„Jak tylko stary trafi do domu opieki, bierzemy ten teren” – usłyszałem te słowa od sąsiada i zamarłem. Tydzień przed tym, jak mój zięć Tomasz strącił mi obiad na ziemię przy wszystkich. Karkówka…
Ostatni goście wyszli trochę po siódmej. Nie było śmiechu, nie było przeciągania pożegnań przy furtce, kiedy ktoś jeszcze wraca po miskę, ktoś szuka okularów, ktoś mówi: „No to już naprawdę lecimy”. Tym razem wszyscy zbierali się szybko, ostrożnie, jakby bali się potrącić coś niewidzialnego. Tomasz wyszedł pierwszy. Miał mokre od marynaty ręce, bo w końcu … Read more