2 sierpnia 2019 roku.
Areszt Śledczy Warszawa-Białołęka.
Strażnicy otwierają celę.
Na miejscu znajdują Dawida Kosteckiego.
Jednego z najbardziej utalentowanych polskich pięściarzy swojego pokolenia.
Człowieka, który zdobywał międzynarodowe pasy, nokautował kolejnych rywali i był kiedyś o krok od walki z legendarnym Royem Jonesem Juniorem.
Teraz nie żył.
Według oficjalnych ustaleń odebrał sobie życie.
Ale moment jego śmierci natychmiast wzbudził pytania.
Bo właśnie wtedy coraz głośniej robiło się o tak zwanej aferze podkarpackiej.
O agencjach towarzyskich.
Ludziach ze świata polityki.
Funkcjonariuszach służb.
Nagraniach.
Oraz o układzie, o którym Kostecki już wcześniej sugerował, że może wiedzieć znacznie więcej, niż oficjalnie mówił.

Kilka lat wcześniej miał rzucić słowa, które po jego śmierci zaczęły brzmieć zupełnie inaczej:
gdyby prawda o tym, kto naprawdę stoi za pewnymi interesami, trafiła do mediów…
Polska mogłaby być w szoku.
Czy była to tylko próba obrony człowieka, który sam miał problemy z prawem?
Czy rzeczywiście posiadał wiedzę mogącą komuś zagrozić?
A może jego tragiczny koniec nie miał z tym wszystkim żadnego związku?
Żeby zrozumieć, dlaczego śmierć Dawida Kosteckiego do dziś wywołuje tyle emocji, trzeba wrócić do Rzeszowa.
Do ulicy Baldachówka.
Do chłopaka, którego wszyscy nazywali „Cyganem”.
Dawid Kostecki urodził się 27 czerwca 1981 roku w Rzeszowie.
Jego matka była Polką.
Ojciec, Jan Szoma, był Romem.
W młodości odnosił sukcesy jako judoka związany z klubem Walter Rzeszów.
Sport miał więc pojawić się w rodzinie Kosteckiego jeszcze zanim Dawid założył pierwsze rękawice.
Ale relacja z ojcem była trudna.
Dawid wychowywał się wraz z siostrą praktycznie bez jego obecności.
Po latach mówił, że ojciec rzadko pojawiał się w domu i nie pozostawił po sobie najlepszych wspomnień.
Dlatego coraz większą rolę w jego życiu zaczęła odgrywać ulica.
Baldachówka.
Podwórko.
Koledzy.
Zasady.
Lojalność.
W Polsce lat dziewięćdziesiątych media codziennie mówiły o mafii.
Pruszków.
Wołomin.
Gangsterzy w drogich samochodach.
Pieniądze.
Siła.
Młody Dawid patrzył na ten świat z bliska przez własne podwórko.
I według źródła szybko zaczął utożsamiać się z ulicznym kodeksem.
Od dziecka nazywano go „Cyganem”.
Pseudonim odnosił się do jego pochodzenia.
Dawid nigdy się go nie wstydził.
Przeciwnie.
Był z niego dumny.
Na ulicy znajomości zawarte jako nastolatek potrafiły trwać przez całe życie.
Kostecki przywiązywał ogromną wagę do przyjaźni.
Jeżeli uznawał kogoś za swojego człowieka, potrafił stanąć za nim nawet wtedy, gdy rozsądek podpowiadał coś zupełnie innego.
W młodym wieku poznał Edytę.
Została jego dziewczyną.
Później żoną.
Jeszcze zanim Dawid osiągnął pełnoletność, został ojcem.
Na świat przyszedł Krystian.
Syn był jego oczkiem w głowie.
Przez moment mogło się wydawać, że rodzina wyciągnie Dawida z ulicy.
Tak się nie stało.
Miał siedemnaście lat, kiedy pierwszy raz poważnie wszedł w konflikt z prawem.
Podczas bójki na dyskotece doszło do rozboju.
Kostecki został zatrzymany.
Sąd skazał go na rok pozbawienia wolności.
Więzienie okazało się dla młodego chłopaka brutalnym zderzeniem z rzeczywistością.
Miał kobietę.
Miał dziecko.
A siedział za kratami.
I właśnie tam miał dojść do prostego wniosku:
musi coś zmienić.
Dawid wiedział, że umie się bić.
Od młodych lat nieregularnie trenował boks w Wisłoku Rzeszów.
Miał za sobą około dwudziestu amatorskich walk.
Po wyjściu z więzienia postanowił potraktować sport poważnie.
Nie ulicę.
Nie bójki.
Boks.
Trenował intensywnie.
Trenerzy szybko zauważyli jego talent.
Szybkość.
Siłę.
Agresję w ringu.
Charakter.
Kostecki miał dokładnie to, czego potrzebuje dobry zawodnik.
W 2001 roku stoczył pierwszą zawodową walkę.
Jego rywalem był Marcin Najman, również rozpoczynający zawodową karierę.
Kostecki wygrał.
Potem wygrał ponownie.
I jeszcze raz.
Pierwszych pięciu zawodowych przeciwników znokautował.
Nazwisko „Cygan” zaczęło pojawiać się coraz wyżej.
Piotr Ścieżka.
Sandor Szakali.
Dimitri Adamowicz.
Florian Bensze.
Kolejni zawodnicy stawali naprzeciw niego.
I coraz więcej ludzi mówiło:
— Ten chłopak może zajść naprawdę daleko.
W 2003 roku rozważano już nawet jego drogę w stronę wielkich walk o międzynarodowe pasy.
Dawid miał talent.
Miał rodzinę.
Miał legalne pieniądze.
Miał wszystko, żeby zerwać z dawnym światem.
I właśnie wtedy przeszłość wróciła.
W Lutoryżu działała agencja towarzyska „Przystanek Alaska”.
Według materiału prowadził ją wuj Dawida.
Kiedy Kostecki odnosił pierwsze poważniejsze sukcesy w zawodowym boksie, jego wuj został zastrzelony.
Sprawców nie ustalono.
W półświatku pojawiały się podejrzenia, że zabójstwo mogło mieć związek z konkurencją na rynku agencji towarzyskich.
Nie zostało to jednak jednoznacznie potwierdzone.

Po śmierci wuja powstał problem.
Co zrobić z interesem?
Kostecki podjął decyzję, która zmieniła całe jego życie.
Przejął działalność.
Według źródła od 2003 roku był twarzą interesu, podczas gdy bieżącym zarządzaniem miał zajmować się Rafał W., jego przyjaciel z dzieciństwa.
Pieniądze były dobre.
Bardzo dobre.
Dlatego jedna agencja szybko przestała wystarczać.
W Rzeszowie pojawiła się „Wenus” przy ulicy Wyspiańskiego.
Potem „Velvet”, działająca w piwnicach jednego z klubów.
Miała oferować znacznie wyższy standard niż większość podobnych miejsc w regionie.
W tym samym czasie Kostecki wychodził na ring.
I wygrywał.
To był najbardziej niezwykły kontrast w jego życiu.
Wieczorem reflektory.
Ring.
Telewizja.
Rękawice.
Publiczność skandująca jego pseudonim.
A poza ringiem interes, który według późniejszych ustaleń sądu był działalnością przestępczą.
Kostecki zdobywał kolejne pasy.
Został mistrzem w wadze półciężkiej.
Bronił tytułów.
Nazwisko „Dawid Kostecki” zaczynało znaczyć coraz więcej w polskim boksie.
Ale równolegle wokół „Cygana” tworzyła się grupa ludzi z podwórka.
Dawid wierzył w lojalność.
Jeżeli komuś podał rękę, oczekiwał, że słowo będzie coś znaczyć.
Bronił przyjaciół.
Nie pozwalał krzywdzić ludzi, których uważał za swoich.
Wokół niego zgromadzili się znajomi z dawnych lat.
Według sądu i śledczych powstała grupa przestępcza skoncentrowana na czerpaniu korzyści z agencji towarzyskich.
Na Podkarpaciu działały jednak także inne środowiska.
Jedno skupione wokół starszych recydywistów i ludzi znanych jeszcze z lat dziewięćdziesiątych.
Drugie — według źródła — związane z przestępcami pochodzenia ukraińskiego.
Na jego czele mieli znajdować się bracia R.
Początkowo konflikty dotyczyły głównie rynku.
Kobiet.
Klientów.
Pieniędzy.
W 2005 roku napięcie miało gwałtownie wzrosnąć.
Obie strony zaczęły sobie nawzajem podbierać pracownice.
A później pojawiła się historia, która po wielu latach stanie się jednym z elementów tak zwanej afery podkarpackiej.
Według niepotwierdzonych w tym materiale informacji bracia R. mieli nawiązać relację z funkcjonariuszem Centralnego Biura Śledczego, Danielem E.
Miał on w zamian za informacje i inne korzyści pomagać chronić ich interesy.
To właśnie ludzie konkurencji mieli przekazać informacje dotyczące „Velvet”.
Policja zaczęła obserwować lokal.
A wraz z lokalem zaczęła obserwować Kosteckiego.
Tymczasem sportowo Dawid szedł coraz wyżej.
W 2007 roku był już rozpoznawalnym pięściarzem.
Zdobył tytuł WBF.
Przegrał jedną z ważniejszych walk o pas, ale natychmiast zaczął odbudowywać swoją pozycję.
Wygrywał.
Nokautował.
Wydawało się, że największe walki nadal są przed nim.
W lutym 2007 roku wszystko zatrzymało się w jednej chwili.
Warszawa.
Policja zatrzymała Dawida Kosteckiego.
Podejrzenia dotyczyły kierowania zorganizowaną grupą przestępczą czerpiącą korzyści z prostytucji oraz organizowania miejsc służących do tej działalności.
Zastosowano tymczasowy areszt.
Kostecki trafił za kraty.
Dwa miesiące później wyszedł po wpłaceniu poręczenia majątkowego w wysokości 60 tysięcy złotych.
Dodatkowego osobistego poręczenia udzielił mu ówczesny prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc.
Dawid ponownie wyszedł na ring.
I rozpoczął najlepszy sportowo okres swojej kariery.
Do 2011 roku wygrał siedemnaście pojedynków z rzędu.
Zdobywał i bronił pasów kilku federacji.
IBC.
WBF.
WBC.
WBA.
Nazwisko Kosteckiego pojawiało się wysoko w rankingach.
Wielu kibiców zastanawiało się, kiedy w końcu dostanie wielką walkę.
Dawid był szybki.
Silny.
Nieprzewidywalny.
A jego styl idealnie pasował do widowiskowego zawodowego boksu.
Ale proces dotyczący jego działalności poza ringiem trwał.
30 października 2011 roku Sąd Okręgowy w Rzeszowie skazał Kosteckiego na dwa lata i sześć miesięcy pozbawienia wolności.
Sąd uznał go za winnego założenia i kierowania grupą przestępczą czerpiącą korzyści z prostytucji.
Według ustaleń grupa w latach 2003–2007 była związana z co najmniej trzema agencjami:
„Przystanek Alaska”.
„Wenus”.
„Velvet”.
Kostecki był również oskarżany o handel narkotykami, ale od tego zarzutu został ostatecznie uniewinniony.
Wyrok nie był jeszcze prawomocny.
Dawid walczył dalej.
Ale czas zaczynał się kończyć.
20 maja 2012 roku sąd utrzymał wyrok.
Miesiąc później wydarzyło się coś, co wielu kibiców do dziś uważa za jeden z najbardziej tragicznych momentów jego kariery.
Dawid miał walczyć z Royem Jonesem Juniorem.
Legendą światowego boksu.
Człowiekiem, którego nazwisko znał każdy fan tej dyscypliny.

Dla Kosteckiego była to walka życia.
Szansa.
Pieniądze.
Rozgłos.
Może ostatnia droga do największych pojedynków.
Do gali zostało dziesięć dni.
W nocy z 19 na 20 czerwca policjanci przyjechali po Kosteckiego.
Wyrok trzeba było wykonać.
Dawid został zatrzymany.
Zamiast na ring…
pojechał do więzienia.
Walka z Royem Jonesem Juniorem przepadła.
Jedna z największych szans sportowych jego życia zniknęła w kilka godzin.
Kostecki odbywał karę między innymi w zakładach karnych w Rzeszowie, Medyce i Łupkowie.
13 sierpnia 2014 roku wyszedł na wolność.
Miał jeszcze trzydzieści trzy lata.
W boksie to nadal nie jest wiek, który automatycznie oznacza koniec.
Próbował wrócić.
Wyszedł do walki z Andrzejem Sołdrą.
Przegrał.
Według materiału właśnie po tej walce coś w nim pękło.
Dawid coraz bardziej oddalał się od sportu.
I ponownie zbliżał do półświatka.
Według śledczych miał wejść w interesy z grupami zajmującymi się kradzionymi samochodami.
Legalizacja pojazdów.
Pranie pieniędzy.
Przestępstwa podatkowe.
Narkotyki.
Sportowiec, który przez lata walczył o miejsce w światowej czołówce, zaczął ponownie pojawiać się w policyjnych dokumentach.
W wywiadach zapewniał jeszcze:
— Wrócę.
Rozważał nawet starty w MMA.
Ale sportowa przyszłość coraz bardziej się oddalała.
W 2015 roku media poinformowały, że Kostecki znalazł się w szpitalu w stanie krytycznym.
Według relacji miała to być próba samobójcza.
Przeżył.
Rok później policja znów po niego przyszła.
Czerwiec 2016 roku.
Lublin.
Centralne Biuro Śledcze Policji zatrzymuje Dawida Kosteckiego.
Tym razem sprawa jest znacznie większa.
Śledczy twierdzą, że w ciągu około dwóch lat grupa, z którą miał działać, uzyskała co najmniej jedenaście milionów złotych.
Proces ruszył w 2017 roku.
Na drugim posiedzeniu, 20 czerwca, Kostecki zdecydował się dobrowolnie poddać karze.
Usłyszał nieprawomocny wyrok pięciu lat więzienia.
Jego sportowa kariera praktycznie przestała istnieć.
Ale właśnie wtedy zaczęła rosnąć zupełnie inna historia.
Afera podkarpacka.
W mediach zaczęły pojawiać się informacje o działalności agencji towarzyskich na Podkarpaciu.
O biznesmenach.
Politykach.
Funkcjonariuszach.
Ludziach mających korzystać z usług lokali należących do braci R.
W centrum zainteresowania znalazł się również były funkcjonariusz CBŚ Daniel E., który według zarzutów miał utrzymywać nielegalne relacje z ludźmi tego środowiska.
Powracała historia konkurencji z czasów Kosteckiego.
„Velvet”.
Bracia R.
Policja.
Kontakty.
I słowa, które Cygan wypowiadał wcześniej.
Według materiału już przy okazji wcześniejszych problemów z prawem sugerował, że wie, kto naprawdę stoi za pewnymi agencjami.
Miał twierdzić, że gdyby powiedział wszystko publicznie, skala nazwisk mogłaby zszokować opinię publiczną.
Czy naprawdę posiadał takie informacje?
Źródło tego jednoznacznie nie dowodzi.
Ale właśnie dlatego po jego śmierci te słowa zaczęto analizować ponownie.
2 sierpnia 2019 roku.
Warszawa-Białołęka.
Dawid Kostecki zostaje znaleziony martwy w więziennej celi.
Według śledczych popełnił samobójstwo.
Miał trzydzieści osiem lat.
Zostawił żonę Edytę.
I czwórkę dzieci.
Rodzina i część opinii publicznej nie przyjęła oficjalnej wersji bez pytań.
Pojawiały się wątpliwości.
Czy człowiek, który miał wiedzę dotyczącą środowiska objętego głośnym śledztwem, naprawdę odebrał sobie życie?
Czy śmierć miała jakikolwiek związek z aferą podkarpacką?
Czy ktoś mógł się obawiać jego zeznań?
W przestrzeni publicznej pojawiały się nawet znacznie dalej idące teorie.
Według jednej z nich Kostecki mógł zostać zastraszony groźbami skierowanymi wobec rodziny.
Ale takich twierdzeń nie można traktować jako ustalonych faktów bez dowodów.
Oficjalnie jego śmierć została uznana za samobójstwo.
I to właśnie rozbieżność pomiędzy oficjalnymi ustaleniami a podejrzeniami części ludzi sprawiła, że sprawa nie przestała budzić emocji.
Historia Dawida Kosteckiego jest dlatego tak dramatyczna, że praktycznie na każdym jej etapie istniały dwie drogi.
Ring albo ulica.
Rodzina albo półświatek.
Legalna kariera albo szybkie pieniądze.
Kiedy miał siedemnaście lat, trafił do więzienia.
Wyszedł.
Wybrał boks.
Zaczął wygrywać.
Stał się mistrzem.
Potem wróciły nielegalne interesy.
Ponownie trafił do aresztu.
Znów wyszedł.
Znów zaczął wygrywać.
Siedemnaście zwycięstw z rzędu.
Pasy.
Rankingi.
Roy Jones Junior czekający za dziesięć dni.
I znowu więzienie.
Kiedy wyszedł po raz kolejny, jego sportowy świat już się rozpadał.
Potem przyszły następne zarzuty.
Następny wyrok.
Następna cela.
Aż wreszcie nie było już kolejnego powrotu.
Dawid Kostecki miał niewątpliwy talent.
Potrafił walczyć.
Miał charakter.
Potrafił przyciągać ludzi.
Ale właśnie cechy, które pomagały mu w ringu, poza nim nie zawsze działały na jego korzyść.
Lojalność wobec podwórka sprawiała, że nigdy do końca nie zerwał ze środowiskiem, z którego wyrósł.
Ulica była z nim nawet wtedy, kiedy nosił mistrzowski pas.
I być może właśnie w tym kryje się największa tragedia jego historii.
Miał realną możliwość zostać zapamiętanym przede wszystkim jako jeden z najlepszych polskich pięściarzy swojego pokolenia.
Zamiast tego jego nazwisko dziś pojawia się jednocześnie przy boksie, przestępczości i jednej z najbardziej kontrowersyjnych historii ostatnich lat.
Dla jednych pozostanie „Cyganem” — utalentowanym pięściarzem, który nigdy nie uwolnił się od ulicy.
Dla innych człowiekiem odpowiedzialnym za własne decyzje i kolejne powroty do przestępczego świata.
A dla jeszcze innych — potencjalnym świadkiem czegoś znacznie większego.
Pewne jest tylko jedno.
2 sierpnia 2019 roku zakończyło się życie Dawida Kosteckiego.
Nie zakończyły się jednak pytania.
Bo kiedy człowiek, który miał tyle do powiedzenia, umiera w więziennej celi dokładnie wtedy, gdy coraz głośniej robi się o środowisku, które znał od lat…
zawsze pozostaje pytanie:
ile z tajemnic „Cygana” umarło razem z nim?


