydzień po aresztowaniu Kamila w firmie zapanował chaos. Alicja, jako p. o. prezesa, jest tak zajęta, że ledwo stoi na nogach.

Po ponownym przejrzeniu ksiąg odkrywa, że Kamil nie tylko przelał ponad trzy miliony, ale także zaciągnął w imieniu firmy wiele pożyczek. Wierzyciele zaczynają się dobijać do drzwi. Kilka razy o mało co nie została zablokowana w biurze. Postanawiam osobiście wrócić do firmy.

Tego ranka, ubrana w czarny garnitur, wchodzę do budynku. Recepcjonistka otwiera szeroko oczy: „Pani prezes, wyszła pani ze szpitala? ” Uśmiecham się: „Tak. Wróciłam zobaczyć, co u was w firmie zawrzało.

Zwołuję wszystkich kierowników średniego i wyższego szczebla. Zaczynam bez ogródek: „Szanowni państwo, niedawno miałam wypadek i leczyłam się w szpitalu. Dziękuję wam za waszą pracę w tym czasie, ale podczas mojej nieobecności niektórzy zrobili rzeczy, których nie powinni. Dzisiaj nie będę wymieniać nazwisk, ale muszę ogłosić jedną rzecz.

Kamil Wolski został aresztowany. Jest podejrzany o przywłaszczenie mienia, defraudację i usiłowanie zabójstwa. Od dzisiaj wszystkie jego stanowiska w firmie są oficjalnie unieważnione. Firmą zarządzamy wspólnie ja i Alicja Nowak.

W sali panuje szum. Kilku protegowanych Kamila ma nietęgie miny. Kuzyn Kamila, kierownik działu, wstaje: „Pani prezes, mówi pani to trochę za późno. Kiedy pan Kamil tu był, firma działała dobrze.

Teraz, gdy go pani wsadziła, kto spłaci te wszystkie długi? Pracownicy niedługo nie dostaną pensji. ”

Patrzę na niego obojętnie: „Panie Andrzeju, czy Kamil wiedział, że co miesiąc zawyża pan koszty delegacji o pięć tysięcy złotych? ” Wyjmuję plik rachunków i rzucam na stół: „To są pańskie rozliczenia z ostatniego półrocza.

Te wszystkie faktury są fałszywe. Chce pan, żebym wysłała pana do pańskiego szefa? ” Nogi mu miękną, siada z powrotem. W sali zapada grobowa cisza.

Kontynuuję: „Firma ma kłopoty, ale nie pozwolę jej upaść. Moi rodzice budowali ją od zera przez ponad dwadzieścia lat. Od dzisiaj ponownie przeanalizuję działalność firmy i odzyskam wszystkie przywłaszczone aktywa. Tych, którzy chcą zostać, zapraszam.

Tych, którzy nie chcą, mogą już teraz pisać wypowiedzenia. ” Nikt się nie rusza. Po dłuższej chwili wstaje jedna ze starszych pracownic: „Pani prezes, ja zostaję. Skoro pani wróciła, mamy lidera.

” Inni zaczynają ją popierać. Po zebraniu wracam do swojego biura. Ledwo siadam, a telefon dzwoni. Nieznany numer.

Po drugiej stronie niski, męski głos: „Pani prezes, słyszałem, że pani wróciła. Pan Ryszard Majewski zaprasza panią dziś wieczorem o dziewiętnastej do loży w hotelu Bristol. Chciałby z panią porozmawiać osobiście. ” Ściskam telefon w dłoni.

Majewski. Jeszcze do niego nie dotarłam, a on już sam się zgłasza: „Dobrze. Dziś o dziewiętnastej będę. ”

Dzwonię do mecenasa.

Mówię, że Majewski mnie zaprosił i że nie pójdę sama. Mecenas proponuje, że pójdzie ze mną. Mówię: „Jeśli pan pójdzie, on nie powie prawdy. Pójdzie ze mną Adam.

” Mecenas jest zdziwiony. Adam to osoba, którą poznałam dzięki doktorowi Kwiatkowskiemu. Doktor miał kolegę, który prowadził pensjonat w Wetlinie. Kiedy leżałam w szpitalu, udając śpiączkę, doktor sugerował, żebym po wyzdrowieniu pojechała do Bieszczad na rekonwalescencję.

Dał mi numer telefonu, mówiąc, że to jego przyjaciel, który ma tam pewne znajomości. Wybrałam ten numer. Po drugiej stronie usłyszałam niski głos z lekkim wschodnim akcentem. Przedstawiłam się.

Adam powiedział: „Dominiko Borowska, wiem kim jesteś. Wiem też o wypadku twoich rodziców sprzed trzech lat w Bieszczadach. ” Serce mi zamarło. Zapytałam, skąd on to wie.

Adam powiedział: „Bo moja siostra pięć lat temu też miała wypadek w Bieszczadach. Też na górskiej drodze. Też zawiodły hamulce. Jej nie udało się uratować.

” Oddech mi zamarł. Adam dodał: „Dzwonisz do mnie, bo chcesz sprawdzić Majewskiego? Mogę ci pomóc. Jestem w Warszawie.

Jutro będę. ”

O dziewiętnastej wchodzę do prywatnej loży w hotelu Bristol. Majewski już tam siedzi na głównym miejscu. Obok niego stoi mężczyzna wyglądający na ochroniarza.

Na stole stoi pełno parujących potraw. Gdy mnie widzi, uśmiecha się i wstaje: „Dominiko, przyszłaś? Siadaj, siadaj. Słyszałem, że wyszłaś ze szpitala.

Chciałem cię odwiedzić, ale bałem się przeszkadzać. Dzisiaj odważyłem się zaprosić bez żadnych podtekstów, tylko na kolację. ” Uśmiecham się, nie ruszając się z miejsca: „Panie Majewski, chyba nie jesteśmy aż tak blisko. Proszę mówić do mnie: pani prezes.

” Uśmiech na jego twarzy na chwilę znika, ale zaraz wraca. Siadam, kładąc torebkę obok. Nawet nie patrzę na stół. Majewski nalewa mi herbaty: „Pani prezes, wiem, że ostatnio nie jest pani lekko.

Ten drań Kamil, żeby za pani plecami takie rzeczy robić. Gdybym wiedział wcześniej, połamałbym mu nogi. Znałem pani rodziców. Byliśmy starymi przyjaciółmi.

To, co się stało, smuci mnie bardziej niż kogokolwiek. ”

Podnoszę filiżankę, lekko nią obracając: „Panie Majewski, gdzie pan był, kiedy moi rodzice mieli wypadek? ” Ręka Majewskiego zawaha się nad czajniczkiem. Westchnie: „Wstyd się przyznać, byłem wtedy w Rzeszowie na spotkaniu w sprawie projektu.

Dopiero po wypadku odważyłem się wrócić. Byłem w szoku. Jak to możliwe, że w sprawnym samochodzie nagle zawiodły hamulce? ” Patrzę mu prosto w oczy: „Właśnie.

Jak to możliwe, że w sprawnym samochodzie nagle zawiodły hamulce? ” Majewski unika mojego wzroku, bierze pałeczki: „Jedzmy, jedzmy. Dopiero co wyszłaś ze szpitala. Musisz się wzmocnić.

Nie biorę pałeczek. Majewski mówi, że zaprosił mnie z dwóch powodów. Po pierwsze, może pomóc mi odzyskać pieniądze, które Kamil jest mi winien. Po drugie, chce zainwestować w moją firmę: półtora miliona za trzydzieści procent udziałów.

Słysząc to, w końcu rozumiem jego prawdziwy cel. Firma moich rodziców była warta co najmniej pięćdziesiąt milionów. On chce za grosze przejąć jedną trzecią i w ten sposób kontrolować firmę. Mówię obojętnie: „Doceniam pańską propozycję, ale sprawami firmy wolę zająć się sama.

To w końcu spuścizna po moich rodzicach. Nie mogę jej tak po prostu oddać. ” Uśmiech na twarzy Majewskiego blednie. Mówi, że to nie jestem ja, że on nie jest obcy, że znał moich rodziców, że po ich wypadku to on pierwszy był na miejscu, pomagał w załatwianiu wielu spraw.

„Już przez wzgląd na to nie oszukałbym pani. ” Podnoszę głowę i patrzę mu prosto w oczy: „Panie Majewski, czy w sprawie wypadku moich rodziców ma pan czyste sumienie? ”

W loży zapada cisza. Twarz Majewskiego w końcu się zmienia.

Ściszonym głosem pyta: „Co masz na myśli? ” Mówię: „Trzy lata temu górska droga w Bieszczadach. Ciężarówka straciła kontrolę i zderzyła się z samochodem moich rodziców. Policja prowadziła śledztwo przez trzy miesiące, a wniosek był taki, że kierowca ciężarówki był przemęczony.

Ale ostatnio widziałam pewne rzeczy. Rzeczy, które sprawiają, że myślę, że to nie było takie proste. ”

Spojrzenie Majewskiego zaiskrzyło. Pochyla się, by napić się herbaty.

Gdy podnosi głowę, na jego twarzy znowu gości uśmiech: „Pani prezes, dopiero co wyszła pani ze szpitala, nie jest pani jeszcze w pełni sił. Za dużo pani myśli. Widzę, że ta kolacja nie jest zbyt udana. Może innym razem, jak pani poczuje się lepiej, znowu panią zaproszę.

A co do inwestycji, niech pani to przemyśli. ” Wstaje, bierze płaszcz i wychodzi. Gdy dociera do drzwi, mówię: „Panie Majewski, te osiemset tysięcy, które Kamil panu przelał, sprawdzę, dokąd trafiły. Mam nadzieję, że wtedy będzie pan równie zrelaksowany jak dzisiaj.

” Kroki Majewskiego zatrzymują się na chwilę. Nie odwracając się, otwiera drzwi i wychodzi. Siedzę sama w loży, patrząc na pełny stół. Majewski przyszedł, by pozornie zaoferować inwestycje, a w rzeczywistości by mnie wybadać.

Chciał wiedzieć, ile wiem. Chciał mnie uspokoić kwotą półtora miliona, a potem powoli przejąć firmę. Ale pomylił się w jednej rzeczy. Dominika Borowska nie jest już tą samą płaczącą dziewczyną sprzed trzech lat.

Wyjmuję telefon i wysyłam wiadomość do Adama: „Majewski się ze mną spotkał. Chciał wejść do firmy, ale go spławiłam. Podejrzewam, że dzisiaj wieczorem coś się wydarzy. ” Adam szybko odpowiada: „Rozumiem.

Jestem już w Warszawie. Gdzie jesteś? Przyjadę. ”

Dwadzieścia minut później Adam jest na miejscu.

Ma na sobie ciemny płaszcz. Jest wysoki, na oko trzydzieści pięć lat. Twarz ma surową, z mocno zarysowanymi kośćmi policzkowymi, oczy głębokie jak studnia. Stojąc w drzwiach loży, emanuje spokojem, który nie pasuje do zwykłego człowieka.

Mówi: „Dominika Borowska. ” Wstaję. Adam wchodzi do środka, zamyka drzwi i rozgląda się. Pytam: „Co robisz w Warszawie?

” Adam siada naprzeciwko mnie: „Znalazłem pewne informacje o wypadku twoich rodziców i o przeszłości Majewskiego. Pamiętasz zegarek kieszonkowy twojego ojca? ” Dziwię się: „Zegarek kieszonkowy? Jaki zegarek?

” Adam mówi: „W dniu wypadku twój ojciec miał przy sobie stary zegarek kieszonkowy. Ten zegarek jest teraz u Kamila. Tuż przed śmiercią twój ojciec dał go Kamilowi, żeby przekazał go tobie. Ale Kamil tego nie zrobił.

Serce mi zamiera. Adam pokazuje mi zdjęcie na telefonie. Na zdjęciu stary, miedziany zegarek kieszonkowy. Na wieczku wygrawerowana litera „B”.

Obok leży pożółkła karteczka, na której niewyraźnie napisane jest kilka słów: „Bogdan Mazur, Bieszczady. ” Cała zesztywniałam. Adam mówi: „Ten zegarek jest teraz u krewnego Kamila na wsi. Kazałem zrobić zdjęcie.

Dominiko, twój ojciec musiał coś odkryć. Znasz tego Bogdana Mazura? ” Potrząsam głową. „Nie znam.

” Adam mówi: „Ten człowiek był kiedyś towarzyszem broni twojego ojca. Później pokłócili się o interesy i wyjechał z Warszawy. Tuż przed wypadkiem twój ojciec się z nim kontaktował. Kamil o tym wszystkim wiedział, ale nigdy ci nie powiedział.

Zaciskam telefon, aż paznokcie mi bieleją. „Kamilu, co jeszcze przede mną ukryłeś? ” Adam mówi: „Dominiko, twoi wrogowie to nie tylko Majewski. Kamil był tylko pionkiem w cudzej grze.

Ta partia dopiero się zaczyna. ” Biorę głęboki oddech: „To ją dokończmy. ”

Adam zamieszkuje w Warszawie w apartamencie niedaleko Wisły. Nie przeszkadza mi, ale codziennie wysyła wiadomość z pytaniem, czy jestem bezpieczna.

Mówi, że Majewski jest bardzo niebezpieczny. Po wypadku w Bieszczadach szukał kierowcy ciężarówki, który spowodował wypadek, ale ten zmarł w więzieniu niecały rok później. Zbyt wiele zbiegów okoliczności. Postanawiam jeszcze raz spotkać się z Kamilem.

Mecenas załatwia mi widzenie. Tego dnia w Warszawie pada deszcz. Ubrana w szary trencz, siedzę w sali widzeń w areszcie. Kiedy przyprowadzają Kamila, ledwo go poznaję.

Schudł strasznie, ma zarost, oczy czerwone i opuchnięte. Wygląda, jakby postarzał się o dziesięć lat. Gdy mnie widzi, najpierw zamiera. Potem jego usta zaczynają drżeć: „Dominiko, kochanie, w końcu przyszłaś mnie odwiedzić.

” Kładę przed nim dokumenty: „Kamilu, to pozew rozwodowy. Podpisz go, a nie będziemy mieli już o czym rozmawiać. ”

Kamil nawet nie patrzy na papiery. Nagle rzuca się w moją stronę, próbując chwycić moją rękę przez kraty.

Strażnik go powstrzymuje. Kamil krzyczy podekscytowany: „Dominiko, popełniłem błąd. Naprawdę zrozumiałem. Uratuj mnie, proszę.

Jestem twoim mężem. Nie możesz patrzeć, jak siedzę w więzieniu. Powiedz policji, że to wszystko nieporozumienie, że będziemy żyć razem jak rodzina. ”

Patrzę na niego bez żadnych emocji: „Kamilu, jak mam cię uratować?

Myślałeś o mnie, kiedy podpisywałeś rezygnację z mojego leczenia? Myślałeś o mnie, kiedy kupowałeś Sylwii dom i samochód? Myślałeś o mnie, kiedy wynająłeś Byka, żeby mnie zabił w szpitalu? ” Kamil otwiera usta, ale przez dłuższą chwilę nie może wydobyć słowa.

Kontynuuję: „Przyszłam dzisiaj nie po to, żeby patrzeć, jak płaczesz. Zapytam cię o jedną rzecz. Co się stało z wypadkiem moich rodziców? Zastanów się dobrze, zanim odpowiesz.

Jeśli powiesz prawdę, mogę rozważyć znalezienie ci lepszego adwokata. ”

Kamil spuszcza głowę. Jego ciało lekko drży. Po dłuższej chwili podnosi głowę.

Oczy ma czerwone: „Dominiko, naprawdę chcesz wiedzieć? ” Mówię: „Chcę usłyszeć prawdę. ” Kamil bierze głęboki oddech i ścisza głos: „Trzy lata temu twój ojciec pokłócił się z niejakim Bogdanem Mazurem. Twój ojciec powiedział, że Mazur spiskuje z ludźmi z zewnątrz, żeby oszukać firmę.

I on to odkrył. Twój ojciec chciał wyrzucić Mazura. A potem twoi rodzice mieli wypadek. Wtedy poczułem, że coś jest nie tak, ale nie miałem dowodów.

” Marszczę brwi: „A gdzie jest ten Mazur? ” Kamil kręci głową: „Nie wiem. Po wypadku twojego ojca zniknął z Warszawy. Tuż przed śmiercią twój ojciec dał mi zegarek kieszonkowy.

W środku była karteczka z napisem »Bogdan Mazur, Bieszczady«. Kazał mi przekazać go tobie. ”

Zaciskam pięść: „To dlaczego mi go nie dałeś? ” Kamil spuszcza głowę: „Ja…

otworzyłem go i się przestraszyłem. W tamtym czasie czułem, że ktoś mnie śledzi. Ukryłem zegarek. Nie odważyłem się nikomu o tym powiedzieć.

A potem z czasem zapomniałem. ” Uśmiecham się zimno: „Zapomniałeś. Naprawdę wygodne. Bałeś się, że spalisz się w ogniu, prawda?

Bałeś się, że Mazur ci zaszkodzi, więc wolałeś pogrzebać tę sprawę. Wolałeś zdradzić ostatnią wolę mojego ojca, by ratować własną skórę. ” Kamil milczy, tylko ociera oczy rękawem. Pytam o relacje Majewskiego z Mazurem.

Kamil mówi, że Majewski zawsze bał się Mazura. Raz, po pijaku, wygadał się, że Mazur to prawdziwy wielki szef. Kiedy Kamil go o to zapytał, Majewski zaprzeczył i więcej o tym nie wspominał. Pytam: „A wypadek moich rodziców?

Czy ma z nim związek Majewski? ” Kamil milczy przez długi czas, zanim odpowiada: „Dominiko, tego naprawdę nie wiem, ale czułem, że z Majewskim jest coś nie tak. Po twoim wypadku przyszedł do mnie i powiedział, że pomoże mi zarządzać firmą. Nie zgodziłem się.

A potem poznał mnie z Sylwią. ”

Poczucie chłodu rozlewa się po moim ciele. Majewski poznał Kamila z Sylwią. Sylwia była człowiekiem Majewskiego.

Zdrada Kamila z Sylwią została zaaranżowana przez Majewskiego. Ta intryga zaczęła się trzy lata temu, a może nawet wcześniej. Wstaję, by wyjść. Kamil nagle woła: „Dominiko!

” Zatrzymuję się. Płacząc, mówi: „Podpiszę pozew rozwodowy. Podpiszę. Błagam tylko, niech moja matka o tym nie wie.

Jest chora. ” Nie odwracając się, mówię tylko: „Podpisz. Pomogę ci odzyskać część pieniędzy. To ostatnia przysługa, jaką ci wyświadczę.

Wychodząc z aresztu, widzę, że deszcz wciąż pada. Adam czeka na zewnątrz z parasolem. Pyta, jak poszło. Mówię: „Niewiele wie, ale wspomniał o Bogdanie Mazurze.

Moi rodzice pokłócili się z nim tuż przed wypadkiem. Kamil ukrył zegarek mojego ojca z karteczką z napisem »Bogdan Mazur, Bieszczady«. ” Oczy Adama błyszczą: „Bogdan Mazur. Sprawdzałem go.

Kiedyś służył w wojsku w Bieszczadach. Był towarzyszem broni twojego ojca. Później pokłócili się o jakiś interes. Ten człowiek jest teraz w Vancouver.

Mieszka w luksusowej willi. Przez swoje kontakty sprawdziłem jego aktywa w Kanadzie. Ma na swoje nazwisko co najmniej cztery luksusowe wille o łącznej wartości ponad dziesięciu milionów dolarów kanadyjskich. Jego zadeklarowane dochody to niecałe sto tysięcy dolarów rocznie.

Stoję w deszczu, patrząc na szare niebo. Moi rodzice zginęli na górskiej drodze w Bieszczadach. Kamil podpisał rezygnację z mojego leczenia. Majewski siedział naprzeciwko mnie, mówiąc, że pomoże mi postawić firmę na nogi.

Wszyscy oni są mistrzami gry aktorskiej. Robię kilka kroków do przodu i nagle się zatrzymuję. Odwracam się do Adama: „Mówiłeś, że twoja siostra też zginęła w wypadku w Bieszczadach. Pięć lat temu.

Też na górskiej drodze. Też zawiodły hamulce. Myślisz, że te dwie sprawy są powiązane? ” Adam milczy przez chwilę: „Cały czas to sprawdzam.

Ale przez pięć lat znalazłem tylko jedno nazwisko. ” Pytam: „Jakie? ” Adam patrzy mi w oczy: „Bogdan Mazur. ”

Stoimy w deszczu, patrząc na siebie.

Nie musimy nic więcej mówić. Oboje wiemy, że to będzie ciężka walka. I że muszę ją wygrać.