Wołomin, 18 sierpnia 2002 roku. Nocna strzelanina w barze „Okoń” w Mikołajkach przerwała żywot Jacka Klepackiego, zwanego „Młodym Klepakiem”, który od chwili śmierci swojego ojca, legendarnego gangstera Mariana „Mańka” Klepackiego, budował swoją pozycję na krwi i terrorze. Zemsta, którą planował od lat, okazała się być jego wyrokiem, a finał tej historii, naznaczonej śmiercią i przemocą, pochłonął również niewinnego policjanta, który próbował powstrzymać uciekających morderców.
To, co miało być ukoronowaniem jego bezwzględnej kariery, stało się krwawym epilogiem, który na zawsze zapisał się w kronikach polskiej przestępczości.
Jacek Klepacki przyszedł na świat w 1970 roku w Wołominie, w cieniu postaci, która przez lata budziła postrach w całej Warszawie. Jego ojciec, Marian Klepacki, pseudonim „Klepak” lub „Maniek”, dorobił się majątku na kradzieżach i włamaniach, a następnie, dzięki znajomości z Ludwikiem Adamskim, pseudonim „Lutek”, wspiął się na sam szczyt półświatka. Dla młodego Jacka dorastanie w takim otoczeniu było swoistą szkołą życia, w której przemoc, bezwzględność i łamanie prawa były codziennością.
Od najmłodszych lat obserwował, jak jego ojciec buduje imperium, a nazwisko Klepackich staje się synonimem władzy i bezkarności, co automatycznie przenosiło się na autorytet, jakim cieszył się sam Jacek wśród rówieśników.
W latach 90. , gdy Gang Wołomiński, kontrolowany przez kolektyw Klepacki-Adamski, urósł do rangi jednej z najpotężniejszych grup przestępczych w Polsce, Jacek zaczął aktywnie udzielać się w nielegalnych interesach. Od 1995 roku zajmował się głównie kradzieżami pojazdów, ich legalizacją oraz rozbiórką na części, dowodząc własną, młodą podgrupą.
W jego otoczeniu znaleźli się między innymi Adam H. pseudonim „Pryszcz”, Robert R. pseudonim „Rudy” czy Krzysztof G.
pseudonim „Gebels”. Młody Klepacki nie chciał jednak żyć jedynie w cieniu legendarnego ojca. Postanowił zbudować własną markę, sygnując ją swoim imieniem i nazwiskiem, a nie tylko nazwiskiem, które otwierało wszystkie drzwi.
Jego brutalność i brawura, z jaką podejmował się spektakularnych kradzieży i rozrób, szybko zapewniły mu uznanie w szeregach gangu.
Jacek Klepacki słynął z uczestnictwa w nocnym życiu Warszawy, a jego wybryki często kończyły się krwawymi awanturami. W 1996 roku, podczas jednej z imprez, sprowokował gangsterów powiązanych z gangiem mokotowskim, dowodzonym przez Andrzeja H. pseudonim „Korek”.
Finałem tej sprawy było wystawienie przez lidera Mokotowskich swoich ludzi, którzy zostali następnie pobici przez Jacka i jego kolegów. Wszystko to było możliwe dzięki pozycji ojca oraz estymie, jaką rodzina Klepackich cieszyła się w półświatku. Młody Klepacki czuł się bezkarny, a jego apetyt na władzę i pieniądze rósł z każdym dniem.
Współpracując z grupą nowodworską, której liderami byli bracia Dariusz K. pseudonim „Kudim” oraz Grzegorz K. pseudonim „Gieno”, rozpoczął dystrybucję narkotyków w aglomeracji warszawskiej, co przynosiło ogromne zyski.
Jednak prawdziwy dramat rozegrał się w 1998 roku, kiedy to wewnętrzne konflikty w Gangu Wołomińskim doprowadziły do bratobójczej wojny. Karol S. pseudonim „Karol”, jeden z młodszych członków gangu, który chciał uniezależnić się od władzy szefów, został publicznie upokorzony przez Mariana Klepackiego.
Maniek spoliczkował Karola podczas spotkania w jednym z wołomińskich barów, a następnie wyrzucił go z grupy. Ten, czując urazę, wypowiedział otwartą wojnę swojemu dawnemu liderowi. Konflikt narastał, a w styczniu 1998 roku doszło do kolejnej, ostrej wymiany zdań, która zakończyła się dla Karola kolejnym upokorzeniem.
Wtedy też Karol całkowicie odszedł od grupy i rozpoczął krwawy odwet, który wstrząsnął całym półświatkiem.
W wyniku bratobójczej wojny zginęło wielu kluczowych gangsterów z Gangu Wołomińskiego, w tym Krzysztof K. pseudonim „Baniak” czy Piotr W. pseudonim „Kajtek”.
Kulki dopadły również samego Mariana Klepackiego oraz jego najbliższego wspólnika, Ludwika Adamskiego pseudonim „Lutek”. Obaj ponieśli śmierć w restauracji G-31 w marcu 1999 roku, wraz z Mariuszem E. pseudonim „Pikuła” i Piotrem E.
pseudonim „Kurczak”. Jacek Klepacki, który wówczas przebywał w więzieniu, dowiedział się o śmierci ojca i wpadł w szał. Każdemu, kto tylko chciał słuchać, obiecywał, że dokona zemsty na każdej osobie odpowiedzialnej za te zbrodnie.
Jego żądza krwi stała się obsesją, która miała zdeterminować całą jego dalszą działalność przestępczą.
Gang Karola nie cieszył się długo wolnością. W sierpniu 1999 roku jego struktura została rozbita, a do aresztu trafili między innymi Robert B. pseudonim „Pasty”, Paweł J.
pseudonim „Japa”, Cezary P. pseudonim „Popo” oraz Andrzej M. Finalnie wpadł również sam lider, Karol S.
pseudonim „Karol”. Gdy Jacek Klepacki dowiedział się, że w celi vis-à-vis jego celi osadzony został Cezary P. pseudonim „Popo”, nie wytrzymał.
Przez całe dnie i noce wykrzykiwał do niego, że odpowie za to on i jego cała rodzina. Popo, nie mogąc znieść presji i strachu, ostatecznie złamał się i powiesił w swojej celi we wrześniu 1999 roku. Był to pierwszy, ale nie ostatni akt zemsty, który młody Klepak miał na swoim koncie.
W październiku 1999 roku, po sześciu miesiącach od tragicznych wydarzeń, Jacek odzyskał wolność i natychmiast postanowił zjednoczyć dawnych lojalnych gangsterów z Gangu Wołomińskiego. Jego celem było dokonanie wewnętrznej zemsty na tych, którzy dopuścili się zamachu na życie jego ojca. Młody Klepak nie próżnował i od razu rozpoczął przejmowanie dawnych interesów swojego ojca, zaczynając od jego starych wspólników.
Jednym z pierwszych, do którego się zwrócił, był Stefan Sokół, specjalizujący się w przestępstwach biznesowych. Porwany i przetrzymywany w jednym z wołomińskich hoteli, zdecydował się współpracować z Jackiem i jego ludźmi. Kolejnymi punktami były te, które pozostały po spektakularnym rozbiciu gangu pruszkowskiego, lecz tu walka bywała brutalna, bo schedę po Pruszkowie chciały przejąć również inne gangi.
Jacek Klepacki, z racji poszanowania i wręcz terroru, który prowadził wobec niechętnych na współpracę ludzi, zyskiwał wielu sojuszników w nowej erze gangsterskiego epizodu Polski. Młody Wołomin, jak mówiono na gangsterów kontrolujących zgliszcza po starych bossach, współpracował z gangsterami z Marek, kojarzonymi z Andrzejem C. pseudonim „Kikir”, mocnymi gangsterami z Piastowa, nazywanymi mutantami, a także z gangsterami z Nowego Dworu Mazowieckiego czy jedną z frakcji gangu żoliborskiego.
Jego najbliższym współpracownikiem był Robert R. pseudonim „Rudy”, jednocześnie będący jego szwagrem. W skład załogi wchodzili przyjaciele z dzieciństwa, późniejsi wspólnicy z pierwszych przestępczych interesów, jak choćby Adam H.
pseudonim „Pryszcz”, Jacek K. pseudonim „Citek” czy Krzysztof G. pseudonim „Gebels”.
Chęć zemsty, jaką pałał młody Klepak, była tak olbrzymia, że bardzo szybko rozpoczął ofensywę skierowaną w pozostających na wolności członków grupy Karola. To właśnie młody Klepak odpowiadał za zamordowanie w czerwcu 2000 roku niejakiego Andrzeja R. z Otwocka, złodzieja samochodów, który miał współpracować właśnie z Karolem S.
pseudonim „Karol”. Ten jednak do dnia dzisiejszego jest osobą zaginioną, gdyż nigdy nie odnaleziono jego ciała. Kolejnym morderstwem było zabójstwo Piotra K.
na początku 2001 roku. Morderca miał dokonać sam młody Klepak, z racji tego, że Piotr K. , mieszkaniec Wołomina, był mężem jego kuzynki, nad którą miał się fizycznie i psychicznie znęcać.
Każda kolejna zbrodnia umacniała pozycję Jacka jako bezwzględnego i niebezpiecznego gangstera, który nie cofnie się przed niczym.
Kolejnym morderstwem było zabójstwo dwóch konwojentów na ulicy Radzymińskiej w 2001 roku, gdzie podczas napadu dokonano morderstwa, a także zgarnięto blisko 300 000 złotych. Na początku kwietnia 2001 roku zamordowany pod barem „Kubuś” w Sulejówku został Paweł D. pseudonim „Długopis”, powiązany z grupą Karola, odpowiedzialny za ściąganie haraczy i handel narkotykami.
Ludzie młodego Wołomina zamordowali również na parkingu restauracji w Wesołej dwóch gangsterów powiązanych z Karolem S. pseudonim „Karol”, Rafała G. oraz Leszka M.
pseudonim „Łata”. Zostali zastrzeleni w Audi tego pierwszego przez dwóch sprawców poruszających się srebrnym Subaru Impreza. Łata zginął, gdyż podejrzewany był o udział w zamachu na Mariana Klepackiego.
Lista ofiar rosła, a młody Klepak czuł, że zbliża się do celu.
Na liście, którą Jacek Klepacki zaplanował, był jeszcze Andrzej T. pseudonim „Tyburek”, najbliższy współpracownik Karola S. pseudonim „Karol”.
Ten ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości i starał się trzymać dawną strukturę grupy, do której należał. Klepak w czerwcu wyleciał na wakacje, a po powrocie planował odnalezienie Tyburka i zamknięcie swojej serii morderstw na tych, którzy zamordowali jego ojca. Był 17 sierpnia 2002 roku, około godziny 22.
Jacek Klepacki oraz wspólnicy spędzali czas w barze „Okoń” w Mikołajkach. Gdy ci raczyli się alkoholem, podeszło do nich trzech zamaskowanych młodych mężczyzn i bez słowa otworzyło ogień. Kilkukrotnie posłali młodego Klepaka na ziemię, a sprawcy rozpoczęli ucieczkę.
Gdy młody Klepak umierał, a sprawcy uciekali, za nimi ruszył sierżant C. Wedy, gdy ten zbliżał się do sprawców mordu, gangsterzy rozpoczęli ogień z broni automatycznej. Ta zbrodnia poniosła śmierć gangstera szukającego zemsty, lecz został uprzedzony, oraz policjanta, który znalazł się w nieodpowiednim czasie w danym miejscu i w imię dbania o każdego człowieka próbował zatrzymać zbrodniarzy.
Jacek Klepacki został pochowany w jednym grobie ze swoim ojcem, Marianem Klepackim, w Wołominie. Jego śmierć, choć brutalna, była logicznym następstwem stylu życia, który wybrał. Vendetta, którą tak skrupulatnie planował, ostatecznie obróciła się przeciwko niemu, a jego nazwisko na zawsze pozostanie symbolem bezwzględności i przemocy, które zdominowały polski półświatek na przełomie wieków.
Śledczy badający sprawę podkreślają, że morderstwo Jacka Klepackiego było starannie zaplanowaną egzekucją, wykonaną przez zawodowców. Trzej zamaskowani mężczyźni, którzy wtargnęli do baru „Okoń”, działali z zimną krwią i precyzją, nie pozostawiając żadnych śladów, które mogłyby naprowadzić na ich tożsamość. Użycie broni automatycznej podczas ucieczki, która zabiła również policjanta, świadczy o tym, że sprawcy byli doskonale przygotowani i nie wahali się przed użyciem śmiertelnej siły.
To zdarzenie wstrząsnęło opinią publiczną, pokazując, jak daleko posunięta była eskalacja przemocy w polskim świecie przestępczym, gdzie zemsta i śmierć były na porządku dziennym.
Śmierć młodego Klepaka nie zakończyła jednak wojen gangsterskich w Wołominie. Jego dawni współpracownicy, w tym Robert R. pseudonim „Rudy”, przejęli kontrolę nad interesami i kontynuowali działalność, choć bez charyzmatycznego przywódcy, jakim był Jacek.
Wielu z nich zostało później aresztowanych i skazanych na długoletnie wyroki więzienia za swoje zbrodnie. Historia Jacka Klepackiego stała się przestrogą dla młodych ludzi, którzy marzyli o karierze w półświatku, pokazując, że droga na szczyt w świecie przestępczym jest usłana trupami, a jej finał prawie zawsze jest tragiczny. Jego życie, pełne przemocy i żądzy zemsty, zakończyło się w mroku nocy, w małym barze na Mazurach, gdzie dogoniła go przeszłość, od której nie można uciec.
