Noc z 20 na 21 sierpnia.
Kraków.
Spokojne osiedle domów jednorodzinnych.
Nikt z mieszkańców nie spodziewa się, że za chwilę wydarzy się jedna z najbardziej brutalnych zbrodni ostatnich lat.
Na nagraniu widać uciekającego mężczyznę.
Kuleje.
Próbuje się oddalić.
Za nim biegnie grupa napastników.
Nie jeden człowiek.
Nie przypadkowy atak.
Kilku agresorów.
Według nieoficjalnych informacji mają być uzbrojeni.
Jakub Chlebek.
Znany jako „Jankes”.
Kibic Hutnika Kraków.
Człowiek związany ze sportem.
Trener boksu.
Ojciec pięcioletniej córki.
Teraz walczy o życie.
Napastnicy mają używać maczet, paralizatora i innych niebezpiecznych narzędzi.
Według relacji całe zdarzenie miało być nagrywane telefonami.
Pada jedno żądanie:
— Oddaj klucz.
To jedno zdanie natychmiast wywołuje lawinę pytań.
O jaki klucz chodziło?
Do samochodu?
Do mieszkania?
A może do czegoś znacznie ważniejszego dla krakowskiego środowiska kibicowskiego?
Bo ta historia nie zaczęła się tej nocy.
Ona ma swoje korzenie wiele lat wcześniej.
W mieście, które przez dekady nosiło jedną z najbardziej brutalnych opinii w Polsce.
Krakowie.
Mieście noży.
Kraków od zawsze miał swoją specyfikę.
Podczas gdy Warszawa lat dziewięćdziesiątych kojarzyła się z wielkimi grupami mafijnymi, bombami i strzelaninami, Kraków rozwijał własny model półświatka.
Tutaj ogromną rolę odgrywały środowiska stadionowe.
Kibice.
Dzielnice.
Lokalne układy.
Już w latach osiemdziesiątych krakowscy chuligani słynęli z brutalności.
Szczególnie z używania broni białej.
Noży.
Później maczet.
Z czasem powstała legenda.
Ale legenda zaczęła żyć własnym życiem.
To, co miało być symbolem siły, stało się narzędziem przemocy.
Pierwsze ważne grupy przestępcze Krakowa nie zawsze były związane bezpośrednio ze stadionami.
W latach dziewięćdziesiątych działały między innymi środowiska Jacka M., pseudonim „Marchewa”, oraz Zbigniewa E., pseudonim „Pyza”.
Handel alkoholem.
Kradzieże samochodów.
Przemyt.
Agencje towarzyskie.
To były pieniądze, które budowały pozycję.
Wokół tych ludzi zaczęli pojawiać się młodzi chuligani.
Ludzie silni.
Lojalni.
Gotowi wykonywać polecenia.
Tak wyglądała droga wielu przyszłych gangsterów.
Najpierw stadion.
Potem ulica.
A później przestępczy biznes.
Kraków miał jednak jeszcze jeden wyjątkowy element.
Dwa wielkie kluby.
Wisła Kraków.
Cracovia.
Rywalizacja, która przez lata była czymś więcej niż sportem.
Z czasem powstały dwa potężne środowiska.
Wisła Sharks.
Jude Gang związany z Cracovią.
Oficjalnie:
grupy kibicowskie.
Według śledczych:
struktury, które miały również prowadzić działalność przestępczą.
Narkotyki.
Haracze.
Nielegalne interesy.
Kontrola ulic.
Wojna o wpływy.
I właśnie ta wojna miała zmienić Kraków na wiele lat.
W 2004 roku wiele środowisk kibicowskich w Polsce zawarło tak zwany pakt poznański.
Idea była prosta.
Rywalizacja miała odbywać się bez używania noży i innych niebezpiecznych narzędzi.
Starcia miały być rozwiązywane w walce wręcz.
Większość środowisk miała zaakceptować te zasady.
Ale Kraków miał pozostać wyjątkiem.
Tutaj konflikt Wisły i Cracovii rządził się własnymi regułami.
I z czasem przemoc eskalowała.
Przez lata ginęli kolejni ludzie.
Media informowały o wielu ofiarach.
Początkowo motywem często była nienawiść klubowa.
Później coraz częściej pieniądze.
Bo za barwami pojawiały się interesy.
Handel narkotykami.
Kontrola terenów.
Wpływy.
Walka o rynek.
To już nie była tylko wojna kibiców.
To była walka grup przestępczych.
Jedną z najważniejszych postaci wcześniejszej epoki był Tomasz „Człowiek” C.
Legenda Cracovii.
Człowiek z ogromnym autorytetem w swoim środowisku.
W 2011 roku został brutalnie zamordowany.
Tamta zbrodnia miała pokazać, do czego zdolne były krakowskie porachunki.
Dziesiątki ciosów.
Broń biała.
Egzekucja na ulicy.
Po tej sprawie Kraków zaczął powoli wychodzić z najciemniejszego okresu.
Struktury były rozbijane.
Wisła Sharks została mocno osłabiona.
Później podobny los spotkał inne grupy.
Wydawało się, że najgorsze lata minęły.
Ale środowisko nigdy całkowicie nie zniknęło.
Po rozbiciu starszych struktur pojawiło się nowe pokolenie.
Tak zwana „Młoda Ferajna”.
Według źródła miała przejąć część wpływów po dawnych liderach Wisły.
I właśnie z tym środowiskiem miała być później łączona tragedia Jakuba Chlebka.
Kim był Jankes?
Nie był członkiem Wisły.
Był związany z Hutnikiem Kraków.
Klubem posiadającym jedną z najbardziej znanych sekcji bokserskich w mieście.
Jakub sam był trenerem.
Prowadził zajęcia.
Pracował legalnie.
W przeszłości przebywał również za granicą.
Prowadził działalność gospodarczą związaną z branżą budowlaną.
Prywatnie był ojcem.
Miał rodzinę.
Ale jednocześnie według materiału był również osobą związaną ze środowiskiem kibicowskim.
I właśnie ten element miał stać się powodem konfliktu.
Według nieoficjalnych informacji atak miał mieć podłoże stricte kibicowskie.
Napastnicy mieli uważać Jankesa za osobę ważną w środowisku Hutnika.
Jednym z możliwych powodów miały być symbole klubowe.
Flagi.
Hasła.
Zdjęcia.
W środowiskach kibicowskich takie rzeczy często mają ogromne znaczenie.
Jedno zdjęcie.
Jeden napis.
Jedna prowokacja.
Mogą zostać potraktowane jako zniewaga.
Ale żadna symbolika nie może usprawiedliwiać brutalnego ataku.
Nocą z 20 na 21 sierpnia dochodzi do tragedii.
Według relacji Jankes miał zostać zaatakowany przez grupę osób.
Na nagraniu widać fragment wydarzeń.
Uciekający mężczyzna.
Napastnicy.
Brutalna przemoc.
Według nieoficjalnych informacji miały paść żądania dotyczące klucza.
Pojawiły się różne interpretacje.
Jedna z nich mówiła o kluczach związanych z symbolami klubowymi.
Inne sugerowały zupełnie inne motywy.
Na obecnym etapie wiele szczegółów pozostaje elementem śledztwa.
Po ataku Jakub zostaje pozostawiony.
Przypadkowa osoba znajduje go i wzywa pomoc.
Ratownicy próbują go uratować.
Nie udaje się.
Jankes umiera.
Wieść szybko rozchodzi się po Polsce.
Środowiska kibicowskie reagują.
Pojawiają się głosy potępienia.
Oddawane są hołdy.
Ludzie związani z różnymi klubami zaczynają mówić jednym głosem:
takie wydarzenia niszczą cały ruch kibicowski.
Wokół sprawy pojawia się również wiele kontrowersji.
Internet natychmiast zaczyna tworzyć własne wersje.
Jedni próbują usprawiedliwiać sprawców.
Inni przedstawiają Jankesa wyłącznie przez pryzmat jego przeszłości.
Pojawiają się informacje o wcześniejszych problemach z prawem.
Ale żadna wcześniejsza sprawa nie zmienia podstawowej zasady:
nikt nie ma prawa wykonywać egzekucji na drugim człowieku.
Największym problemem Krakowa nie jest jedna zbrodnia.
Problemem jest historia.
Historia przemocy, która przez lata była budowana wokół klubowych barw.
Młodzi ludzie przejmowali wzorce od starszych.
Nienawiść była przekazywana dalej.
A konflikt, który zaczynał się od piłki nożnej, często kończył się na ulicy.
Z czasem pojawiały się pieniądze.
Interesy.
Przestępczość.
I granica między kibicem a gangsterem zaczęła się zacierać.
Czy śmierć Jakuba Chlebka rozpocznie nową wojnę w Krakowie?
Tego nikt dziś nie wie.
Ale historia tego miasta pokazuje jedną rzecz.
Każda taka zbrodnia rodzi kolejną falę nienawiści.
Jeden człowiek ginie.
Druga strona chce odpowiedzi.
Potem kolejna ofiara.
I koło przemocy zaczyna się od nowa.
Największą tragedią nie jest tylko to, że zginął Jakub Chlebek.
Największą tragedią jest to, że w mieście, które wiele razy przeżyło podobne historie…
wciąż istnieją ludzie gotowi odebrać życie w imię barw, symboli i ulicznego honoru.
Bo prawdziwa wojna nigdy nie kończy się wtedy, gdy ktoś wygrywa.
Kończy się dopiero wtedy, gdy ktoś zdecyduje się jej nie prowadzić.



