Słońce lało się z nieba, a ja stałem pod drzwiami w peruce i czerwonej czapce jak ostatni głupiec. Czterdzieści minut spóźnienia, torba z pizzą ciążyła mi na ramieniu, a pod wyblakłą koszulką…
Przez trzydzieści lat budowałem firmę deweloperską od zera, aż moje nazwisko zaczęło znaczyć w branży więcej niż niejedna umowa. Ale zawsze powtarzałem, że największą wartością nie są kolejne miliony, tylko ludzie. Jednym z nich był Tomasz. Najpierw wspólnik, potem przyjaciel, którego nic nie było w stanie poróżnić. Kiedy ciężko zachorował, do końca wierzył, że jeszcze … Read more