Janusz “Parasol” P. – powrót legendy mafii pruszkowskiej w obliczu zarzutów o międzynarodową przestępczość, narkotyki i wyłudzenia VAT, które mogą zakończyć jego burzliwe życie za kratami.

Janusz "Parasol" P. – powrót legendy mafii pruszkowskiej w obliczu zarzutów o międzynarodową przestępczość, narkotyki i wyłudzenia VAT, które mogą zakończyć jego burzliwe życie za kratami.

Thumbnail

Janusz P. , pseudonim „Parasol”, jeden z najważniejszych i najbardziej kontrowersyjnych bossów tzw. mafii pruszkowskiej, ponownie znalazł się w centrum zainteresowania organów ścigania.

W dniu 3 listopada 2022 roku funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji, wspierani przez mazowiecki i zachodniopomorski pion policji kryminalnej, zatrzymali 22 osoby podejrzane o udział w międzynarodowej grupie przestępczej specjalizującej się w handlu środkami odurzającymi oraz w wyłudzeniach podatku VAT na wielomilionowe kwoty.

Wśród zatrzymanych znaleźli się trzej legendarni bossowie Pruszkowa: Andrzej Z. , pseudonim „Słowik”, Leszek D. , pseudonim „Wańka”, oraz właśnie Janusz P.

, pseudonim „Parasol”. Razem z nimi zatrzymano Mirosława B. , pseudonim „Dziobak”, uznawanego za lidera jednego ze szczecińskich gangów.

Prokuratura postawiła im zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze międzynarodowym. Grożą im wieloletnie wyroki pozbawienia wolności.

Dla Janusza P. oznacza to definitywny koniec pewnej epoki. Człowiek, który przez dekady uchodził za symbol bezwzględnej walki o władzę w podziemiu przestępczym, po raz kolejny trafił za kraty.

Tym razem jednak nie chodzi o dawne porachunki, lecz o zarzuty dotyczące współczesnej, wyrafinowanej przestępczości ekonomicznej i narkotykowej, wymierzonej w Skarb Państwa i bezpieczeństwo obywateli.

Historia Janusza P. to opowieść o tym, jak chłopak z dobrego domu, wychowany w pruszkowskiej dzielnicy Żbików, stał się jednym z najgroźniejszych ludzi w Polsce. Urodził się w 1955 roku.

Jego ojciec prowadził sklep i warsztat z elektronarzędziami, matka zajmowała się domem. Miał starszego brata i siostrę. Od najmłodszych lat pomagał ojcu w interesach, co pozwoliło mu poznać przyszłych wspólników – Ryszarda P.

, pseudonim „Krzyś”, oraz Kazimierza K. , pseudonim „Kazik”.

Pseudonim „Parasol” przylgnął do niego już w młodości i nawiązywał do jego nazwiska. Po ukończeniu technikum w 1972 roku otrzymał wezwanie na komisję wojskową. Sprytnie wymigał się od służby, udając niepoczytalnego.

Biegli psychiatrzy orzekli, że jest osobą zagrażającą otoczeniu, i przyznali mu kategorię D. Jako nastolatek trenował pięściarstwo i kulturystykę. Był silny, imponował rówieśnikom, a swoją postawą przyciągał uwagę lokalnych przestępców.

Prawdopodobnie w 1975 roku zauważył go Ireneusz, pseudonim „Barabasz”, ówczesny lider bandy ze Żbikowa. Barabasz słynął z brutalności i bezwzględności. Jego ludzie dokonywali włamań i kradzieży, a wieczorami świętowali w barach.

Janusz P. , mimo dobrego pochodzenia, zainteresował się bandą. Według śledczych zaczął dokonywać włamów i rozbojów razem z Barabaszem i kolegami z podwórka – Krzyśiem, Zbigniewem K.

, pseudonim „Ali”, Kazimierzem K. , pseudonim „Kazik”, Ryszardem E. , pseudonim „Kajtek”, oraz Wojciechem B.

, pseudonim „Budzik”.

W 1977 roku „Parasol” pierwszy raz wpadł. Razem z „Krzyśiem” okradł sklep. Gdy próbował upłynnić towar, policja wpadła na jego trop.

Szybki proces i wyrok dwóch lat więzienia. Wyrok odczytywał w zakładzie karnym w Barczewie. W międzyczasie wpadł również Barabasz, któremu groził dłuższy wyrok z uwagi na recydywę.

Barabasz nieoficjalnie poszedł na współpracę i zeznał na „Parasola”, „Krzyśia”, „Kajtka” i „Budzika”. W efekcie Janusz P. otrzymał dodatkowy wyrok – łącznie 8 lat więzienia.

Od 1977 roku odbywał karę w Barczewie. Tam zyskał opinię ostrego więźnia, zawsze walczącego z systemem i rygorami jednostki penitencjarnej. Do legendy przeszła historia jego wielodniowej głodówki w celi.

Z postawnego mężczyzny ważącego 120 kilogramów schudł do 50 kilogramów. Głodówka miała na celu wymuszenie pewnych udogodnień lub wcześniejsze opuszczenie więzienia. Wyrok odbył jednak do końca – aż do 1986 roku.

Zanim wyszedł, zdążył awansować wysoko w hierarchii osób grypsujących i pozyskać mnóstwo znajomości wśród recydywistów.

Po opuszczeniu murów więzienia zastał nową rzeczywistość. Dawna banda, której domniemanym liderem miał być Barabasz, działała prężnie. Jego koledzy z podwórka – „Kajtek”, „Krzyś” i „Budzik” – tworzyli pierwsze struktury dające podwaliny pod zorganizowaną przestępczość.

Domniemanym liderem tej grupy miał być Zbigniew K. , pseudonim „Ali”. „Parasol” zaczął działać z dawnymi znajomymi.

Wówczas popularne było cinkciarstwo, handel podrobionym srebrem czy okradanie fabryk i zakładów państwowych.

W 1988 roku doszło do konfliktu między „Parasolem” a „Alim”. Janusz P. dowiedział się, że „Ali” współpracuje z policją.

Nie wiedział jednak, że współpraca ta polegała na braku konieczności interwencji policji w okolicach sklepu, który prowadził „Ali”. Niestety, niezweryfikowana informacja rozsierdziła „Parasola”. Wraz z „Krzyśiem” wtargnął do sklepu „Alego”.

Doszło do kłótni i bójki, z której zwycięsko wyszedł „Parasol”. „Ali” dostał ultimatum – ma odejść w cień, wówczas będzie mógł żyć. Przystał na to.

To dało początek nowemu imperium.

W 1989 roku Polska przeszła zmiany ustrojowe. Demokracja otworzyła granice i nowe możliwości zarabiania pieniędzy. W tym samym roku „Parasol” handlował pod jednym z pruszkowskich Pewexów walutą i dewizami.

Wraz z nim „Słowik”, „Kajtek” i „Krzyś”. Popularne stawały się „wajchy”, oszustwa turystów i handlarzy. Wanda z Pruszkowa była wtedy już uznawana za silną i groźną grupę, z którą liczono się nie tylko w mieście, ale i w całej aglomeracji warszawskiej.

Wtedy też wyklarował się zarząd gangu pruszkowskiego. W hurtowni „Tatra”, będącej własnością Leszka D. , pseudonim „Wańka”, i Mirosława D.

, pseudonim „Malizna”, odbyło się spotkanie, na którym wytypowano zarząd. W jego skład weszli: Janusz P. „Parasol”, Ryszard Sz.

„Kajtek”, Zygmunt R. „Caban”, Jacek D. „Dreszcz”, Mirosław D.

„Malizna” oraz Leszek D. „Wańka”. Pod nimi znajdował się szereg ludzi wykonujących wszelakie zadania.

Pierwszym chrztem bojowym gangu było brutalne morderstwo na trasie w miejscowości Siestrzeń. Zamordowano wiernego człowieka i przyjaciela „Parasola” – Andrzeja M. , pseudonim „Słoń” – oraz Janusza S.

, pseudonim „Lulek”. Interes, w którym chciano wykręcić Bogdana G. , pseudonim „Małolat”, na samochód i diamenty, nie wypalił.

Na głowę „Parasola” wydano wyrok śmierci. Pierwszy poważny chrzest gangsterski nastąpił 6 lipca 1990 roku w motelu George nieopodal Nadarzyna.

„Parasol” spotkał się tam z Mirosławem P. , swoim dawnym wspólnikiem prowadzącym interesy w RFN. Dwa dni wcześniej kilku pruszkowskich gangsterów napadło na mężczyznę i okradło go ze złota, biżuterii oraz samochodu, który kazali przepisać na siebie.

„Parasol” skontaktował się z Mirosławem P. i z racji na dawną przyjaźń zaproponował mu wykup skradzionych dóbr za 15 tysięcy dolarów. Gdy Mirosław P.

wraz z domniemanym ochroniarzem siedział w motelu, do wnętrza weszło czterech gangsterów: „Parasol”, „Budzik”, Andrzej C. , pseudonim „Szarak”, oraz „Kazik”.

W pewnym momencie „Parasol” miał powiedzieć do Mirosława P. : „Ty z nami”, a wskazując na ochroniarza, dodał: „A ty do skasowania”. Po tych słowach „Szarak” wyciągnął nóż i uderzył ochroniarza w głowę.

Po ciosie mężczyzna wyciągnął broń i krzyknął: „Policja!” Gangsterzy zaczęli uciekać. Policjant strzelił w „Szaraka”, który po postrzale w okolicy serca padł na miejscu.

„Parasol” podczas przeskakiwania przez płot otrzymał dwa strzały – jeden w udo, drugi w łydkę. Trafił do szpitala, stamtąd do aresztu, lecz ze sprawą adwokata odroczono rozprawę. Finał nastąpił kilka lat później – z powodu rażących błędów policji gangsterzy z Pruszkowa zostali uniewinnieni.

Od 1990 roku w aglomeracji warszawskiej powstało wiele gangów, które początkowo ze sobą współpracowały. Pruszków współpracował z gangiem wołomińskim i ząbkowsko-praskim w interesach spirytusowych i papierosowych. Jednak od 1993 roku między Pruszkowem a braćmi Niewiadomskimi, liderami gangu ząbkowsko-praskiego, doszło do konfliktu, który przerodził się w otwartą wojnę.

Trwała blisko 5 lat. Jej finałem było morderstwo Wiesława Niewiadomskiego w 1998 roku. O pierwszy zamach na „Wariata” oskarżono „Parasola” i „Maliznę”, lecz nigdy nie zostało to potwierdzone.

W czasie wojny „Parasol” prowadził legalny interes w Brwinowie razem z Krzysztofem P. „Krzyśiem”. Otworzył bar z dyskoteką o nazwie „Kaskada”.

Hasło reklamowe brzmiało: „U nas najbezpieczniej”. W klubie dochodziło jednak do bójek i brutalnych aktów. Żona „Parasola” wraz z jego siostrą otworzyła sklep w Piastowie, w którym „Parasol” miał mieć swój interes.

W 1996 roku, według świadka koronnego Jarosława Sokołowskiego, pseudonim „Masa”, „Parasol”, „Słowik” i „Masa” mieli organizować napad na konwój, w którym zrabowano 150 tysięcy dolarów.

„Parasol” miał również zorganizować napad na kasę Związku Nauczycielstwa Polskiego, w którym zrabowano 63 tysiące złotych, oraz napad na konwój w 1997 roku, w którym zrabowano 220 tysięcy złotych. Miał też handlować bronią. W podobnym czasie posiadać miał pod sobą tzw.

„młodzież pruszkowską”, która w nim, wizualnie przypominającym wojownika Czyngis-chana, widziała wielkiego lidera i przywódcę do naśladowania. Według „Masy” „Parasol” miał kontrolować grupy przestępcze w Lublinie.

W 1998 roku, gdy na wolność wyszedł „Pershing”, a jego interesy rozeszły się wcześniej po członkach mafii pruszkowskiej, sam próbował odzyskać to, co stracił. Dochodziło do starć, a konflikt się zaostrzał. Do całości ognia dokładała sytuacja, którą „Parasol” często w trakcie libacji alkoholowych przypominał.

Między „Parasolem” a „Masą” dochodziło do kłótni. „Parasol” zarzucał „Masie”, że ten współpracuje z policją, i wypominał mu sytuację z końca lat 80. , gdy rzekomo rozmawiał z policją i wyjawił, kto dokonywał pewnych włamań.

Możliwe, że konflikt był na płaszczyźnie tzw. bytu w gangsterskim podziemiu. „Masa” brylował na mieście i dużo inwestował, natomiast „Parasol” preferował nieobnoszenie się z bogactwem.

Gdy „Pershing” odizolował się od grupy pruszkowskiej, „Masa” dołączył do niego. „Parasol” miał wówczas wydać oficjalnie na niego wyrok. Taką aranżację przyjęto na podstawie zeznań świadka koronnego.

W 1999 roku gang pruszkowski wszedł jako jeden z monopolistów na terenie aglomeracji warszawskiej. Nie było już gangu wołomińskiego, gdyż jego liderzy zginęli. Po śmierci „Wariata” gang ząbkowsko-praski rozszedł się.

Istniało kilka pomniejszych grup walczących o wpływy.

Dla „Parasola” rok 1999 stał się jednak zawrotny. 5 czerwca 1999 roku około godziny 9 rano wyszedł ze swojego domu w okolicach ulicy Wojska Polskiego. Miał być ze swoim ojcem.

Gdy zbliżał się do postoju taksówek, gdzie nieopodal na parkingu strzeżonym zaparkował swoje auto, zza rogu sklepu wyszedł ktoś i szedł za nim. W pewnym momencie osoba ta oddała w jego kierunku trzy strzały. „Parasol” upadł, a w jego stronę padło kilka dodatkowych strzałów.

Uciekał, a zamachowiec dalej strzelał. Udało mu się uciec, gdy w biegu pomiędzy budynki blokowiska jeden z taksówkarzy zawiózł go do szpitala.

„Parasol” wylądował w szpitalu. Lekarze stwierdzili, że otrzymał postrzał w rękę, płuco i wątrobę. Jedną z pierwszych osób, które go odwiedziły, był jego długoletni partner biznesowy „Krzyś”, ale również Andrzej Kolikowski, pseudonim „Pershing”.

Według relacji „Parasola” ten miał od niego wziąć koszulę, w której do niego strzelano, i obiecał, że dowie się, kto to zrobił. Gdy wrócił, „Pershing” miał rzec do niego: „Zrobił to Masa”. Są to słowa „Parasola”, więc ciężko je weryfikować.

Śledczy nie podjęli tego wątku.

Gdy „Parasol” wracał do zdrowia, w grudniu tego samego roku zamordowano „Pershinga”. Niespełna pół roku później, w maju 2000 roku, „Masa” zostaje świadkiem koronnym. Chwilę przed tym „Parasola” zatrzymano pod pretekstem wymuszenia kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Nie wiedział, że jest to początek jego końca. W tym czasie toczył się proces gangu pruszkowskiego, którego głównym świadkiem był świadek koronny „Masa”. W 2003 roku „Parasol” otrzymał 7 lat pozbawienia wolności za założenie i kierowanie grupą przestępczą.

W 2008 roku wyszedł na wolność po wpłaceniu 200 tysięcy złotych kaucji. W międzyczasie toczył się proces o handel bronią, którego finałem był wyrok półtora roku pozbawienia wolności w 2012 roku. Karę wliczono mu na poczet wcześniejszej odsiadki.

W trakcie odbywania wyroku dał wywiad Piotrowi Pytlakowskiemu i Ewie Ornackiej podczas tworzenia serialu dokumentalnego „Alfabet mafii”. Po wyjściu z więzienia prowadził New York Pub w Piastowie. Wydawało się, że można spodziewać się już tylko emerytury.

Do 2017 roku jego pseudonim nie pojawiał się w mediach. Wtedy też, w czerwcu, policja aresztowała go z innymi bossami Pruszkowa – Andrzejem Z. , pseudonim „Słowik”, oraz Leszkiem D.

, pseudonim „Wańka” – w sprawie dotyczącej organizacji procederu wyłudzenia podatku VAT opiewającego na wielomilionowe kwoty. Bardzo szybko opuścił areszt po wpłaceniu kaucji i oczekiwał procesu. Nie postanowił jednak poprzestać na czekaniu.

3 listopada 2022 roku Centralne Biuro Śledcze Policji wraz z mazowieckim i zachodniopomorskim pionem policji kryminalnej zatrzymało 22 osoby podejrzane o udział w międzynarodowym gangu specjalizującym się w handlu środkami odurzającymi oraz kolejne wyłudzenia podatku VAT. Ponownie aresztowano trzech legendarnych bossów Pruszkowa: „Słowika”, „Wańkę” i „Parasola”. Wraz z nimi zatrzymano Mirosława B.

, pseudonim „Dziobak”, lidera jednego ze szczecińskich gangów. Za ten proceder oskarżonym grożą wieloletnie wyroki.

Dla Janusza P. oznacza to definitywny koniec. Nie na emeryturze, na wolności, lecz samotnie w celi.

Człowiek, który przez dekady budził postrach w podziemiu przestępczym, który przetrwał więzienne głodówki, zamachy na swoje życie i wojny gangów, po raz kolejny stanie przed wymiarem sprawiedliwości. Tym razem jednak stawka jest znacznie wyższa. Zarzuty dotyczą międzynarodowego obrotu narkotykami i wielomilionowych wyłudzeń podatkowych.

To przestępczość, która nie zna granic i która wymaga współpracy służb z całej Europy.

Historia „Parasola” to także opowieść o przemijaniu i o tym, że nawet najpotężniejsi bossowie nie mogą uciec od konsekwencji. Jego postać przez lata fascynowała media i opinię publiczną. Był jednym z niewielu, którzy przetrwali czystki w mafii pruszkowskiej.

Wielu jego dawnych wspólników nie żyje, inni zostali świadkami koronnymi, jeszcze inni zniknęli z życia publicznego. On trwał. Aż do teraz.

Zatrzymanie z listopada 2022 roku to efekt wielomiesięcznej pracy operacyjnej Centralnego Biura Śledczego Policji. Funkcjonariusze przeszukali dziesiątki miejsc w całym kraju. Zabezpieczono dokumentację, nośniki danych i mienie o znacznej wartości.

Prokuratura nie wyklucza kolejnych zatrzymań. Śledczy zapowiadają, że sprawa ma charakter rozwojowy, a jej finał może być jednym z najgłośniejszych procesów ostatnich lat.

Janusz P. nie przyznał się do stawianych zarzutów. Jego obrońcy odmówili komentarza.

Wiadomo jednak, że sąd zdecydował o zastosowaniu tymczasowego aresztowania. „Parasol” trafił do celi, w której pozostanie co najmniej do czasu rozpatrzenia zażalenia. Jego stan zdrowia – po latach więzienia, postrzałach i głodówkach – budzi wątpliwości.

Mimo to wymiar sprawiedliwości jest nieubłagany.

Dla mieszkańców Pruszkowa i okolic postać „Parasola” to część lokalnej historii. Jedni go potępiają, inni wspominają z nostalgią jako człowieka, który „doszedł na szczyt mimo przeciwności”. On sam w wywiadach nie krył, że jego życie potoczyło się inaczej, niż mógł się spodziewać.

„Złote lata już dawno minęły” – miał powiedzieć po jednym z wyjść z więzienia. Dziś te słowa brzmią jak gorzka przepowiednia.

Sprawa jest w toku. Kolejne przesłuchania, konfrontacje i analizy dowodów mogą potrwać miesiące, a nawet lata. Niezależnie od wyroku, jedno jest pewne: legenda „Parasola” – człowieka, który przez dekady wymykał się sprawiedliwości – właśnie się kończy.

Tym razem nie ma już odwrotu. Centralne Biuro Śledcze Policji postawiło wszystko na jedną kartę. A Janusz P.

, samotny w celi, może już tylko czekać na wyrok, który zdefiniuje ostatni rozdział jego burzliwego życia.