Stałam trzy metry od niego, a on mówił do mojej matki: „Pani może ją zabrać najlepiej jeszcze dzisiaj”. Jakbym była walizką, którą zostawił przez pomyłkę w salonie. Przy siedmiu osobach…
Marek kazał mojej matce zabrać mnie z domu. Mówił do niej, nie do mnie. Jakbym stała trzy metry od niego i nagle przestała istnieć. Przy stole siedziało siedem osób — moja matka, teściowie, siostra Marka z mężem i dwoje znajomych, których mąż zaczął zapraszać coraz częściej, odkąd wszedł w świat warszawskich inwestorów. — Pani może … Read more